Maraton Walencja – reanimowanie trupa

W momencie, gdy powstaje ten wpis jest 13 października. Zaledwie 6,5 tygodnia dzieli mnie od Maratonu w Walencji, który miał, i w zasadzie nadal ma, stanowić mój główny cel na końcówkę tego roku. No i to by było na tyle jeżeli chodzi o pozytywne informacje. Ostatni moment z mojego treningu jaki relacjonowałem na blogu, dotyczył mojego problemu najpierw z kurzajką, a w konsekwencji z chwilowym przeciążeniem mięśnia łydki. “Chwilowy problem” trwał ok. 10 dni. Jak tylko zaczynało być lepiej, chwile później robiło się gorzej. Po przerwie treningowej zaliczyłem kilka spokojnych biegów, ale daleko było mi podczas tych jednostek do choćby cienia dyspozycji z okresu… w sumie z jakiegokolwiek okresu. Mordowałem się na spokojnych treningach w straszny sposób. Prawda jest brutalna […]

Maraton Walencja – tydzień 2/13. Człowiek stary, a głupi.

Dzisiejszy raport treningowy będzie historią o tym, jak Dawid pokonał Goliata. W rolę potężnego Goliata niestety wcielam się osobiście. Dawidem w tej smutnej przypowieści jest natomiast wirus HPV, znany szerszej publiczności jako human papilloma virus, czyli kurna, zwykła, niczym nie wyróżniająca się – kurzajka! Pisałem jakiś czas temu na Instagramie, że w tym roku na koniec sierpnia, miałem na koncie ok. 80 dni spędzonych na wyjazdach poza miejsce mojego zamieszkania. Mam wrażenie, że cały czas jestem na obozie sportowym albo na zawodach. Nie wiem, czy powinienem publicznie to pisać, żeby nie być posądzonym o ksenofobię, ale naprawdę czuję się czasami jak cygan, gdy pakuję do mazdy cztery torby, dwa rowery, czasem żelastwo do ćwiczeń i jeszcze swoje produkty do jedzenia. […]

Maraton Walencja – tydzień 1/13. Decyzja o starcie.

Nie wiem, od czego zacząć, więc zacznę od początku. W połowie sierpnia wystartowałem w ostatnim biegu z cyklu GTNS Polsko-czesko-słowackim. Był to maraton w czeskich Jesenikach z przewyższeniem ok. 1600 m. Rywalizację zakończyłem na 5 miejscu. Nie umniejszając chłopakom, którzy byli przede mną – byłem bardzo rozczarowany tym biegiem i swoją dyspozycją. O przyczynach porażki i ogólnie o całym sezonie górskim wypadałoby napisać więcej i szerzej w osobnym wpisie (nie jest to deklaracja, że taki wpis powstanie, ale postaram się ;)). Ostatecznie rywalizacja w cyklu biegów Salomona skończyła się dla mnie pozytywnie, ponieważ zająłem 3 miejsce w klasyfikacji generalnej, co jest jednoznaczne z kwalifikacją na finał imprezy, który odbędzie się na Azorach w dniach: 22-24 października. Trzy dni biegania po […]

Tatra Sky Marathon 2021

Biegowa fizyka pełna jest paradoksów. Gdyby Albert Einstein próbował oprzeć swoje badania o obserwację biegaczy, znalibyśmy go teraz z obrazków, na których ma wyrwane wszystkie włosy z głowy, a górną cześć garderoby stanowi kaftan bezpieczeństwa. Jak bowiem zrozumieć tę przedziwną zależność, że im wolniej podczas takich zawodów biegniesz, tym lepszy czas uzyskujesz na mecie? Albo to, że jak biegniesz z coraz większej górki to, zamiast przyspieszać, zaczynasz przemieszczać się coraz wolniej? Ostatecznie jednak, gdy podchodzisz po trzech godzinach biegu pod Starorobociański Wierch, odwodniony, brudny i ze łzami w oczach, wszystko i tak sprowadza się do jednego zagadnienia – jesteś w czarnej dziurze dupie. Syndrom sztokholmski Ja – biegacz. Tatra Sky Marathon – oprawca. W 2020 roku kończyłem ten bieg w […]

Tatra Sky Marathon, czyli co mi w duszy gra

Jutro wystartuję w Tatra Sky Marathonie. Piszę o tym nieprzypadkowo, ponieważ dokładnie 364 dni temu zaliczyłem ostatnie zawody, które ukończyłem poza podium w klasyfikacji generalnej. Niemal przez cały rok nie wyleciałem z pudła imprez, na których się pojawiałem, a chcę zaznaczyć, że nie mam w zwyczaju celowania w biegi osiedlowe. I nie chodzi tu o umniejszanie, czy odbieranie czegoś biegom festynowym. Po prostu-można mieć politykę startową nastawioną na rywalizację na wysokim poziomie, a można czerpać przyjemność z wygrywania biegów bez specjalnej obsady. Ja zawsze, czy to na asfalcie, czy w górach, powtarzam-wolę być dziesiątym zawodnikiem na mecie z super czasem, niż zwycięzcą z przeciętnym rezultatem. No, chyba że mówimy o Mistrzostwach Polski, tam się biegnie po prostu na miejsce. 🙂 […]