Maraton Walencja – tydzień 1/13. Decyzja o starcie.

Nie wiem, od czego zacząć, więc zacznę od początku. W połowie sierpnia wystartowałem w ostatnim biegu z cyklu GTNS Polsko-czesko-słowackim. Był to maraton w czeskich Jesenikach z przewyższeniem ok. 1600 m. Rywalizację zakończyłem na 5 miejscu. Nie umniejszając chłopakom, którzy byli przede mną – byłem bardzo rozczarowany tym biegiem i swoją dyspozycją. O przyczynach porażki i ogólnie o całym sezonie górskim wypadałoby napisać więcej i szerzej w osobnym wpisie (nie jest to deklaracja, że taki wpis powstanie, ale postaram się ;)).

Ostatecznie rywalizacja w cyklu biegów Salomona skończyła się dla mnie pozytywnie, ponieważ zająłem 3 miejsce w klasyfikacji generalnej, co jest jednoznaczne z kwalifikacją na finał imprezy, który odbędzie się na Azorach w dniach: 22-24 października. Trzy dni biegania po trzech różnych wyspach. Łącznie 100 km i cholera wie, ile pionu do zrobienia. Będzie wesoło.

Przechodząc do spraw bieżących i w zasadzie istotniejszych – Mistrzostwa Świata w biegach górskich w Tajlandii zostały przełożone z listopada na luty 2022 r. Interesuję się tym, jakbym już miał powołanie do kadry narodowej, a tak naprawdę mam “jedynie” spełnione minimum, niezbędne do takiego powołania. Sytuacja trochę patowa, ponieważ robienie formy na imprezę docelową na luty, rozbija później cały rok. Pomijam już fakt, że bez ucieczki na obozy do cieplejszych krajów praktycznie się nie obejdzie. Jak dodam do tego niepewność związaną z powołaniem do reprezentacji, trudno o zachowanie stoickiego spokoju.

Życie nie znosi próżni i w ten oto sposób – przesunięcie jednej imprezy biegowej, robi miejsce na zaliczenie innej. Jak nie trudno się domyślić po tytule dzisiejszego wpisu, chodzi o uliczny maraton. Domyślam się, że może to być zaskoczenie, że po całym sezonie spędzonym w górach, który obiektywnie jest moim najlepszym rokiem biegowym w życiu, teraz na jesień decyduję się na przygotowanie do pokonania 42 km po asfalcie, ale projekt “140 minut” ma dla mnie wartość nadrzędną. Teraz pojawia się szansa na wykonanie kolejnego kroku w kierunku jego zamknięcia i zamierzam powalczyć o jej wykorzystanie.

Walencja maraton

Przygotowania rozpocząłem po urlopie – wraz z początkiem września. Do wyboru miałem zatem dwie sensowne imprezy – maraton w Maladze (18 grudnia) lub maraton w Walencji (5 grudnia). Jako, że w mieście Picassa już z Asią byliśmy, padło na Walencję. Nie był to jedyny argument, bo przyznam szczerze, że w 2019 roku na czas 2:23 biegłem praktycznie sam przez 30 km, co było rozczarowujące po przeleceniu połowy Europy. W Walencji liczę na większą grupę mocnych biegaczy.

Kalendarz podpowiada 13 tygodni przygotowań, które zamierzam kronikarsko zrelacjonować, podobnie jak robiłem to przed maratonem w 2019 roku. Takie raportowanie wydarzeń z treningu, mimo że cholernie upierdliwe przy narastającym zmęczeniu treningiem w kolejnych tygodniach, daje też poczucie autorefleksji i publicznego zobowiązania się – przynajmniej do ciężkiej pracy.

Tyle tytułem przydługawego wstępu, który mam nadzieję, rozwinę już jako osobny wpis niebawem. Tymczasem poniżej raport z pierwszego tygodnia przygotowań, choć dla pełniejszego przedstawienia sprawy należy napisać, że jest to pierwsze 10 dni treningu, ponieważ urlop zakończyłem w czwartek, a od piątku wziąłem się do roboty.

Piątek (03.09)

Trening I: 16 km rozbiegania po 4:07. Typowo pourlopowe poczucie świeżości, stąd żwawe tempo, które wcale nie oddaje aktualnego poziomu wytrenowania. 🙂

Trening II: 8,26 km rozbiegania po 4:26. Mocno męczone, szczególnie energetycznie. Urlop dobra sprawa, wręcz niezbędna, ale wejście w trening po okresie wakacyjnym to dla mnie zawsze męczarnia.

Sobota (04.09)

Trening I: Zabawa biegowa (10 x 1’/1′ + 5 x 2’/1′ + 10 x 30″30″). Łącznie 25 minut mocnego biegania. Cały trening to blisko 20 km w średnim tempie 3:52. Przyspieszenia między 3:05 a 3:20, choć na zabawach biegowych nie ma sensu przywiązywania się do wartości pokazywanych przez zegarek. W gruncie rzeczy ta jednostka ma przygotowywać do interwałów w kolejnej fazie przygotowań. Samopoczucie dobre, zmęczenie duże.

Trening II: Rozbieganie 9.83 w tempie 4:24. Przyjemność z tego treningu w skali od 1 do 10, określiłbym gdzieś pomiędzy 1 a 2. 🙂 Póki co popołudniowe treningi tak właśnie będą wyglądać – energetycznie do bani.

Niedziela (05.09)

Trening I: Długie wybieganie 26,6 km w średnim tempie 4:17. Miało być 23-25 km, ale czułem się dobrze w pierwszej części trasy, więc jak frajer wybrałem większą pętlę. Od 20 km spore zmęczenie dniem poprzednim i ogólna niechęć biegowa ze względu na dystans. Sytuację ratowała Asia w supporcie na rowerze – miałem komu pomarudzić. :). Po treningu spora bomba. Naprawdę zdumiewające jest, jak ludzi organizm zmienia się błyskawicznie, wystarczyły mi 2 luźne tygodnie i od razu całe ciało jest w odwrocie i trzeba je rozkręcić na nowo do roboty.

Trening II: 30 minut ćwiczeń sprawnościowych. Był to lekki trening wdrożeniowy do kolejnych sesji bardziej siłowych.

Poniedziałek (06.09)

Trening I: 15 km biegu ciągłego po ok. 3:42. Razem z rozgrzewką i schłodzeniem wyszło 20 km biegania. Samopoczucie zaskakująco dobre, zważywszy na fakt, że dzień wcześniej o biegowym ‘flow’ nie było mowy.

Trening II: Rozbieganie 8,5 km po 4:32. Klasycznie jak w ostatnim czasie, i jak pewnie jeszcze trochę to będzie trwać – straszne męczenie buły.

Wtorek (07.09)

Trening I: We wtorek zrobiłem sobie dzień bardziej odpoczynkowy, żeby złapać ciut świeżości. Rano zaliczone 16 km po 4:28.

Trening II: W sesji popołudniowej wykonałem 1 h 15 min jazdy rowerem po szutrach. Wyszło niecałe 27 km w spokojnym tempie.

Środa (08.09)

Trening I: Druga zabawa biegowa w cyklu treningowym, tym razem w układzie: 8 x 2’/1′ + 8 x 1’/1′ + 4 x 30″/30″. Doliczając rozgrzewkę i schłodzenie wyszło 22,5 km w średnim tempie 3:58. Dość przyzwoicie, najbardziej cieszyłem się z tego, że udało się już w drugiej jednostce podnieść dynamikę odcinków. Tempo kręciło się ok. 3:10 na szybszych fragmentach, ale jeszcze raz podkreślę, że nie cyfry są tu kluczowe, tylko poczucie, czy jest “ciąg na bramkę”, czy go nie ma. Tym razem był, delikatny, ale był.

Trening II: 10 km spokojnego rozbiegania po 4:28. Dodatkowo na koniec wykonałem ok. 10 minut sprawności w formie skipów. Intensywność tego elementu była niska, ale chodziło mi bardziej o dynamiczne porozciąganie mięśni.

Czwartek (09.09)

Trening I: W sesji porannej dość mocny akcent: 5 km + 10 km crossu na Popielnej Górce + 3 km lekko. 
Ten trening wygląda na papierze mało spektakularnie. Średnie tempo z części głównej to raptem 4:09, ale teren, po którym wykonuję crossa naprawdę daje w kość. Pętla, którą mam wyznaczoną, składa się ze 150 m stromego podbiegu, kilku odcinków płaskich obrośniętych trawą, szutrowego zbiegu, na którym człowiek “zatapia się” w sypkim żużlu na kilka centymetrów oraz krótszego i łagodniejszego podbiegu ok. 80 m. Na całej pętli jest równo 30 m przewyższenia i ma ona długość 1 km. Orka pierwsza klasa.

Mnie takie biegi demolują mocno. Zawsze mam na nich mocny dryf tętna i zawsze wydaje mi się, że zamulam, a później obiektywne dane mnie uspokajają. Planuje wykonać ok. 4-5 takich treningów wytrzymałościowo-siłowych z intensywnością okołoprogową, po czym przejdę do biegów tempowych na asfalcie. Mam sprawdzony taki układ bodźców, zawsze na mnie korzystnie działał.

Trening II: Popołudniowy trening to ponad 50 minut ćwiczeń siłowych, ukierunkowanych mocniej na typową siłę. Robiłem ten trening w domu, dlatego ciężary nie były zawrotne, ale na przysiadzie powalczyłem już w finałowej serii z 50 kg. Myślę, że jeszcze 1-2 sesje wykonam w domowych warunkach, żeby przygotować się na trening z Marcinem na siłowni i zaczniemy kręcić się wokół treningów na maxy.

Piątek (10.09)

Trening I: Rano spokojne 18 km biegu po 4:19. Trening na odhaczenie, bez polotu, ale i bez kłopotów.

Trening II: 10 km po 4:35. Zmęczenie odczuwalne na popołudniowych sesjach bez zmian.

Sobota (11.09)

Trening I: Zabawa biegowa nr 3. Tym razem w prostym i skutecznym układzie 25 x 1’/1′ + 4 x 30″/30″. Cały trening z rozgrzewką i schłodzeniem to niecałe 24 km w średnim tempie 3:57. Pod względem samopoczucia kolejny mały kroczek we właściwą stronę. Czyste dane treningowe bardzo zbliżone do tego, co miało miejsce na poprzedniej sesji tego typu.

Trening II: Popołudniu 10 km średnio po 4:31. O dziwo ciut lepsze samopoczucie na drugim treningu, niż miało to miejsce w poprzednich dniach. Podbudowałem się nieco tym faktem. 🙂
Do tego udany wieczór, ponieważ Śląsk wygrał z Legią u siebie, czego byłem światkiem. Po tym pandemicznym, poprzednim roku, miło było spojrzeć na stadion wypełniony w ponad połowie.

Niedziela (12.09)

W niedzielę zdecydowałem się tylko na jedną sesję treningową – 30 km longa średnio po 4:18. Specjalnego noszenia nie było, bo też nie było powodów, żeby nagle zaczęło mnie nosić, ale ogólnie jestem zadowolony. Końcówka oczywiście już na mocno ubitych nogach, ale w porównaniu do poprzedniego długiego wybiegania to i tak można powiedzieć o sporej progresji. 

Podsumowanie tygodnia 6-12.09:

Liczba treningów: 13 (11 x bieganie, 1 x rower, 1 x siłownia)
Liczba akcentów: 5 jednostek (1 x long, 1 x cross, 1 x ciągły, 2 x zabawa biegowa)
Łączny czas treningów: 15 h 27 minut.
Łączny dystans biegu: 188 km

Kolejny tydzień to w dalszym ciągu bieganie objętościowe + cross oraz 1 lub 2 zabawy biegowe. Chciałbym na 11 tygodni przed maratonem rozpocząć blok interwałowy, czy się uda, przekonamy się niebawem.

3 thoughts on “Maraton Walencja – tydzień 1/13. Decyzja o starcie.

    1. Na moją prośbę, zmieniliśmy nieco sposób funkcjonowania na kolejne 3 miesiące – do startu w maratonie. W tej chwili plan opiera się o schemat, który powstał w wyniku moich poprzednich doświadczeń i tego co podpowiada metodyka treningu. Przygotowuję plan samodzielnie i konsultuję z trenerem Orłowskim. Zwrotnie otrzymuję informację i analizę. Na tej podstawie chcę modyfikować kolejne kroki.

  1. ” Nie był to jedyny argument, bo przyznam szczerze, że w 2019 roku na czas 2:23 biegłem praktycznie sam przez 30 km, co było rozczarowujące po przeleceniu połowy Europy.”

    No, ale w Polsce w tym terminie lub podobnym to raczej takich warunków byś nie zaznał. Ale w Walencji na pewno będzie jeszcze lepiej i będzie z kim biec.

    Czyli, jeśli dobrze rozumiem, to te Azory chcesz polecieć niejako przy okazji, z treningu do maratonu? Czy będziesz też robił jeszcze pod to coś bardziej specyficznego? Generalnie, to biorąc pod uwagę ile już tych przewyższeń w tym roku nawaliłeś, to może nie być to głupi pomysł (biec to z przygotowań pod maraton). Organizm potrzebuje jakiejś zmiany od czasu do czasu. Nie wiem jakie tam są dokładnie w tym roku trasy planowane, ale nie zdziwię się jak naprawdę fajnie się to złoży – czego oczywiście życzę:)

    Pozdrawiam,
    Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *