Wrocław – miasto, które wstydzi się biegaczy

Wrocław Maraton – dowód na to, że nieszczęścia chodzą parami. Tak podsumowałbym ostatnie decyzje organizatora i włodarzy miasta. Dokładnie tydzień wystarczył, żeby z dobrej, lokalnej imprezy zrobić cyrk objazdowy. Dla mnie smutne podwójnie, ponieważ darzę ten bieg sentymentem. Właśnie we Wrocławiu debiutowałem na 42 kilometrach i to tutaj dostałem dwukrotnie największy maratoński łomot. Może dopadł mnie Syndrom Sztokholmski, a może po prostu maraton we Wrocławiu ukształtował mnie jak twardy i surowy ojciec, który nie zna kompromisów, a którego się kocha. Tak czy inaczej, trudno mi zaakceptować to, w jaką stronę zaczęła zmierzać ta impreza.

Miasto wstydzi się biegaczy

We Wrocławiu mamy dwie duże imprezy biegowe. W porównaniu do innych aglomeracji w kraju i za granicą wynik raczej skromny. Jedną z tych dwóch, dużych imprez jest Nocny Półmaraton. Bieg, który startuje o godzinie 22.00 i trwa do 1.00 dnia następnego. Z obecnej perspektywy wygląda na to, że ktoś komuś powiedział: „Trzeba schować gdzieś tych biegaczy”, więc schowano ich. Prawdopodobnie z myślą, że w nocy nie będą się tak bardzo rzucać w oczy. Niestety akcja dywersyjna się nie powiodła, bo biegacze zakochali się w nocnym bieganiu po Wrocławiu. Pomysł ukrycia imprezy w mrokach nocy wymknął się spod kontroli i obecnie na czerwcowy półmaraton trzeba zapisywać się już w styczniu. Pamiętam jeszcze, jak podczas pierwszej edycji Nocnego Półmaratonu organizator widząc, co się dzieje, próbował powstrzymać biegaczy przed samym startem biegu. Dwukrotnie przekładał godzinę rozpoczęcia rywalizacji, aż finalnie odwołał bieg. Biegacze stojący na linii startu mieli jednak komunikat w tym samym miejscu, w którym organizatorzy biegu mieli biegaczy. Chciałbym napisać – KARMA, ale jak wiemy, chodzi bardziej o punkt ujścia karmy. Kilka tysięcy osób poradziło sobie bez organizatora i pokonało zaplanowaną trasę półmaratonu.

Minęło kilka lat i wydawało się, że kompleks „biegaczy w mieście” został wyleczony. Powiało normalnością na miarę Europejskiej Stolicy Kultury, którą tak bardzo się miasto chełpiło chwilę wcześniej. Ba! W 2017 roku Maraton Wrocławski otrzymał organizację Mistrzostw Europy w kategorii Masters w Maratonie. Organizator chodził dumny jak paw, podkreślając, że to jak wejście do Ligi Mistrzów wśród maratonów. Sam byłem dumny jako uczestnik tego biegu. No może poza momentami, takimi jak ten, gdy dekorowano medalistów Mistrzostw Europy, wręczając w jednej kategorii wiekowej 3 zupełnie różne pucharki świeżo wyciągnięte z kartonu przywiezionego prosto z pobliskiego marketu, bez żadnego opisu, ale za to z ceną pod spodem. Dobrze, że handel w niedzielę był wówczas dozwolony, a Decathlon miał zapas trofeów w magazynie. No, ale kuriozalne sytuacje mogą zdarzyć się nawet w Lidze Mistrzów. Legia w końcu też w niej grała parę lat temu.

Raz na smutno, raz na wesoło, ale jakoś wrocławskie bieganie szło stopniowo do przodu. Marsz ten postanowiono zakończyć w 2019 roku. Na konferencji poprzedzającej tegoroczną edycję biegu, poinformowano, że Wrocław Maraton w obecnej formule wystartuje po raz ostatni.

Idzie nowe!

Miasto postanowiło rozprawić się z maratończykami, na razie połowicznie, ale wydaje się, że znalazło wreszcie sposób. Od 2020 roku Wrocław Maraton będzie, w każdej kolejnej edycji startować z innej obrzeżnej miejscowości, z której biegacze będą kierować się bocznymi drogami do miasta. Koniec z bieganiem po ulicach Wrocławia! Porządne Europejskie miasto powinno mieć w każdą niedzielę drożne drogi i otwarte galerie! Malkontenci, których cztery litery przyrosły do samochodowego fotela, wreszcie ze spokojem wjadą w drugą niedzielę września autem pod samiuśki ratusz i przybiją piątkę z urzędnikami, którzy zapewne utożsamiają się z wypowiedziami, takimi jak ta poniżej:

Wypowiedzi różnego kalibru w mediach społecznościowych jest wiele, ale ta pierwsza z brzegu uderza we mnie wystarczająco mocno. Wrocław – miasto, które wstydzi się biegaczy i utożsamia się z podejściem godnym pożałowania.

Definicja fair play wg organizatorów Maratonu Wrocławskiego

Wyrzucenie biegaczy za miasto trudno nazwać fair play. Z drugiej strony trudno pojąć jak fair play rozumie organizator maratonu. Tegorocznym zwycięzcą maratonu w stolicy Dolnego Śląska został reprezentujący Kenię Cosmas Mutuku Kyeva. Jego czas na mecie to 2:13:32. Zabrakło mu zaledwie 4 sekund do rekordu trasy! Za ten wynik należą mu się brawa i piszę to całkiem serio.

Trzeba natomiast postawić grubą kreskę między wartością sportową a wartościami, jakie reprezentuje zawodnik swoją postawą. Pan Kyeva został nagrodzony przez organizatorów biegu nagrodą fair play. Przyznanie nagrody zostało uzasadnione m.in. przybijaniem piętek z kibicami. Doprawdy miłe to zachowanie ze strony zawodnika. Zaznaczyć jednak warto, że dokładnie ten sam biegacz był zawieszony za stosowanie dopingu. Nie wiem, co stało się organizatorom w minioną niedzielę, ale jest to dowód, że w niektórych sytuacjach iloraz inteligencji kilku osób, zamiast się mnożyć, zaczyna się dzielić – przyznawanie nagrody fair play biegaczowi, który stosował doping, jest dla mnie jakimś nieporozumieniem. Oczywiście nie jestem za tym, aby kogoś, kto zbłądził, napiętnować do końca życia. Każdy może się pogubić, tak jak organizatorzy Wrocławskiego Maratonu, ale pewne decyzje należałoby przemyśleć dwa razy.

W moim mniemaniu, 5 tys. złotych, które zasiliło sakwę laureata nagrody Fair Play, spokojnie znalazłoby godnych odbiorców wśród biegaczy wolniejszych, ale bawiących się równie dobrze i to często w szczytnym celu. Żeby jednak dostrzec starszego Pana, który podczas biegu rozdawał kibicom cukierki albo biegaczy w przebraniu, którzy zatrzymywali się przy kibicujących dzieciach, trzeba spojrzeć na wolniejszych biegaczy, tych samych, którzy blokują miasto — tych, których trzeba z miasta się pozbyć.

Wrocław Maraton dobrnął do miejsca, w którym to ja, jako biegacz, wstydzę się organizatora.

89 komentarzy

      1. Maraton Wrocławski zaczyna upadac na wizerunku a biegacze to według nich zawalidrogi. To smutne jeden z Maratonów KMP ma takie podejście do biegaczy.

    1. Wolałbym pisać o tym, jak wspaniale przebiegała niedzielna rywalizacja. Niestety, jako biegacz musiałem napisać co uważam o tej sytuacji.

    1. Można by dodać jeszcze trochę ironii i ująć nieco szacunku względem biegaczy a tekst dalej będzie autentyczny. Nie zniżajmy się jednak do tego poziomu.

    1. Mam poważne wątpliwości, czy wpłynęłoby to na decyzję organizatora. Jedyne co przekonałoby do zmiany decyzji to biegacze w liczbie dającej gwarancję wypełnienie portfela organizatora po brzegi.

  1. Kiedyś była nawet na fejsie strona pt nie dla maratonu we Wrocławiu czy coś takiego.
    Pamiętam, jak biegłam Nocny i choć to środek nocy, to w niektórych miejscach wydzielili nam pół pasa, także były zwężenia i przewężenia i ciasno i niefajnie. W jakim byłam szoku na wingsie, gdzie w środku dnia potrafili zamknąć całę centrum miasta, wyłączyć z ruchu tramwaje na trasie, wydzielić tramwaje i autobusy tylko do wożenia biegaczy, i nikt nie stał w samochodach plując na co się tylko da, kibice wyszli tłumnie na miasto dopingując biegaczy. I teraz ten maraton za miasto.. Jest dokładnie tak ja piszesz. Wrocław to takie miasto, gdzie możesz sobie biegać tak długo, jak długo jego mieszkańcy przyklejeni do samochodów będą mogli sobie pojeździć po mieście.

    1. Poznań to jest inna bajka. Fakt nie biegłam we Wrocławiu, ale Poznań zaliczyłam:wingsa oraz niepodległości. Coś pięknego :kibice na trasie całymi rodzinami, zespoły muzyczne dopingujące, ludzie wodę w butelkach podając, mnóstwo dzieciaków przybijających piątki achh trzeba tam wracać… Pozdrawiam

      1. oj oj, żeby oddać sprawiedliwość: mnie kilku nieznajomych dopingowało, ktoś polał wodą kiedy potrzebowałem i kilkukrotnie (nie pamiętam ile: 5? 6?) kibice podawali wodę na trasie (nie skorzystałem, bo punkty były co 2,5km więc dość często)

  2. Dla mnie Nocny maraton, to porażka. Byłem tydzień później w Grodzisku i czułem się jak Pan biegacz. A nie zwężenia i start z ciasnej strefy.
    Najlepszy zawsze jest bojkot.

    1. Cześć Tomek,
      Dość radykalne podejście. 🙂

      Nocny Półmaraton też ma swoje walory, choć o Grodzisku nie słyszałem jeszcze złego słowa.

  3. hmm.. to może wy ruszcie swoje 4 litery poza miasto i nie wpierdzielajcie się na ulice miasta? od kiedy to drogi są do biegania? jest tyle miejsc w okolicach wrocławia lub w samym wrocławiu, to nie – trzeba się przebiec po ulicy, jednocześnie blokując całe miasto i uniemożliwiając dostanie się gdziekolwiek w normalnym czasie.

    1. Cześć malkoz,

      Na wstępnie, proponuję więcej spokoju, ponieważ rozpoczynanie wypowiedzi od słów jakich użyłeś tylko niepotrzebnie podgrzewa atmosferę, co finalnie objawia się takim poziomem dyskusji, jak na załączonym w tekście fragmencie.

      Jako biegacz chcę Cię poinformować, że przez 365 dni w roku biegam po wrocławskich wałach. Jest mi z tym dobrze, jest blisko natury i w spokoju. Również przez zdecydowanie większą część roku poruszam się po mieście przy użyciu roweru m. in. po to żeby nie dokładać kolejnej cegiełki do korków.
      Uważam, że raz na pół roku, jako obywatel miasta, mam prawo z kilkoma tysiącami innych osób skorzystać z dróg publicznych, które remontowane są również z moich pieniędzy, a z których Ty korzystasz na co dzień.

      Informacje o organizacji maratonu są udostępniane na wiele dni przed imprezą. Bieg ma miejsce w stałej dacie. Blokada dróg trwa kilka godzin, a wszystkie służby pożytku publicznego mają nieograniczony ruch – czasem z konieczną koordynacją działania.

      Rozumiem, że 6 godzin asfaltu dla biegaczy raz na pół roku to za dużo? Masz prawo do takiej opinii, ale uważam, że jest ona krzywdząca.

      1. Może zdaj sobie sprawę, że ludzie w niedziele mają wolne i chcieli by rano też wyjechać z miasta…a nie mogą, bo jest zablokowane…i nie pisz mi o pociągu czy tramwaju czy, że zawsze mogą wyjechać wcześniej…no mogli by tylko dlaczego mają wstawać wcześnie, bo wy chcecie pobiegać…przecież nie da się dostać nigdzie, bo nic nie jeździ…bo już wiesz z jakiego powodu. Parkować auta na końcu miasta też nie ma sensu..bo jak się do niego dostanę skoro miasto jest ??…no właśnie. I na koniec powinno być zabronione kenijczykom brac udziału w maratonach, ponieważ oni są na wynajem, aby tylko kasę zgarnąć. Odpalić działkę wynajmującemu i gumka do domu.

      2. Hej,

        z całym szacunkiem dla Twojej pasji i dla Twojego poświęcenia natomiast wyjaśnimy sobie parę kwestii.
        Co mi, jako mieszkańcowi centrum Wrocławia daje informacja, nawet miesiąc wcześniej, że nie będę w stanie wyjechać czy wrócić do domu przez całą niedzielę (a przy ostatnim maratonie przez kawałek soboty)?
        Oczywiście masz prawo jak mieszkaniec miasta korzystać z drogi tym bardziej jeżeli jest to impreza organizowana. Tylko dlaczego to musi być droga w samym centrum miasta? Dlaczego nie może być to park oraz drogi na obrzeżach? Do nich przecież też się dokładasz.
        6 godzin rocznie dla biegaczy to faktycznie niedużo i nie powinno stanowić problemu. Natomiast zacznijmy od tego, że nigdy nie jest tak, że drogi zamyka się na 6 godzin po czym ruch jak gdyby nigdy nic wraca do normy. Kolejną kwestią jest to dlaczego to tylko biegacze mają rościć sobie prawo do blokowania centrum miasta, choćby na te 6 godzin? Co z innymi grupami zainteresowań? Idąc tym tokiem rozumowania powinniśmy przez cały dzień blokować też miasto dla kolarzy, rolkarzy, deskorolkarzy, jeźdźców konnych czy użytkowników hulajnóg. Dlaczego biegacze mają być traktowani priorytetowo.
        Biegajcie ale nie utrudniajcie innym życia.

        Pozdrawiam

        1. Hej Mateusz,

          Informacja jest dostępna kilka miesięcy wcześniej. Można nawet założyć wcześniej, że będzie to drugi pełny weekend września, bo zawsze w tym terminie organizuje się imprezę we Wrocławiu. Dla dobrego przykładu – można zabrać rodzinę na weekend na wycieczkę. Ja często stosuję tę praktykę.
          Uważam, że droga, za którą płacę podatki podobnie jak Ty Mateusz, może być wykorzystana nawet przez cały dzień w celu typowo sportowym. Jeżeli są inne grupy zainteresowane korzystaniem z ulicy, powinny o to wnioskować, tak jak demonstranci, masa krytyczna, pielgrzymki i pochody. Mieszkanie w centrum jest ponadto pewnego rodzaju własną decyzją (przeważnie – wiem, że mogą zdarzyć się od tego wyjątki). Rozumiem, że jako mieszkaniec centrum masz utrudnione życie, ja sam pochodzę z turystycznej górskiej miejscowości, nigdy nie przyszło mi do głowy wyganiać turystów z miasta, bo szwendają się upierdliwie po ulicy.
          Dlaczego ma to być droga w centrum miasta? Wcale nie musi, wystarczy, że spełni kilka warunków związanych z przepisami, aby wyniki na niej były liczone oficjalnie. W dobrym obyczaju jest na świecie poprowadzić taką trasę miejscami, którymi miasto chce się pochwalić uczestnikom. Zakładam, że prawdopodobnie właśnie w takim miejscu mieszkasz.

          Na koniec, priorytetowo w mieście traktowani są kierowcy. Chyba nie zaprzeczysz?

        2. I właśnie przez takie myślenie nie udało się zorganizować triathlonu we Wrocławiu.. ma triathlon Poznań, Warszawa, Kraków, Opole, Szczecin, Katowice, itd.. wszędzie się da, tylko we Wrocławiu nie.. przykre..

  4. świetny tekst, ale zaraz będzie sporo hejtu, Ja biegłem Maraton Wrocławski dwa lata temu w 34 stopniach ale nie narzekam…. sam wtedy miałem problem z wyjazdem z miasta, ale raz w roku to nie powinien być problem, trasa mi się podobała i wielu osobą polecałem ten bieg, swoją drogą dziwi mnie nastawienie różnych organizatorów gdzie zmieniają godziny startu z godzin porannych na wieczorne, wszak o klimacie zawodów świadczą ludzie a nie organizatorzy i to co dają

    1. Podobnie jak wiele osób odpowiadasz na zarzuty o tym, że maraton wszystkich zaskakuje. Data maratonu znana jest dużo wcześniej. Można się do niego przygotować nie tylko sportowo, ale i logistycznie.

  5. Z całym szacunkiem dla autora tekstu ale faktem jest, że maraton organizowany w ścisłym centrum jest uciążliwy i to nie względu na zamknięte ulice, ale ze względu na czas jego trwania. Bo są osoby które biegają lepiej i gorzej, ale zdezorganizowanie życia mieszkańcom na dobrych kilka godzin też nie jest w porządku bo trzy osoby drepczą na końcu stawki. Bo zauważyć należy, że najlepszy czas to niecałe 3 godziny a najgorszy? Ponadto na potrzeby maratonu ulice zamykane są dużo wcześniej w niektórych przypadkach jest to nawet 12 godzin przed… Jako mieszkaniec jednego z budynków leżącego przy trasie maratonu niech autor wierzy bądź nie ale jest to nawet bardzo uciążliwe i nawet jakbym chciał na ten czas opuścić miejsce zamieszkania to mogę co najwyżej udać się na spacer (oczywiście omijając po drodze cały maraton) – bo do rodziny mieszkającej poza Wrocławiem jakoś dojechać muszę (doprecyzuje miejscowość znajduje się 70km od Wrocławia, PKP nie dojeżdża), ale nie mogę tego uczynić bo jest Maraton i nie wyjadę autem.
    Podsumowując każdy medal ma dwie strony, ale ja jak i większość moich sąsiadów cieszymy się i popieramy decyzję miasta, iż ten „cyrk”(parafrazując słowa autora) zostanie przeniesiony w inne miejsce.

    1. Hej Kuba,

      Dzięki za kontrargumenty. Sądzę, że gdyby dyskusja toczyła się na takim poziomie, zdecydowanie sprawniej, szybciej i z lepszym skutkiem znaleźlibyśmy kompromis w tej sprawie.

      Odniosę się do dwóch rzeczy niezależnie:
      1. Limit wynosi w maratonie 6 h. Widzę po statystykach, że zaglądasz na bloga pierwszy raz, więc przytoczę moje własne słowa z innego tekstu publikowanego w przeszłości: „Limit w maratonie jest zbyt duży. 6 h na ukończenie maratonu w bardzo dużym stopniu powoduje, że wielu niegotowych biegaczy do tego wymagającego biegu, postanawia zaryzykować ze względu na niewymagające limity.”. W tym miejscu zgodzę się, że dodatkowym plusem dla mieszkańców centrum byłoby ograniczenie czasu biegu do np. 4:30. Jest to zawsze 25% mniej czasu utrudnień, a zarazem zdrowiej dla biegaczy.
      2. Trudniej jest mi Kuba zgodzić się z argumentem o zablokowaniu możliwości wyjazdu z miasta. Maraton nie jest organizowany z zaskoczenia. Ma stałe miejsce w kalendarzu, można się do tego przygotować logistycznie. Mam dodatkową obawę, czy maraton przeniesiony za miasto nie będzie pod tym względem jeszcze bardziej dokuczliwy. W tej chwili trasa była stała. Po wprowadzeniu zmian, możesz napotkać maraton na trasie, którą będziesz jechał autem. Co roku tras ma być inna, a więc element zaskoczenia kierowców rośnie – nie maleje.

      Pozdrawiam i masz ode mnie zaproszenie na wspólny trening, jak będziesz miał kiedyś okazję pobiegać po widawskich wałach. 🙂

      1. Mój komentarz:

        1. To jaki jest maksymalny czas biegu to jedno, ale zwróć uwagę że tak jak wspominałem w tym roku niektóre ulice blokowano na 12h przed maratonem więc uwierz że te 1,5h niewiele zmieniają.

        2. Oczywiście istnieje ryzyko zaskoczenia kierowców na trasie ale tak się składa, że do naszego miasta obecnie można wjechać od każdej praktycznie strony przemieszczając się czy to autostradą czy też drogami szybkiego ruchu. I myślę, że ok. 90% kierowców tak robi. Natomiast pozostałe 10 jak zobaczy że jest maraton ale pojedzie objazdami wyznaczonymi przez Policję (bo na pewno będą zabezpieczać trasę) albo odpali nawigację w telefonie i wybierze inną drogę. Więc koniec końców uciążliwość po zmianach będzie dotyczył max. kilkuset osób a nie tysięcy jak to ma miejsce obecnie.

        P.S.
        Tak masz rację jestem tu pierwszy raz, trafiłem przez przypadek i zaintrygował mnie tytuł tego artykułu. Uważam, że każda aktywność jest wskazana – tego nie neguje tak samo jak Waszego prawa do udziału w Maratonach, ale nie może być to kosztem innych. Wy biegniecie powiedzmy średnio 4h, my mamy problemy przez ponad 10h i zauważ nie wspomniałem jeszcze o osobach, które Was dopingują, krzyczą, używają trąbek, gwizdków itp. – wierz mi nie chciałbyś tak spędzać niedzieli i odpoczywać w takich warunkach.

        1. Ok Kuba,

          Nie wiem co to za ulica i nie będę wyciągał od Ciebie takich informacji, ale sprawdziłem na oficjalnym komunikacie droga zablokowana 12 h wcześniej to z pewnością przesada. Mogę ewentualnie dopytać się oficjalnie organizatora ‚po co’ taka blokada, ponieważ logistycznie nie ma raczej takiej potrzeby (choć pisze to bez 100% pewności).

          Co do blokowania w mieście/poza miastem dróg – i tu i tu działa nawigacja. Jest natomiast jeszcze jeden czynnik, który często pozostaje nie bez znaczenia dla biegaczy – atest trasy biegu. Wielu biegaczy chce korzystać z unifikowanej miary wyników, ponieważ podróżują po świecie startując w innych imprezach, aby wyniki były porównywalne, trasa musi posiadać atest, ten z kolei wymaga aby odległość od startu do mety nie przekraczała połowy długości oficjalnego dystansu. Mamy więc kolejny kłopot.

          Nie wiem, czy nie podpadnę Tobie, ale z trąbką i głośnym okrzykiem na ustach możesz mnie spotkać, ponieważ te kilka godzin dopingu to również świetna zabawa dla kibiców. 🙂

        2. Z całym szacunkiem, ale co to za brednie. Wyolbrzymiasz problem. Miałeś rok na to, by zaplanować tą niedzielę. Czy naprawdę tak trudno jest sobie zorganizować zajęcie na 10 godzin? Nie wiem, pojechać na wycieczkę, przemalować pokój, spędzić czas z rodziną/przyjaciółmi, przeczytać książkę, itd… Albo złapać się za jaja i zadebiutować na wrocławskim maratonie, chociażby po to, żeby na własnej skórze przekonać się jak cholernie ciężki jest to wysiłek dla organizmu.
          I właśnie przez takich jak ty Wrocław musiał przenieść imprezę. Przeklinam cię.
          Nie pozdrawiam.

          1. Wojtek,

            Jestem po Twojej stronie w dyskusji, ale zachowaj proszę umiar w retoryce i jednocześnie poziom wypowiedzi. Można te same argumenty wyrazić w spokojniejszej formie.

            Pozdrawiam i wiem, że Ty również pozdrawiasz, biegacze to otwarte i sympatycznie nastawione do świata osoby. Liczę, że potwierdzisz?

        3. Panowie, każda strona ma swoje argumenty. Mieszkańcy narzekają, bo mają problemy z wyjazdem z domu. Biegacze narzekają, bo organizatorzy postanowili ulec presji mieszkańców i zsyłają biegających na start z okolicznych miejscowości. Dla pana Kuby proponuję rozwiązanie problemów logistycznych. Na dzień przed maratonem proponuję odstawić auto z ekwipunkiem na jakiś parking na obrzeżu miasta, a w dzień maratonu dostać się do niego rowerem lub hulajnogą. jest ich jak zauważyłem dużo w wielu miejscach. Będąc na maratonie i mieszkając w hotelu w niedalekiej odległości od trasy, oraz chodząc w sobotę wieczór ulicami, gdzie przebiegał maraton, nie zauważyłem blokady. Jednocześnie sprzeciwiam się temu by ograniczać drastycznie limity ukończenia maratonu. Nie jest to bowiem impreza tylko dla elity, ale także dla każdego biegacza który wie co to znaczy przebiec maraton, chociażby w 5 lub 6 godzin.

    2. To co ma powiedzieć mieszkaniec stolicy ? Maratony, półmaratony, dziesiątki i piątki uliczne, manifestacje, miesięcznice, parady, protesty, blokady. Czegoś nie wymieniłem ? A trzy dni przed maratonem TVP INFO pierniczy o utrudnieniach zamiast o święcie biegania. Niestety takie są uroki życia w mieście.

      1. Hej maciek11,

        Zawsze powołuje się na liczbę imprez w stolicy, jak kontrargument do tego, że we Wrocławiu problem w skali makro jest raz w roku.

        Miasto bierze się ze wszystkimi zaletami i wadami.

    3. To tylko raz w roku i to w czasie gdy odbywa się maraton we Wrocławiu odwiedzasz rodzinę?
      Nie , no najlepiej to niech władze miasta nic nie robią , nic nie organizują a najlepiej nie wydadzą zakaz wszelkich takich i podobnych imprez , koniec kropka. To co wtedy będzie?

  6. Hej. Szkoda bo bardzo fajna trasa oraz ludzie ( mam na myśli kibiców, wolontariuszy i biegaczy) Zdziwił mnie jedynie fakt przepuszczania przez policję samochodów przecinających jezdnie między biegaczami. To mój dopiero 3 maraton. 2 biegłem u siebie w Krakowie i przynajmniej na tydzień przed maratonem stoją znaki o całkowitym zamknięciu drogi od 1 do ostatniego biegacza. Momentami biegnąc patrzyłem na policjanta stojącego przed maska zniecierpliwionego kierowcy i zbliżając się myślałem czy go puści czy nie 😉 Myśle, że środowiska biegaczy z Wrocławia powinny zorganizować jakiś protest, może na FB Z pewnością wielu biegaczy z całego kraju ich poprze.
    Pzdr

    1. Czołem Zibo,

      No z przepuszczaniem kierowców bywa różnie. Mi to generalnie nie przeszkadza, ale wiele zależy od postawy policjanta. Czasami rzeczywiście można dostać zastrzyk adrenaliny ;).

      We Wrocławiu znaki informujące o maratonie również są rozstawione w mieście. Inną kwestią jest to, czy ktoś zwraca na nie uwagę.

      1. Tak czy inaczej to zależy od człowieka. Ja jestem „ biegaczem” od jakiś 2,5 roku i mieszkam od urodzenia w centrum Krakowa i oprócz imprez biegowych, które oczywiście mi nie przeszkadzają i nie przeszkadzały w przeszłości jest wiele imprez które skutkują zamykania ulic. Jeszcze żadna z nich mnie nie uziemiła w domu. Jakby ludzie dążyli się większą wyrozumiałością wobec siebie wszystko by się dało zrobić. Trochę życzliwości wyrozumiałości i zrozumienia. Ciekawi mnie tylko czy liczba narzekających jest aż tak duża, że miasto i organizatorzy się uginają ? To że zawsze będą narzekania to jasne. Jak to mówi mój kolega „ to je Polska Panie” 😀 i chyba tak jest.

  7. 10x biegłem ten maraton… stąd smuteczek 🙁 Ale muszę przyznać, że zgodnie z zasadą „wyżej dupy nie podskoczysz” rozumiem decyzję „miasta”. To tak naprawdę mała impreza biegowa w średniej wielkości europejskim mieście. I przy okazji trudny maraton ze względu na panującą zwykle temperaturę. Mało kto chce biegać trudne maratony. Na asfaltowym Maraton Beskid Niski biegło nas w tym roku 18 osób (+ Maciek w wózku). Żaden org nie udźwignął by tego finansowo gdyby nie wsparcie samorządów. Nie wiem jak „wypali” nowy pomysł, ale myślę, że „miasto” powinno rzucić oszczędności na jakiś cykl biegów ulicznych na krótkich dystansach. Brakuje szybkiej asfaltowej dychy…
    Z „fair play” zgadzam się w 100%

    1. Hej Paweł,

      Dzięki za komentarz. Odnosząc się dosłownie jednym zdaniem do tego co napisałeś – szkoda, że organizator nie może się od tego przyznać zasłaniając się ideologią powrotu do korzeni.

      Trzymaj się!

  8. Smutne to że tak zasłużony dla regionu maraton ląduje „w krzakach” Początki tego maratonu to lata 80-te, gdzie startowało się z Sobótki i biegło do Wrocławskiego Rynku, a na mecie witał nas Aleksander Fredro. Był klimat i tłumy w Rynku witały biegaczy, a kierowcy po trasie pozdrawiali maratończyków – widziałem to na własne oczy bo startowałem w kilku edycjach tego maratonu – a VIII Maraton Ślężan wygrałem z czasem: 2:28,44 pomimo dużego upału. Potem maraton przeniósł się do Wrocławia i też było fajnie – ale widać komuś to przeszkadza a lobby anty-maratońskie jest na tyle silne aby pozbyć się biegaczy z miasta. Maraton jest raz w roku i chyba można zaplanować sobie JEDEN dzień bez samochodu lub zakupów. Szkoda że umiera fajna impreza z historycznymi korzeniami. Dobrze że mi pozostały fotki z tamtych lat i filmik na yotube. Pozdro dla biegaczy.

    1. Bardzo cenny komentarz jaworek.
      Jednocześnie wielki szacun z mojej strony za wyniki i wytrwałość na przestrzeni lat! Dla mnie to naprawde imponujące.

      Przeczytałem Twój komentarz dwukrotnie i trudno jest mi zrozumieć, że mimo większej świadomości społecznej nt. zdrowia, ruchu i popularyzacji sportu, to kiedyś kierowcy dopingowali biegaczy bardziej niż robią to obecnie (o ile w ogóle to robią, a nie wylewają na biegaczy wulgaryzmów).

      Trzymam kciuki za ciebie i mam nadzieję, że staniemy jeszcze kiedyś razem na starcie wrocławskiego marotonu i wspólnie przyblokujemy miasto 😉 (żart kierowcy!)

  9. Chłopie, doczytaj sobie coś albo po prostu się doedukuj. Maraton jest wyprowadzany z miasta, bo jest to nawiązanie do historii – pierwsze edycje organizowano z Sobótki do Wrocławia. I teraz będzie podobnie, ale lwia część trasy nadal będzie przebiegać ulicami Wrocławia. Pierwszy nocny półmaraton miał problem z zabezpieczeniem trasy, start nie był przesuwany ze względu na to, żeby biegacze później wyruszyli, to jest tak głupie co napisałeś, że to głowa mała. A wprowadzony został jako innowacja, a że był to strzał w dziesiątkę, pokazuje fakt, że inne miasta organizują nocne biegi. Aby przekonać się o tym, że dla wielu osób jest to atrakcyjne, to musiałbyś pogadać z ekipa Night Runners.

    A co do największej głupoty jaką popełniłeś, w tytule – Wrocław tak wstydzi sie biegaczy, że postanowił zorganizować trzeci bieg ulicami miasta. W listopadzie. A to niedobry ten Wrocław.

    1. Cześć Prochu,

      Wydaje mi się (chciałem uniknąć oceny, ale nie dałem rady), że nie do końca zrozumiałeś artykuł jako całość.
      Odniosę się tylko częściowo do Twojej wypowiedzi.
      W 2012 roku, kiedy biegłem maraton we Wrocławiu organizator twierdził, że maraton znalazł godne dla siebie miejsce w centrum. Trudno mi uwierzyć, że teraz impreza ewoluowała tak bardzo, że za rozwój rozumie się powrót do startu zza miasta. Tradycja? Jaką tradycja będzie start z innych miejscowości w 2021? W 2022?
      Co do nocnego półmaratonu, impreza jest bardzo dobrym wydarzeniem, które ma mnóstwo plusów. Zajrzałeś dzisiaj na bloga po raz pierwszy, więc masz prawo nie wiedzieć, że jestem jej zwolennikiem. Nie ma to jednak związku z tym, że pierwsza edycja była wtopą.
      Na koniec, zazwyczaj zachęcam ludzi do biegania, tym razem zachęcę również do czytania książek. Ich walorem jest to, że można przy odpowiednim oczytaniu i umiejętności dedukcji, dostrzec w innych tekstach przekaz zawarty między wierszami.
      Bez względu na odmienność opinii, dzięki za komentarz.

  10. Jak już skończysz z bieganiem zajmij się pisaniem. Serio. Zawsze inteligentnie, z dystansem i sarkazmem. Co do Wrocławia, to odnoszę wrażenie że biegaczy przede wszystkim nie lubią mieszkańcy. Takiego hejtu nie ma nigdzie indziej a

    1. Hej Małgośka,
      Dzięki za ciepłe słowo. Szkoda, że w niektórych sytuacjach powstaje dysonans na drodze: Nadawca sarkazmu – odbiorca treści. 😉

  11. Podpisuję się obiema rękami pod wszystkim – ciekawy jestem, czy artykuł ma już największą ilość komentarzy/wyświetleń spośród wszystkich dotychczasowych, czy będzie miał za chwilę 🙂
    Od siebie dodam, że Wrocław Maraton był (tak to już chyba trzeba nazwać) dla mnie imprezą magiczną – tutaj zaczynałem równo 10 lat temu swoją przygodę z biegami długimi i przez cały ten czas czy to jako uczestnik (7 razy) czy kibic przeżywałem atmosferę biegowego święta mimo coraz gorszego nastawienia części otoczenia podsycanego przez lokalną prasę. Ta magia w dużej mierze wynika właśnie z tego, że biegając przez cały rok w parkach, na wałach, czy po chodnikach – ten raz w roku (czy 2 razy wliczając półmaraton) mogłem mijać na trasie te wszystkie miejsca, które tworzą moją codzienność przez pozostałe 364 dni w roku i gdyby nie ta decyzja – biegałbym tak pewnie tak długo, jak by mi starczyło sił 🙂
    W takiej sytuacji pozostanie korzystać z gościnności innych miast, ponieważ nie znajduję argumentów, dla których miałbym wziąć udział w podwrocławskim maratonie – Koronę Maratonów już zdobyłem :), a jeśli mam ochotę pobiegać poza miastem – to zdecydowanie wolę krajobraz górski 🙂
    Jeśli chodzi o utrudnienia dla mieszkańców – to wszystko kwestia wcześniejszego zaplanowania. Samochód można wieczorem przestawić o parę ulic, tak żeby w razie potrzeby wydostać się z pętli tworzonej przez trasę. Poza tym ona nie jest zamknięta przez cały czas, służby otwierają ulice zaraz po przebiegnięciu ostatniego uczestnika – np. południowa część miasta jest przejezdna już o 11-12. Natomiast zbyt wczesne zamykanie ulic jest faktycznie problematyczne (w tym dla uczestników próbujących dojechać na start!) – wydaje mi się, że wystarczy zamknąć ruch np. na pół godziny przed startem, bo całe miasto jest i tak w większości puste i te blokady tak niczemu chyba nie służą.

    1. „Natomiast zbyt wczesne zamykanie ulic jest faktycznie problematyczne (w tym dla uczestników próbujących dojechać na start!)”
      Zgadzam się. Ja dojeżdżam zawsze w taki sposób, że uśmiecham się do policjantów i mówię, że na bieg i dzięki temu omijam przygotowane już blokady (godzina 7:30-7:50). Inna sprawa, że przez ostatnie 2 lata trochę zluzowali, bo wcześniej mocniej były poblokowane skrzyżowania (przynajmniej w moim rejonie). Kiedyś np. piłkarze Śląska nie dojechali przez to na „Bieg Rodzinny” 😉
      Ale…. Drogi boczne (dojazdówki do głównych) blokują już w nocy i są znane przypadki osób, które wracając w nocy z soboty na niedzielę do domu nie mogą do niego dojechać, bo ulica już odcięta….
      Maraton Wrocławski biegłem 7 razy i nawet jak będzie za miastem, to pobiegnę pewnie 8 raz – cóż, kocham to miasto ;-), niezależnie od tego jakie jest. Może dajmy szansę organizatorom, zobaczymy jak wypadnie ta eksperymentalna edycja i zobaczymy co dalej…
      Niestety, biegacze nie są u nas (masowo) kochani. Napisałem masowo, gdyż nie sposób nie docenić wszystkich, którzy dopingują nas na trasie. A było ich w tym roku całkiem sporo. A scysji między kierowcami a policjantami albo obrażania biegaczy na skrzyżowaniach w tym roku nie dostrzegłem – we wcześniejszych latach zdarzało się…

    2. Dzięki za komentarz Marcin,
      Jak wiesz, ja się w pełni zgadzam z Twoją argumentacją, chciałbym żebyśmy wypracowali taki poziom współpracy w mieście, żeby zrozumienie było również pośród organizatorów i mieszkańców.
      Pozdrawiam

  12. Czołem

    W pierwszej kolejności pozdrowienia dla biegaczy z Wrocławia od biegacza z Warszawy 😀 Trzymam kciuki, żeby miasto zmieniło zdanie i puściło trasę przez centrum. Powiem więcej. Mam nadzieję, że kiedyś miasto będzie aktywnie promować maraton szeroko w Europie i na świecie. Bo zyski z tego mogą być ogromne. Do kasy miasta i do kasy lokalnych firm. W tym roku miałem przyjemność pobiec maraton w Barcelonie. To był mój 5 maraton i najlepszy. Pod względem wyniku i atmosfery. 18 tys biegaczy. Na palcach jednej ręki można było policzyć fragmenty gdzie nie było kibiców. A tak – ciąg dopingujacych. Głośno i entuzjastycznie. Wielu tych kibiców to byli przyjezdni. Z innych miast Hiszpanii i Europy. Mi kibicowala żona i moje dzieciaki. Sąsiad z mojego bloku (sic!) również biegł w tym maratonie i jemu również kibicowala żona i dzieciaki. Policzcie teraz: jeden maratończyk to 3-4 osoby towarzyszące. Oni przed i po biegu będą odwiedzać lokalne restauracje, hotele, wszelkie atrakcje i tam zostawiać pieniądze. A jak wrócą do siebie to będą zachwalac Wrocław. Na tym polega biegowa turystyka. Na tym polega mądrość. Także w wymiarze społecznym, promowania aktywnego i zdrowego trybu życia. To oczywiste ale może nie dla hejterow / przeciwników biegów ulicznych? A jeśli nie oczywiste, to powiem do was – przeciwnikow takich imprez inaczej – Nie macie racji. Miasto jest wspólna przestrzenią. Prawo do niej mamy my biegacze, rowerzyści, każda społeczność która chce coś fajnego zrobić ze swoim życiem – coś więcej niż tylko siedzenie w aucie, w pracy i na kanapie z piwskiem lub kielbacha umoczona w ketchupie.

    1. Czołem Domin,

      Dzięki za komentarz. Czynnik ekonomiczny, to również bardzo ważna kwestia, dzięki której z maratonu korzysta więcej grup społecznych, niż tylko biegacze. Za tym oczywiście powinny iść również inne działania okołoorganizacyjne, a to już osobny temat.
      Liczę, że będę mógł zaprosić Cię jeszcze do Wrocławia na dobrą biegową imprezę. Te w Warszawie są całkiem spoko. 🙂

  13. Cześć. Ja do biegaczy nie należę i powiem nawet, że bywały lata gdzie maraton indywidualnie mnie wkurzał, ale macie prawo korzystać z miasta, które należy promować i się nim chwalić, a każda aktywność sportowa, powinna być mniej lub bardziej wspierana.

  14. Hej Andrzej
    Oczywiście zgadzam się z Tobą w 100%, także czekam i jestem ciekaw jak zostanie rozwiązana sprawa atestu trasy, bo bez atestu będzie to zwykły niedzielny „bieg po lesie”.

    1. Hej,
      Problem niedoinformowania to następna sprawa. Pan Wojciech Gęstwa, dyrektor biegu, wywołany na facebooku do dyskusji uspokaja i prosi o cierpliwość. Można było przecież przygotować się do komunikacji tak poważnych zmian w sposób równie poważny.
      Co do czystej oceny nowego formatu poczekajmy. Natomiast nie zmieni to mojego zdania, że duże miasto z aspiracją do bycia eko, powinno mieć miejsce w centrum raz w roku dla biegaczy.

  15. Cześć Andrzej! Tekst jak zawsze bardzo dobry i trafia w sedno. Dodaje komentarz by pokazać, że pod treścią się podpisuję.
    Pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę wychodząc w niedziele by pokibicować na maratonie była zauważalnie mniejsza niż zwykle w weekend liczba samochodów stojąca na mojej ulicy. Pomyślałam sobie – Można?! Można!!! (Samochodem, autobusem, PKP – można wyruszyć wcześniej na wycieczkę/do rodziny/czy gdzie tam kto chce by nie złapał nas maraton) – ale te osoby nie napiszą komentarza bo nie odczuły w żaden sposób tej imprezy – ani ich to grzeje ani ziębi.
    Punkt kibica miałam na skrzyżowaniu Ślężna/Kamienna. Przyszło mi do głowy takie porównanie które według mnie całkiem trafnie przedstawia jak można nie będąc biegaczem ani kibicem “podejść” do tej imprezy. Ulokowałam się przy przejściu dla pieszych i widziałam jak ludzie którym Maraton Wrocław stanął na drodze radzili sobie z tym “problemem”. No więc większość, żeby nie powiedzieć prawie wszyscy robili swoje – czekali na chwile kiedy mogą przejść bezkolizyjnie ulicę Ślężną i po prostu to robili – oni również nie napiszą żadnego komentarza….no bo o czym? Kolejną grupę (raczej nieliczną) – reprezentuje Pani która zatrzymała się obok mnie i zapytała czy da się tu przejść, ile będzie trzeba czekać, a czy daleko do końca? Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że jak tylko przebiegnie ta większa grupa z “zającami” (świetny punkt zaczepienia by zacząć rozmowę z osobą która nie biega ale nie jest wrogo nastawiona) to na pewno będzie luka i da się przebiec. No i w Panią wstąpiła prawdziwa bestia kibicowania – skoro już tu jest to niech będzie zabawnie – klaskała, pokrzykiwała, przybijała piątki – no złota kobieta. Po około 15 minutach poszła dalej (mogła przejść wcześniej) – ona też nic nie napisze – naładowała się pozytywną energią… część od razu przekazała dalej…. było minęło. Ostatnią grupę reprezentuje Pan który podszedł do przejścia gdy już grubo ponad połowa maratończyków pokonała 10-ty km trasy. “I znowu wypuścili tych BIEGACZY!!!” (każde słowo wypowiedziane w odpowiedni sposób może brzmieć jak obelga – serio). Pan kontynuował monolog na próżno szukając wsparcia wśród kibiców. W końcu nie wytrzymałam i najgrzeczniej jak potrafię zapytałam – w czym dokładnie tak mu w tej chwili przeszkadzają? No nie mogę przejść przez ulicę – usłyszałam w odpowiedzi. Z niedowierzaniem spojrzałam w stronę z której przybiegali zawodnicy – zobaczyłam grupkę 5 osób nieśpiesznie zbliżającą się w naszą stronę, a kolejnych 3 biegaczy było oddalonych o około 100 m – zaczęłam się śmiać – to było zbyt abstrakcyjne – najżyczliwiej jak potrafiłam odpowiedziałam – Ależ oczywiście, że Pan może. Tak, to grupa którą reprezentuje ten Pan skomentuje Wrocław Maraton i biegaczy w nim startujących.
    Maraton Wrocław POWINIEN zostać we Wrocławiu.
    MOŻNA dopracować parę tematów by zmniejszyć jego uciążliwość dla mieszkańców (skrócić limit, wyznaczyć skrzyżowania kierowane przez policjantów by umożliwić przejazd). Ruchem na skrzyżowaniu Ślężna/Kamienna kierowało dwóch policjantów. Przepuszczali pojazdy pomiędzy lukami tworzącymi się między biegaczami. Byłam pod wrażeniem, że może to tak sprawnie wyglądać.
    Wystarczy odrobina DOBRYCH CHĘCI i okazuje się, że nikt nikomu nie przeszkadza.

    1. Cześć Adrianna,

      Dzięki, że w tak precyzyjny sposób przedstawiłaś problem z negatywnym komentarzem mieszkańców i tym dlaczego akurat na niego trafiamy. Prawdę powiedziawszy, nic mnie nie zaskoczyło w opisanej sytuacji. Mam bardzo podobne spostrzeżenia co do spontanicznego dopingu postronnych osób i tych kilku bardzo nieprzyjemnych i często nieuzasadnionych ocen biegaczy.

      Niestety decyzja o wyprowadzeniu maratonu poza miasto pokazuje, że praca u podstaw, jaką każdy z nas wykonuje zachęcając bliskich i znajomych do dopingu i aktywności fizycznej jest mniej warta, niż głos niezadowolonej z obecności biegaczy części społeczeństwa.

  16. Andrzej,
    i ja napiszę swoje słowa.

    1. Co do nagrody FairPlay dla Kenijczyka -> nie rozumiem i nie zrozumiem. Sorry. Ja widzę to trochę tak, że organizator starał się jakoś wynagrodzić zawodnikowi (menedżerowi??) walkę do końca o rekord. Tak czy inaczej – dla mnie niezrozumiały absurd.

    2. Blokowanie miasta -> tutaj przyznam, że w mojej ocenie maraton to zawody sportowe a nie zabawa/spacer/pielgrzymka i limit czasu powinien być max 5h. Do tego, co pisałem organizatorom, można by pomyśleć o maratonie… nocnym (gdyby startował w sobotę o 21, to by się kończył tylko godzinę później niż półmaraton nocny, a i pogoda temperatura – lepsza). Biorąc pod uwagę piękno Wrocławia nocą – myślę, że to by się przyjęło. Ale widocznie nie do zrobienia.

    3. Nowa organizacja i trasa. Tutaj nie rozumiem polityki informacyjnej organizatora. Gdzieś jakieś ogólniki, jakieś stwierdzenia o biegu „od – do”, coś o jakichś kompotach i pierogach na punktach (jak biec maraton jedząc po drodze pierogi??) ? Zadałem pytania na forum – Dyrektor Maratonu prosił o danie im czasu, zapewnił że wszystko jest organizowane i dopinane oraz… zapewnił, że trasa będzie miała atest.
    Polityki nie rozumiem, ale z ocenami poczekam na komplet informacji. A przynajmniej jakiś bardziej spójny zakres, przebieg trasy etc.

    4. Co do konieczności zmian. Od kilku lat widać istotny spadek liczby zapisanych i uczestników – nie wiem, czy pomysł na zmianę wyszedł od miasta czy też organizator stwierdził, że trzeba coś zrobić? My mamy o tyle lepiej, że możemy krytykować i ostatecznie nie wystartować (tj wystartować gdzie indziej), biegów Ci dostatek – a ostatnio to co drugie średniej wielkości miasto ma maraton. Organizator ma nieco gorzej/trudniej – trochę jak saper. Zdecydował się na jakąś decyzję – zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    1. Hej Marek,

      Często komentujesz inne teksty, więc cenię Twój głos, ponieważ masz pełen ogląd moich opinii w różnych sprawach biegowych.

      1. Zgadzam się – to wiesz.
      2. Zgadzam się – jest to pewnie kwestia ustawicznego dążenia do organizacji idealnej po przez udoskonalanie kolejnych schematów działania. Jestem pewny, że da się osiągnąć w tym zakresie poprawę, ale jest to osobny temat.

      3. Zgadzam się i dodam od siebie, że jednocześnie nie rozumiem tej postawy. Dyrektor biegu pod komentarzami na facebooku do powyższego tekstu pisze, żeby czekać, że wszystko będzie ogłoszone, a ostatecznie wszyscy będziemy zadowoleni. Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za komunikację medialną ze strony maratonu, ale zaistniała sytuacja jest poniekąd pokłosiem NIEPRZYGOTOWANIA się informacyjnego o tym, jak dokładnie będzie wyglądał nowy format. Natomiast, co już podkreślałem, niezależnie czy będzie to kapitalny format, czy spektakularna porażka, Wrocław zasługuje na maraton poprowadzony ulicami miasta.

      4. Zgadzam się i nie zgadzam jednocześnie 🙂
      Faktem jest, że maratony są w odwrocie (co pod względem pielęgnowania zdrowia i sprawności fizycznej ma może nawet swoje plusy). Nie ma to jednak związku z celem nadrzędnym edukacji fizycznej, jakiem jest dążenie do poprawy zdrowia i sprawności społeczeństwa. Maraton nie musi być wielki i szybki, żeby był atrakcyjny dla odbiorców.
      Mi w tym punkcie brakuje jednej ważnej kwestii – kto z włodarzy maratonu zapytał się maratończyków w jaki sposób uatrakcyjnić im zawody? Siedzę w tym środowisku po uszy, nawet zadzwoniłem do kilku znajomych z pytaniem, czy ktoś kiedyś zadał im pytanie: „Słuchaj, chcemy poprawić imprezę, co moglibyśmy zrobić dla biegaczy?”.
      Nawiązując do Twojej analogii z saperem, taka konsultacja ze środowiskiem nie dawałaby saperowi polisy, ale przynajmniej wskazywała kierunek w którym ma szukać dobrego wyjścia z sytuacji.

      Pzdr.

      1. Roman,
        Format komentarzy nie jest przygotowany na rozbudowane odpowiedzi. Doprecyzuj proszę, czy pytanie skierowane jest do mnie, czy do Marka?
        Chociaż wiem, że zarówno ja i Marek mamy na koncie kilka maratonów.

  17. Załączony komentarz na zdjęciu jest z Gazety Wrocławskiej. Osobiście zgłaszałem go do moderacji. Sama gazeta jest gadzinówką. Obrzydliwą. Myślę Andrzeju że nie odzwierciedla stanowiska nawet ułamka Wrocławian.

    Rolą miasta jest propagowanie ruchu. Jednym z takich elementów jest duża impreza masowa. Jestem jedną z osób która pod wpływem takiego wydarzenia postanowiła rzucić palenie i ruszyć dupę żeby w okolicach czterdziestki nie tworzyć kolejek po gabinetem kardiologa.

    W moim otoczeniu (praca, sąsiedzi, lokalne fora) nie zauważyłem żeby ktokolwiek narzekał na Maraton. Piękny dzień to był. Na wałach tłumy na rowerach. Pożegnanie lata.

    Po kilku maratonach poza Wrocławiem mam porównanie. Brakuje trochę rozmachu. Porównaj to proszę do startu spod korony Stadionu Narodowego 😉 Może nowa formuła tchnie ducha świeżości ?

    1. Hej Błażej,

      Dzięki za komentarz i gratuluję samozaparcia i ruszenia w dobrą (aktywną) stronę. 🙂

      Przychylam się do Twojej opinii, że zdecydowana większość Wrocławian reprezentuje sobą bardzo prosportową postawę. Chwała im za to, za oklaski, przybijanie piątek, pokazywanie dzieciakom, że w niedzielę można zrobić coś innego niż questa w nowej grze komputerowej. Jednocześnie wrzucony fragment z tą kapiącą jadem agresją pokazuje, że edukacji społecznej jest wciąż za mało. TO TEŻ JEST ROLĄ ORGANIZATORA. Fakt, że ten komentarz w ogóle znalazł się gdziekolwiek od strony technologicznej (że został przepuszczony) to jakiś absurd.

      Gdy dowiemy się jaki będzie nowy format rywalizacji, będziemy mogli zastanowić się, czy ma on szansę się zadomowić z sukcesem na naszym rynku. Natomiast, nie zmienia to faktu, że Wrocław zasługuje na atestowany bieg poprowadzony ulicami miasta.

  18. Wydaje mi się, że jest bardzo ciekawa opcja trasy wiejsko-miejskiej po aglomeracji wrocławskiej. Jest parę smaczków przyrodniczych i historycznych po drodze. Trasa we Wrocławiu, która w połowie jest nudna mogłaby dostać trochę oddechu.

    1. Hej j.j.,

      Pewnie masz sporo racji w tym co piszesz, ale ani nie mamy precyzyjnych informacji jak ma wyglądać nowa wersja biegu, ani nie sposób jej odnieść wynikowo do innych biegów, co dla wielu biegaczy ma znaczenie.
      Z oceną nowego formatu wstrzymuje się do oficjalnego ogłoszenia jak będzie wyglądać. Swoją drogą to dość kuriozalne, że informacje podawane są w strzępach.
      Miejmy nadzieję, że nowy format będzie atrakcyjny.

  19. Ciekawe, czy za lat 20 autor tekstu też będzie za limitem 4 godziny. Podejrzewam, że nie, bo ,,punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Jak się kolanka zestarzeją, a biegać się będzie chciało, to limit 6 godzin będzie ok.

    Nie rozumiem też narzekań na blokadę, przecież na piechotę można przejść między grupkami biegaczy. Jako biegacz z końca stawki pamiętam sytuację z maratonu w Warszawie, jak policjant kierował ruchem na skrzyżowaniu i puszczał samochody, jak nikt akurat nie biegł. Może we Wrocławiu nie wpadli na taki pomysł?

    1. A ja jestem przekonany, że za 20 lat autor tego tekstu będzie spokojnie biegać na zbliżonym poziomie do dzisiejszego 😉 Co dobitnie pokazuje jego kolega z osiedla, który był drugim Polakiem na mecie wrocławskiego maratonu, a jest od Andrzeja… 18 lat starszy.

      Jeśli nieco podupadnie na zdrowiu, czego z całego serca mu nie życzę, to jestem przekonany, że nie będzie łapał się za maraton, na który nie jest gotowy. Zwyczajnie zbyt wiele wie o sporcie itp.

      Sam nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy zapisują się na maraton, żeby go w większości przejść, a potem się szczycić na portalach społecznościowych, że „PRZEBIEGŁEM maraton”.

    2. O ile mi wiadomo, to nie ma w tym kraju przymusu biegania maratonów. Pozostaje otwarte pytanie: czy ktoś (niezależnie od wieku) biegający maraton 5:40 i wolniej musi mieć możliwość startowania w każdym maratonie? Może zwyczajnie lepsze (w tym dla zdrowia) będzie wystartowanie w półmaratonie? A jeśli chcesz dłużej/dalej/wyżej – jest szereg imprez to umożliwiających (co nie oznacza, że musi to umożliwiać każda). Idąc tym tropem: a dlaczego akurat 6h? A dlaczego nie 5:30 albo 7? Są maratony na świecie z limitem 9h. Pan z flagą na końcu biegł ponad 6,5h i był poza limitem i?

    3. Hej tdk67,

      Dzięki za komentarz. Muszę na początku Cię sprostować albo poprosić o zacytowanie fragmentu, w którym pisze o 4 h limitu. Napisałem o 4:30, nie wiem czy wiesz jaką różnicę w tempie robi 30 minut limitu. Zajmuję się przygotowaniem osób do wydarzeń sportowych zawodowo, zapewniam Cię, że każda wysportowana osoba w wieku poniżej 50 lat, bez problemów zdrowotnych poradzi sobie z limitem 4:30 w maratonie. Jeżeli nie, to sygnał, że należy poprawić inne zdolności motoryczne do takiego poziomu, aż zaliczenie biegu maratońskiego będzie możliwe.

      Pod tym względem jest spokojny również o siebie. Miałem okazję przygotowywać do ukończenia maratonu bardziej zaawansowane wiekowo osoby bez przeszłości sportowej i przekonuję Cię, że limit 4:30 byłby dobrym rozwiązaniem.

      W kwestii blokady drogi – znasz moje zdanie – również uważam, że nie jest to taki problem, jak komunikują to osoby niezadowolone z organizacji biegu.

      1. OK, było 4:30. Moim zdaniem to też jest zbyt wyśrubowany limit, jeśli bieganie maratonów ma być sportem masowym, w tym również dla starszych biegaczy. Nawet w słynnym maratonie bostońskim są limity dopasowane do wieku i np. w age group 75+ czasy są już ok. 5 godzin, więc i tak trasa jest zablokowana, mimo że większość ,,młodzieży” jest już dawno na mecie.

        Nie rozumiem, skąd się bierze deprecjonowanie i agresja w stosunku do wolniejszych biegaczy. Może od niespełnionych planów sportowych (tym wolniejszym przynajmniej można w internecie nawrzucać, że maraton w 5h to nie maraton, i sobie polepszyć samopoczucie)?

        Mam za sobą kilka maratonów, wiem też, że dobry trener potrafi zdziałać cuda (w moim przypadku 24 minuty poprawy po 3 miesiącach współpracy), To tak na marginesie, jeśli chodzi o moje związki z bieganiem długodystansowym.

  20. Jechałem na rowerze z elitą przez 17 km. I nie widziałem żeby kenijczyk przybil komuś piątkę … A sam zawijam się do Valencii zeby miec porównanie. 🙂

  21. Alez sie dyskusja wywiazala… 😉

    Mieszkam w UK i tutaj wiele maratonow zaczyna sie i konczy (ale tez nie koniecznie) w miescie, ale wiekszosc trasy poprowadzona jest z dala od centrum miasta, ba z dala od miasta w ogole. Przyklady maraton w Yorku, Milton Keynes, Leicester – to te ktore pobieglem. Maraton w Manchesterze poprowadzony jest z dala od scislego centrum. Z tego co mi wiadomo wiele inych tez omija miasto lub jego centrum (np. Chester, Birmingham).
    Mala ciekawostka co do maratonu w Leicester, gdzie mieszkam. Trasa maratonu przecina tory kolejowe, o czym informuje organizator. I pod grozba dyskwalifikacji (sic!) jesli zdarzy sie, ze szlabany sa opuszczone, biegacze maja obowiazek poczekac. Najciekawsze jest to, ze trasa ma atest…
    Takze wiele brytyjskich maratonow (ale tez polmaratonow) nie prezentuje sie szczegolnie interesujaco, szczegolnie jesli trzeba biec okolicznymi wioskami. Ale to moja opinia, bo znam ludzi, ktorym bardzo to odpowiada. I chyba Wroclaw wpisuje sie w ten trend – bo jednak bieg w miescie to pewnie wieksze koszty, problemy z mieszkancami itd.
    Na szczescie mamy wybor i to my jako biegacze decydujemy, czy impreza odniesie sukces.

  22. Dzień dobry, mam za sobą półmaraton i maraton w 2018 roku- obydwa biegi we Wrocławiu. Mam 53 lata i w młodości t.j. do 21 roku życia uprawiałem port bardzo intensywnie m.in. biegałem zawodniczo 400 m. Inne to czasy, inny sprzęt. Od tego czasu uprawiam inne sporty: jeździectwo, golf i żeglarstwo morskie. Do biegania wróciłem 1 stycznia 2018 roku po drastycznym t.j. o 13 kilogramów zrzuceniu wagi.
    Ale do rzeczy:
    1. Moim zdaniem maraton powinien odbywać się w mieście- to powinno być święto dla biegaczy i dla mieszkańców miasta.
    2. Niestety, nasz maraton nie stał się wydarzeniem modnym, nie stał się wartością dla mieszkańców Wrocławia- tutaj potrzeba dużej pracy ze strony organizatorów i chyba nie wystarczy puszczanie głośnej muzyki podczas biegu , po prosty jest już za późno.
    3. Z tego wynika , że praca „marketingowa” musi być wykonywana przez organizatorów i władze miasta przez cały czas, ciągle przez kilka, kilkanaście lat. Jaka praca- nie wiem, nie znam się na tym.
    4. Maraton we Wrocławiu traci popularność i na pewno nie będzie świętem przebiegnięcie się grupki ludzi- wtedy dopiero mieszkańcy będą wrogo nastawieni, że dla np.1000 osób zamyka się miasto na kilka godzin.
    5. Co do maximum czasowe- dla takich dziadków jak ja ( czas. 5h 2 min.)- nie do przyjęcia. Mnie bawi właśnie połykanie kilometrów nie na czas, ale dla przyjemności- nie startuje w biegach, żeby „zrobić” jakiś czas, ale żeby „uczestniczyć”.
    6. Jeśli się więc wprowadzi czasy maksymalne, to uczestników będzie jeszcze mniej ( w tym ja też nie wystartuję) i koło się zamyka, zamiast upowszechnienia- maraton stanie się znów imprezą dla elity, a dlaczego zwykły mieszkaniec ma wspierać tych nielicznych, którzy go ani grzeją ani ziębią. Przeleci się grupa biegaczy i tyle- nie ma to żadnego efektu propagandowego, promującego sport.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Maciej

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *