Carpie diem – czyli spontaniczny bieg życia!

Wow, nie wiem od czego zacząć, więc spróbuję od końca. W skrócie – w środę pisałem, że skorzystam z okazji i wezmę udział w biegu Wroactive na 10 kilometrów. Co ważniejsze, wygłosiłem deklarację, że startuję ze sporą rezerwą, ponieważ 6 dni później wezmę udział w półmaratonie. Jak już wiecie, bądź się domyślacie – nie dotrzymałem słowa. Musicie mi wybaczyć, bo to co zrobiłem zaskoczyło nawet mnie samego.

Niedzielny poranek.
Spokojnie pakuję sprzęt startowy na zawody – totalny luz. Gadam z Asią, śmiejemy się i planujemy popołudnie. Bardzo miła atmosfera, zupełnie inna, niż to zazwyczaj bywa przed zawodami. Plan był prosty. Wykonuję mocny trening w ramach zawodów i szybko wracamy do domu.

P3130207

Nawet nie sprawdziłem, że bateria jest słaba

Przyjeżdżamy na miejsce, odbieramy pakiet i rozmawiamy ze znajomymi. Dużo osób wspomina, że będzie walczyć o rekordy życiowe. Pogoda sprzyja i będzie się z kim ścigać. Na pytanie, czego się spodziewać po moim występie, odpowiadam, że pewnie coś koło 33:20. W pewnej chwili spotyka mnie kolega i mówi: “…ale będzie wyścig, taka ekipa biegaczy przyjechała…”. Przyznam że, wymienił kilka nazwisk, które robią wrażenie, mimo tego kiwnąłem zdawkowo głową – w końcu mam zrobić tylko trening!

P3130218

Zaciszne miejsce na rozgrzewkę

35 minut do startu.
Ruszam na rozgrzewkę. W nogach mam 150 kilometrów z poprzednich 6 dni – w tym 2 akcenty. Jak na taki przebieg, czuję się bardzo dobrze. Wykonuję standardowy zestaw ćwiczeń rozgrzewkowych i ruszam w stronę startu, po drodze zaczepia mnie Dominik i mówi:

– Będziesz miał coś koło 31:30.
Na co ja wybucham serdecznym śmiechem i dodaję:
– Proszę Cię Dominik, nie urządzaj sobie żartów! 🙂
– Czas z City Trailu x 2 + 15 sekund i wychodzi wynik na dzisiejszej trasie. Sprawdzone – nie żartuję! – odpowiada Dominik.

P3130271

Jak widać – totalny luz – może dzięki niemu, to będzie tak udany bieg 🙂

Z uśmiechem na ustach ustawiłem się na linii startu. W tym momencie w głowie pojawiła się myśl: “A może pobiegnę pierwsze 2 kilometry troszkę mocniej? Uformuje się jakaś grupa, zawsze lepiej biegnie się za kimś. Dwa mocniejsze kilometry jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Poza tym, wiem że jestem w niezłej dyspozycji. Rekord na 10 kilometrów mam z tej samej trasy z przed roku – 32:54. Fajnie byłoby go przesunąć o kilka sekund, byłaby motywacja do dalszych treningów”.

56e55552b3b21_p

Było ciasno! Wszyscy zbiegali do lewej! (fot. Tomasz Hołod / Polska Press – gazeta wrocławska)

3…2…1… START!
Ruszyliśmy w strasznym tempie. Stałem w drugiej linii, nawet gdybym chciał biec wolniej, to po prostu się nie dało. Do tego od początku biegliśmy po lekkim wirażu. Byłem ‘zamknięty’ z każdej strony. Po 700 metrach stawka lekko się rozluźniła. Rozejrzałem się dookoła. Pierwsze 6 osób dawno pobiegło. Za nimi formuje się druga grupka 6-8 biegaczy. Jestem ciut z tyłu. Biegną szybko, pomyślałem, że odpuszczę, ale za mną zaczęła robić się luka. Szybka decyzja – biegnę z nimi!

56e5554bcd809_p

Kluczowa decyzja – zabieram się z tą grupą! (fot. Tomasz Hołod / Polska Press – gazeta wrocławska)

Pierwszy kilometr – 3:01! Przez te rozważana taktyczne straciłem zupełnie poczucie prędkości. Trzymam się z tyły naszej dziewięcioosobowej grupy. Czuję mega lekkość! Drugi kilometr – 3:06. Jestem mocny, wiem to, do tego biegnę schowany za plecami innych. W tym momencie stwierdziłem, że tak szybkiego biegu, w takiej obsadzie, długo nie będę miał okazji pobiec. Walczę o życiówkę!!!
Kolejne kilometry mijają 3:11, 3:07. Przekraczamy półmetek z czasem 15:42. Szaleństwo! Do niedawna byłaby to moja życiówka na 5 km. Zrobiło się już naprawdę ciężko. Grupa zmniejszyła się do 6 osób. Z boku uderza mocny wiatr, ale cały czas biegnę schowany za plecami Andrzej Rogiewicza, który wziął na siebie prowadzenie grupy.
3:05, 3:10, mijamy tabliczkę 7 km i zaczyna się lekkie szarpanie tempa. Kolejny kilometr 3:05, w tej chwili byłem już bardzo zmęczony. Wiedziałem, że za moment, znowu ktoś szarpnie. Nie miałem już siły na zrywy. Równe tempo mogłem trzymać, ale nie przyśpieszać… Do 9 kilometra dobiegliśmy jeszcze w jednej grupce. Wtedy wyszło na jaw, kto ma zapas szybkości. Zostałem razem z Adamem Draczyńskim, jakieś 10 metrów za resztą. Nie zwolniliśmy, reszta jeszcze przyśpieszyła!

P3130321

Ostatni kilometr, po przetasowaniach

800 metrów do mety a mnie naszła świadomość, że biegniemy na pozycjach 10 i 11. Czas na zegarku był tak abstrakcyjny, że nawet na niego nie patrzyłem. Pomyślałem, że muszę być na pierwszej stronie wyników. Przy takim zmęczeniu zawsze mam absurdalne myśli :). Cierpiałem straszliwie, tempo na ostatnich metrach oscylowało w granicy 2:45! Na szczęście Adam został kilka metrów za mną.

Przekraczam linię mety i widzę 31:35 !!! Nie mogę w to uwierzyć! Poprzednia życiówka poprawiona o 1:20! Cztery miesiące temu, podczas biegu Niepodległości, pobiegłem dychę na maksa w 33 minuty, a teraz 31:35! Mija drugi dzień od tego biegu, a ja wciąż jestem w szoku :). Nawet nie wiem, jak opisać moje zaskoczenie osiągniętym rezultatem.

P3130358

Kilka minut po biegu, nadal nie może zrozumieć, jak to możliwe 😀

Dominik w swojej prognozie pomylił się o kilka sekund – jesteś kozak :). Tego dnia wszystko zagrało jak w zegarku. Pogoda, dyspozycja, mocni rywale. Idealne warunki na życiówkę, ale nie podejrzewałem, że w przeciągu najbliższych 2-3 lat pobiegnę tak szybko 10 km! I to na mega spontanie! Jestem szczęśliwy:).

Muszę też posypać głowę popiołem. Z punktu widzenia półmaratonu, który mam za kilka dni, podjąłem mało rozsądną decyzję o takim szaleństwie. Z drugiej strony, bieganie jest dla nas, więc cieszmy się nim, gdy mamy okazję :). Podtrzymuję też zdanie z wpisu o startach kontrolnych, w tej sytuacji nie bierzcie ze mnie przykładu ;).

P3130374

Nowa życiówka bez ciepłej herbaty i drożdżówki po biegu, to żadna przyjemność 😉

Teraz, zgodnie z planem chcę lekko odpuścić, bo w sobotę półmaraton! Oby wynik na jego mecie zaskoczył mnie równie pozytywnie! Trzymajcie kciuki! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *