Tatra Sky Marathon, czyli co mi w duszy gra

Jutro wystartuję w Tatra Sky Marathonie. Piszę o tym nieprzypadkowo, ponieważ dokładnie 364 dni temu zaliczyłem ostatnie zawody, które ukończyłem poza podium w klasyfikacji generalnej. Niemal przez cały rok nie wyleciałem z pudła imprez, na których się pojawiałem, a chcę zaznaczyć, że nie mam w zwyczaju celowania w biegi osiedlowe. I nie chodzi tu o umniejszanie, czy odbieranie czegoś biegom festynowym. Po prostu-można mieć politykę startową nastawioną na rywalizację na wysokim poziomie, a można czerpać przyjemność z wygrywania biegów bez specjalnej obsady. Ja zawsze, czy to na asfalcie, czy w górach, powtarzam-wolę być dziesiątym zawodnikiem na mecie z super czasem, niż zwycięzcą z przeciętnym rezultatem. No, chyba że mówimy o Mistrzostwach Polski, tam się biegnie po prostu na miejsce. 🙂

Tym biegiem, na którym poległem jak Grek pod Termopilami, był Tatra Sky Marathon 2020. Bieg, który dał mi impuls do tego, żeby poświęcić cały kolejny rok na zostanie, jak najlepszym biegaczem górskim.

Gdy trenuje się blisko 20 godzin w tygodniu, niemal nieustająco trzeba poszukiwać wewnętrznej motywacji do tego, aby pokonać każdy kolejny kilometr, podnieść kolejny kilogram ciężarów, po raz enty zmienić dętkę w rowerze, czy odmówić kumplowi kolejnego piwa i ‘mega kebaba’. Ja tej motywacji szukam w przeróżny sposób. Często wyobrażam sobie moment, w którym przekraczam metę zawodów. Pomysłów na celebrowanie maratonu pokonanego w 140 minut mam chyba z 20 wersji. 🙂 Lubię też w trakcie wysiłku wymyślić sobie jakąś mantrę, którą powtarzam w głowie do znudzenia, lecz w której odnajduję motywację do dokończenia treningu. Ostatnio na mocnych treningach myślałem o tym, że zrobię tyle medali MP, że na kolejnym obozie na Teneryfie będziemy grać z Leśniakiem i Przedwojem w pokera, używając zamiast żetonów, medali z krajowego czempionatu. 🙂 Głupie, banalne, ale na mnie działa. Takich “złotych myśli” mój mózg produkuje na niedotlenieniu całą masę. Wczoraj naszła mnie refleksja – po co w zasadzie tak mocno trenować? Mózg szybko rozbroił wątpliwości, podsuwając mi wers jednego z moich ulubionych wykonawców muzycznych – Bisza: “Ponieważ mam cele wielkie, jak w więzieniu dla słoni”. No i ok, założyłem buty i pobiegłem.

Można dojść do prostego wniosku, że nikt normalny, a już na pewno nie inteligentny, w taki reżim sportowy się nie wdroży. Coś na zasadzie  – biegasz, nie myśl… albo przynajmniej myśl o głupotach. I tu ponownie pojawia się Tatra Sky Marathon. Kto o zdrowych zmysłach zapisywałby się na ten sam bieg, na którym rzucał łaciną we wszystkie strony, idąc spacerkiem w kierunku mety przez Dolinę Kościeliską? W dodatku będąc obdartym, umorusanym, odwodnionym, wycieńczonym i zastanawiającym się, po co mu to wszystko?! Noo, raczej nikt normalny… a ja się jednak zapisałem. 😉

Tatra Sky Marathon to jedyna impreza w moim kalendarzu startowym, na którą chcę pojechać, nie dlatego że “powinienem” albo, że “pasuje do treningu”. Chcę być w ten weekend w Zakopanem, bo to jedyna impreza biegowa w górach, gdzie:

  • Masz gwarantowany wpierdziel, dzięki trasie biegu;
  • Przebywasz w jednym czasie i miejscu z najbardziej wkręconymi w środowisko górskie ludźmi;
  • Marcin Rzeszótko aka. ‘Rzeszót’ dba o to, aby impreza miała standard równy, o ile nie wyższy niż najbardziej prestiżowe biegi w Europie;
  • Jako jedna z nielicznych imprez, naprawdę dba o ‘elitę’ i walczy o podnoszenie poziomu sportowego biegów górskich;
  • Atmosfera na mecie rekompensuje trud pokonania każdego metra.

Pisząc jeszcze inaczej – startuję w sobotę w biegu, który ani nie pasuje mi dystansem, ani nie wplata się sensownie w trening, ani nie przyniesie mi korzyści pod względem sportowym, ale jednak chcę w tym biegu wziąć udział, bo po prostu – ten bieg, to moja nagroda. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi – jadę do Zakopca dobrze się bawić. Pokonać trasę z radością i bez presji. Chcę być częścią tego wydarzenia.

Do zobaczenia w Zakopanem, w miejscu, gdzie sport, radość i góry spotykają się i tworząc całość!

Fot: Joanna Antoniak-Witek

4 thoughts on “Tatra Sky Marathon, czyli co mi w duszy gra

  1. Super się czytało, szczególnie ten kawełk cos się dzieje w głowie biegacza w trakcie treningu. Myślałem że tylko ja tak mam, że analizuję takie pierdoły. Cieszy również to, że na blogu jestreś regularny, a bywało z tym różnie. Powodzenia jutro.

  2. Jasno i pięknie postawiona sprawa. Ilość zmiennych w zawodach i przy takiej konkurencji, i na takiej trasie to jest tak ekscytujące, że zaśnięcie i dziś i jutro to może być arcyciekawy moment. Pobiegłem sobie dziś z pracy (16km) naszprycowany pasją z tej wypowiedzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *