Wybiła 25:00!

Doba ma 24 godziny – niestety! Zdecydowanie przydałyby się jeszcze dodatkowe 2-3 każdego dnia, w czasie których można byłoby ogarnąć kilka priorytetowych spraw. Kto o tym nie marzył? W dzisiejszych czasach, chyba każdy! Z drugiej strony, niespodziewane kilka wolnych godzin, marnujemy często na głupoty. No dobra, może nie na głupoty, ale na rzeczy mało istotne. Próbuję właśnie w delikatny sposób poruszyć temat, który pojawia się, gdy tylko mówię, że biegam tygodniowo 140 kilometrów, pracuję, studiuję dziennie i od pewnego czasu bloguję. Postanowiłem, że napiszę o tym parę słów i od dzisiaj zainteresowanych będę odsyłał na bloga. Tym sposobem zyskam kilka cennych minut, które z przyjemnością zmarnuję na dyskusję o ciekawszej tematyce :).

Musisz być organizatorem
Wiem, że to mało romantyczne, ale chcąc ogarnąć wiele życiowych aspektów, przy okazji ich nie zaniedbując, musisz mieć konkretny plan działania. Na blogu piszę o bieganiu, można więc odnieść wrażenie, że podporządkowuję swoje życie tej dziedzinie. Nic bardziej mylnego. Jestem wkręcony w bieganie po uszy, ale nie będę się oszukiwać – jestem amatorem. A że należę do ludzi odpowiedzialnych (tak mi się przynajmniej wydaje ;)), to bardzo mocno angażuję się w pracę zawodową i naukę. Dlatego, przeważnie planując harmonogram dnia, zaczynam od uczelni i pracy. Gdy te zajęcia znajdą swoje miejsce w grafiku, zaczynam kombinować, gdzie by tu wstawić trening. Często bywa tak, że wolną chwilę znajduję jedynie o 5 rano i nie ma zmiłuj. Czasami wyruszam na uczelnię obładowany, jak tragarz w Himalaje, innym razem, realizuję trening przemieszczając się w miejsce, w którym mam coś do załatwienia. Trzeba kombinować! Wszędzie ukrywają się cenne minuty do zagospodarowania.

Jesteś menadżerem własnego życia
Tak się składa, że sporo czytam o zarządzaniu i planowaniu, bo po części jest to związane z moim wykształceniem. Prawdopodobnie, dlatego jest mi łatwiej zauważyć, że problem z brakiem czasu, bierze się z obawy przed podjęciem konkretnej decyzji. Musisz, jak menadżer podejmować decyzję! Nie wiem nawet, do czego taki brak zdecydowania porównać… Niech będzie słynne ciastko: “Zjeść ciastko, czy mieć ciastko?”. Zastanawiasz się i zastanawiasz, aż orientujesz się, że jesteś głodny, a ciastko się zepsuło!
Jeżeli chcesz przebiec maraton, to ubierasz buty i wychodzisz potruchtać, jeżeli nie – robisz inną rzecz, która daje Ci satysfakcję. Jedno i drugie wyjście jest lepsze, niż ciągłe wzdychanie: “Ehhh.. ukończyłbym ten maraton, ale może jutro zacznę przygotowania. Dzisiaj mamy tylko 3 stopnie – zdecydowanie za zimno..” – i tak bez końca.
Chyba wiecie, co mam na myśli ;).

Jak coś robisz, rób to dobrze
Uwaga – będzie kontrowersyjnie! 😉 Jestem zwolennikiem mocnego zagłębiania się w temat. Mówiąc wprost, nie poczujesz prawdziwej satysfakcji i zadowolenia, gdy podchodzisz do tematu na pół gwizdka. Nie należy mylić tego z niewielkim nakładem czasowym na dane zajęcie. Sam mam chyba z tuzin zainteresowań i na niektóre przeznaczam zaledwie godzinę lub dwie tygodniowo. Jednocześnie jest to bardzo dobrze spożytkowany czas.
W analogi biegowej, powiedziałbym, że lepiej przeczytać 2-3 książki o metodyce treningu i dopiero później zabrać się za porządne trenowanie. Na początku zainwestujesz czas w wiedzę i zanim się obejrzysz, będziesz ze swoją formą przed chaotycznie działającymi kolegami.

Wrzuć na luz…
Wszystko, co napisałem powyżej wymaga ciągłego planowania. Mi to nie przeszkadza, lubię mieć wszystko poukładane – stąd zaskakuję Was wpisem co środę ;). Wiem natomiast, że nie każdy tak ma. Dużo osób po prostu męczy się ciągłym planowaniem i kontrolowaniem. Czasami w życiu podobnie, jak na trasie biegu, trzeba zacisnąć zęby i powalczyć (przeorganizować dzień, podjąć decyzję i przyłożyć się), bo po każdym intensywniejszym okresie, przychodzi moment, kiedy można wrzucić na luz.
Ten moment jest równie ważny, jak wszystkie inne składowe gospodarowania czasem. Trochę spontaniczności i lekkiego podejścia do upływającego czasu, stanowi świetny przeciw balans dla ciągłego zerkania na zegarek. Także, wrzućcie na luz (tylko nie za często ;))!

fN6hZMWqRHuFET5YoApH_StBalmainCoffee

Na koniec, krótko, bo czas ucieka! Nie napisałem nic rewolucyjnego… Zwykłe morały dla roztargnionych i niezorganizowanych. Wszystko sprowadza się do tego, żeby robić w życiu rzeczy, które lubimy. Wtedy wszystko zorganizuje się samoistnie, dzięki naszej chęci: sto kilkadziesiąt kilometrów, praca, szkoła, blog i wiele innych rzeczy ;).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *