Zdradzam, jak załatwiłem Orlen Maraton

Ten wpis to nie żart. Lubię żarty, ale dzisiaj będzie śmiertelnie poważnie. Tak poważny i tak sztywny w żadnym dotychczasowym wpisie na blogu jeszcze nie byłem. Mam teraz tak poważnie śmiertelną minę, że spokojnie mógłbym podjąć się pracy jako przedstawiciel handlowy domu pogrzebowego, polecający Pawulon na wszelkie problemy z dołączoną do opakowania wizytówką zakładu. Wszystko za sprawą Olren Maratonu, który w 2020 roku się nie odbędzie!

Wiadomość, jaką przekażę Wam dzisiaj, może Wami wstrząsnąć. Istnieje duże ryzyko, że tętno podskoczy Wam bardziej niż podczas ostatnich interwałów, a żel energetyczny zjedzony dziś rano, wróci na światło dzienne szybciej, niż planowaliście. Uwaga:

To właśnie JA pogrążyłem Orlen Maraton i przyczyniłem się do jego upadku! <złowrogi śmiech>

“500 minus”

Dwa razy biegłem Orlen Maraton i dwa razy podczas “Narodowego Święta Biegania” mojemu występowi towarzyszyły niezłe jaja. Raz były to “jaja” duże, a raz olbrzymie, takie, których nie powstydziłby się żaden samiec alfa. Zacznę od tych mniejszych, ale świeższych.

W kwietniu 2019 wystartowałem w Orlen Maratonie. Relację z tego biegu możecie przeczytać tutaj – Orlen Maraton – spektakl dramatyczny. Zająłem wówczas 20 miejsce OPEN i 4 w kat. wiekowej z czasem 2:29:04. Kilka dni po biegu, znajomy – Kamil Leśniak – zwrócił mi uwagę, że załapałem się na nagrodę finansową. Sprawdziłem regulamin – miła niespodzianka, Kamil miał rację. Za 3. miejsce w kategorii wiekowej przyznawana była nagroda 500 zł. Co prawda byłem sklasyfikowany na 4. miejscu, ale regulamin głosił, że pierwsze 10 osób OPEN nie są uwzględniane w kategoriach wiekowych. Miałem to szczęście, że Adam Nowicki z mojej kategorii wiekowej był w owej dziesiątce najlepszych, więc nagroda za 3. miejsce przypadła mnie. No i super, bardzo miła niespodzianka, takie “Startowe plus”. 5 stówek piechotą nie chodzi… a raczej biega, i to szybko.

Mijały tygodnie, później miesiące, aż w środowisku biegowym zawodnicy zaczęli ze sobą dyskutować, kto i CZY DOSTAŁ nagrodę za Olren? Brzmi jak dobra kpina, choć do śmiechu nikomu nie było. Na marginesie biegacze są przyzwyczajeni do czekania na kasę, ponieważ często wypłacana jest po wynikach kontroli antydopingowej, a na tę trzeba czekać ok. 40 dni od dnia startu.

W końcu po kilku miesiącach kasa zaczęła wpadać na konta zawodników. Sęp Orzeł popuścił trochę sakwy i na chłopską ziemię spadło kilka monet – ale nie każdemu się poszczęściło…
Jako że niestety (a może stety) mnie nie dotyczyły wielkie pieniądze – czekałem spokojnie na swoją symboliczną gażę. W końcu jednak nie wytrzymałem i napisałem do organizatora maila z prośbą o informacje, gdzie jest moje “500+”.

Później z mojej strony był jeszcze mail nr.: 2, 3, 4 i 5 + 5 telefonów, których nikt nie odbierał. Sygnał życia płynął raz na miesiąc z facebookowego konta, na którym odpisywano mi konsekwentnie, że “sprawa została przekazana”. Nie mam pojęcia, gdzie została przekazana, być może do samych Emiratów Arabskich, żeby chłopaki dali zniżkę 5 stówek na wachę, bo Witek się upomina o swoją kasę?!

Tak czy inaczej, finał tej uwłaczającej sprawy był taki, że dopiero po wysłaniu pisma z przed-sądownym wezwaniem do zapłaty, organizator odnalazł moje wszystkie maile i prośby o pomoc.

Gdybym wiedział, że moja walka o nagrodę, która według regulaminu mi się należała, uderzy tak mocno w kondycję finansową spółki, zrzekłbym się jej w czasie szybszym, niż czas wizyty Kubicy na quick-stopie! Dla dobra biegaczy oczywiście! Takie moje “500 minus” na rzecz wspólnego dobra i wszystkich biegających w tym kraju! Ba! Wsiadłbym w auto, zatankował do pełna i kupił 4 hot-dogi oraz kawę, a następnie jeździłbym wkoło Wrocławia, szukając dobrych krzaków, na miejsce startu Wrocław Maratonu. WSZYSTKO, żeby ratować jedną imprezę i wyciągnąć pomocną dłoń do drugiej! JESTEM GOTOWY DO POŚWIĘCEŃ!

O “wielkich jajach” podczas Orlenu już pisałem. Starszych czytelników bloga nie będę już zanudzał tą przypowieścią. Polecam ją, jeżeli ktoś nie miał okazji wcześniej czytać owego tekstu:

Stacja Warszawa – relacja z Orlen Warsaw Marathon!
Orlen od kuchni – czyli Magda Gessler polskich biegów

Pierwszy z przytoczonych wpisów, to relacja z części sportowej, drugi to kuriozum zaistniałe już po biegu i właśnie tę drugą część gorąco wszystkim polecam.

(…)

Na sam koniec, naprawdę poważnie, jako osobie ze środowiska biegowego, jest mi trochę przykro, że z mapy Polski znika ta impreza. Moje osobiste doświadczenia z organizatorem nie są pozytywne, ale każda sportowa impreza w tym kraju, która propaguje kulturę fizyczną, jest wartością dodaną dla nas, jako całego społeczeństwa. Niezależnie jak bardzo polityczna by była, i jak wiele błędów miałaby na koncie, to jestem pewny, że ktoś na tej imprezie zrobił życiówkę, związał się z bieganiem na dłużej, zainspirował swojego dzieciaka do aktywności… i za to Orlen Maratonowi, jako sportowiec, DZIĘKUJĘ.

Do ponownego pobieganie! 😉

6 komentarzy

  1. Dobry wpis. Styl lśni refleksem i iskrzy ironią!
    Zwłaszcza, że sprawa trudna. Orlen ciężko nawet komentować..

  2. Widać że autor rapy słucha “Orzeł popuścił trochę sakwy i na chłopską ziemię spadło kilka monet – ale nie każdemu się poszczęściło…”
    BTW gdzie w tym roku będą mistrzostwa Polski ?

    1. Hej Błażej,
      Zaskoczyleś mnie z tym fragmentem. W takim sensie, że nie zdawałem sobie sprawy, że ktoś tak zarapował, ale podświadomość pewnie podsunęła wers pasujący do sytuacji. 🙂
      Co do MP nie mam pojęcia. Spodziewam się, że padnie na Dębno. Najmniej względów proceduralnych dla organizatora, ponieważ i tak organizuje MP kobiet.
      Natomiast jeżeli faktycznie będzie to Dębno, to szykują się najsłabsze MP od 2017 roku. Czołówka będzie szukać raczej szansy na minimum na Igrzyska na mocno obsadzonych biegach za granicą.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *