Sprawa wagi ciężkiej

Dziś nie będzie lekko, łatwo i przyjemnie, bo pod lupę wziąłem kwestię tak często zaniedbywaną, że aż dziw bierze. Część osób pewnie już się wystraszyła, domyślając się, że tematem wpisu będzie masa ciała biegacza (no i w sumie dobrze, bo litości nie będzie ;)). Spotykam wielu biegowych znajomych, z którymi często dyskutuję o tym, jaki trening i w którym momencie cyklu przynosi najlepsze korzyści. Nic w tym złego, bo wymiana poglądów pozwala poszerzyć horyzonty. Jednak nasz problem polega na tym, że zamiast mówić o obszarach gdzie drzemie w nas naprawdę duża rezerwa, wolimy skupić się na detalach typu: realizować interwały progowe 3 x 4 km, czy 4 x 3 km? Nie ma się co oszukiwać. Na poziomie amatorskim takie dylematy, to przerost formy nad treścią. Jest wiele innych rejonów, które zaniedbujemy.

Do jednego z nich należy masa ciała. Gdy tylko o tym wspominam, wszyscy chóralnie odpowiadają: “TAK, TAK, waga jest bardzo ważna” i nic więcej z tym nie robią. Na treningach wykonują ogromną robotę, starają się maksymalnie zregenerować przed akcentem, a w między czasie wciągają nadwyżkę kaloryczną. Wydolność rośnie, masa rośnie,
a wynik na 5 km ledwie drgnął. Zaczyna się kombinowanie, gdzie by tu jeszcze wcisnąć trening. A już najgorzej jak się ten plan powiedzie. Podkręcanie kilometrażu przy zbędnej nadwyżce tłuszczyku, to prosta droga do kontuzji.

Szacuję ‘na oko’, że połowa osób, z którymi spotykam się w środowisku biegowym, mogłaby pozwolić sobie
(a nawet powinna) na zrzucenie kilku kilogramów zbędnego balastu. Zdaję sobie też sprawę z tego, że wymaga to trochę czasu i nie jest to takie proste. Sam lubię dobrze zjeść, a nawet pozwalam sobie na to przez 3/4 roku. Jednak, gdy zbliżają się zawody, na których zależy nam bardzo mocno i chcemy wypaść na nich jak najlepiej, to czy nie łatwiej jest na przestrzeni miesiąca, pozbyć się ciężaru 2-3 kilogramów? Wbrew pozorom, jest to znacznie skuteczniejsza metoda przesunięcia wyników, niż podkręcanie treningów.

Ile możemy zyskać?
Dla przykładu, ja przy masie 66 kilogramów (utrzymuję ją przez większość roku) uzyskuję wynik w okolicach 16:15 na 5 km. Pozostając na tym samym poziomie wydolności i redukując masę do 63 kilogramów (prawie moja waga startowa), 5 kilometrów przebiegam w 15:50. Kolosalna różnica! 5 sekund na kilometr w tempie biegu – mnóstwo czasu! Tyle, jeżeli chodzi o moje osobiste przeżycia, bo kalkulatory podpowiadają, że zysk może być jeszcze większy! A co dopiero, gdy zaczniemy mówić o maratonie. Nie muszę pisać, że im dłuższy dystans, tym większe korzyści. 

IMG_20160217_221635 (2)

chwila prawdy 😉

Pomyślałem, że przypomnę o tym teraz, czyli około 2 miesiące przed największymi maratonami w naszym kraju, bo to moment, w którym można jeszcze coś zrobić. Trzeba jednak pamiętać, że redukcja masy musi odbyć się stopniowo. Nie można jednocześnie ciężko trenować i urządzać sobie diety 1000 kcal, przez ostatnie 3 tygodnie przed maratonem. Takie połączenia zadziałają pozornie, bo masa spadnie, ale jakość treningu i regeneracji ucierpi równie mocno.
Oczywiście najlepiej jest zrzucić kilogramy niejako ‘przy okazji’, czyli trenując i jednocześnie tylko kontrolować masę co 2 tygodnie. Jeżeli spada przy normalnym żywieniu – idealnie! Jednak gdy, do tego grona nie należymy, trzeba sięgnąć po mocniejsze działa! Nie będę udawać eksperta od żywienia (kto nim nie jest? ;)). Na mnie działa bardzo dobrze wymiana białego pieczywa na żytnie, produkty light, zwiększenie spożycia warzyw, więcej kasz, brązowego ryżu, mniej mięsa i ograniczenie słodyczy. W sumie to nie mało ;).

I na koniec, we wszystkim należy zachować umiar! Ja sam czuję się najbardziej komfortowo, jeżeli chodzi o moje odczucia estetyczne przy masie 66 kilogramów. Dlatego utrzymuję ją przez większość roku. Bieganie jest dla mnie ważne, więc pozwalam sobie na okres startowy, w którym ważę 63-62 kilogramy. Jednak, gdy czas ten dobiega końca, z wielką przyjemnością z powrotem nabieram masy :).

ciasto

…po zawodach…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *