Raport treningowy #18 (28.01-03.02)

Objętość: 153 km
Treningi biegowe: 8
Trening uzupełniający: 2
Akcenty: 3

Poniedziałek 
18 km po 4:07 + 6 przebieżek

Powszedni chleb biegacza. Trening zaliczony bez ciekawszych przeżyć, jak i przemyśleń. 😉

Wtorek
2 treningi: 17 km po 4:11 + 11 km po 4:35

Wtorek był pierwszym dniem od bardzo dawna, w którym zdecydowałem się na dwa biegi. Od początku obecnych przygotowań do maratonu utrzymywałem względnie niski kilometraż, mieszczący się przeważnie w przedziale 100-120 km. W kulminacyjnym momencie przygotowań, a więc już niebawem chcę aby objętość sięgała ok. 160 km. Osiągnięcie takiego przebiegu jest w zasadzie niemożliwe, jeżeli bazowalibyśmy tylko i wyłącznie na jednej jednostce treningowej dziennie. Siłą rzeczy w najbliższych tygodniach coraz częściej w planie treningowym będą się pojawiały dwa treningi dziennie.

Z wykonaniem dwóch treningów dziennie wiąże się niestety wysoki koszt, jakim jest czasochłonność takiego rozwiązania. Ja staram się w takich sytuacjach łączyć trening z pożytecznym. Bardzo dobrym wyjściem jest np. pokonanie na biegowo drogi do pracy i z powrotem albo wykonanie treningu w ramach codziennej logistyki. W zasadzie każdy powinien przemyśleć własny harmonogram dnia i uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie warto obniżyć czasem komfortu przemieszczania się do i z pracy w zamian za dodatkowy czas, jaki zyskujemy na trening?

Ze swojej strony – polecam.

Środa
22 km w tym 15 km po 3:30 – akcent 1.

Trening, którym pochwaliłem się na Facebooku, a robię to naprawdę rzadko. Zawsze gdy dodaję zdjęcie z treningu na platformę społecznościową mam wrażenie, że to takie infantylne. 🙂 Przecież nie robię nic niezwykłego, po prostu idę pobiegać i stosuję się do zasad treningu sportowego. Tak czy inaczej, dzięki za wszystkie lajki, jakie wpadają na funpage, ponieważ dzięki nim na bloga zaglądają nowe osoby, które z kolei dają znać, że znalazły tu wartościową treść. Uwierzcie, że nic tak nie motywuje do dalszej pracy.

Jeżeli nie masz polubionego funpage 140 Minut na Facebooku, podrzucam link, będę wdzięczny za Twoją atencję. 🙂

Polub mojego Facebooka – kliknij tutaj.

Rozpisałem się, a teraz o samym treningu:

Wykonałem 15 km biegu ciągłego, chociaż nazewnictwo tej jednostki jest odrobinę mylące, ponieważ często utożsamiane jest z jednostajnym tempem biegu. Słusznie, czy nie słusznie – osobna sprawa, której dzisiaj nie będziemy rozstrzygać. Mój bieg ciągły składał się z dwóch etapów. Pierwszy to 8 km biegu w tempie bliższym średniej wartości 3:35. Jest to obecnie intensywność, jaką kalkulatory treningowe podpowiadają mi do startu w maratonie (czyli moje teoretyczne tempo maratońskie, szacowane na bazie aktualnej formy). Z kolei następne 7 km to tempo bliższe średniej wartości 3:25 i w ujęciu całego treningu, to właśnie te 7 km stanowiło prawdziwą wartość jednostki.

Suma dała 15 km w średnim tempie 3:30. Naprawdę porządne bieganie, które zaprocentuje na wiosnę, jestem pewny.

Czwartek
10 km po 4:30

W czwartek postawiłem na regenerację. Pierwotnie sądziłem, że ‚wyklepię’ nawet i 14 km w powolnym tempie, ale ostatecznie mocna jednostka z dnia poprzedniego spowodowała, że nie miałem jakiegoś super flow do kręcenia kilometrów. Wróciłem szybciej do domu, a zaoszczędzony czas przeznaczyłem na lekkie rozciąganie.

Piątek
16 km po 4:15

Wyszedłem na trening bardzo późno i pierwszy raz od dawna miałem okazję pobiegać w promieniach słońca. Z chęcią napisałbym, że było to bardzo miłym przeżyciem, ale niestety ubrałem się zdecydowanie za ciepło, co poskutkowało tym, że trening z przyjemnością nie miał nic wspólnego. Po 16 km byłem odwodniony, jak po długim biegu.

Sobota
20 km w tym 10 km po 3:20 w ramach BIEGU KARNAWAŁOWEGO we Wrocławiu.

Bardzo udany dzień! Po pierwsze z powodu wiosennej pogody, która zawitała do Wrocławia, a po drugie dlatego, że zdecydowałem się na start w Biegu Karnawałowym na dystansie 10 km. Decyzja o starcie zapadła ostatecznie w piątek i podyktowana była w dużej mierze niechęcią do wykonywania samotnie trudnej jednostki na treningu. Sam nie stosuję takiego podejścia zbyt często, ale jest to naprawdę dobre rozwiązanie – udział w zawodach zamiennie do trudnej jednostki treningowej.

Treningo-start zacząłem od zrobienia długiej rozgrzewki. Wybiegałem prawie 5,5 km razem z Pawłem Pelcem, któremu wydłużona rozgrzewka również odpowiadała. Następnie, już w ramach rywalizacji zrobiłem 10 km po 3:21. Przed biegiem myślałem o tempie rzędu 3:25, muszę więc przyznać, że lekko przesadziłem. Biegło się dość dobrze, chociaż wielkiego polotu nie było. W pełnej mobilizacji być może byłem gotowy na wynik na poziomie 32:45-32:55. Osobna sprawa, że trasa nie należała do łatwych. Były fragmenty dużego błota, kostki i kilka ostrych wywijasów. Po biegu dokręciłem 4,5 km do pełnej 20-tki.

Dodam jeszcze, że bieg jest naprawdę fajną imprezą o towarzyskim charakterze. Ścigać się na tej trasie to raczej średni pomysł, ale połączyć bieg i elementem karnawałowego nastroju – super sprawa! Polecam gorąco kolejną edycję.

Niedziela
38,6 km po 4:15

Tak, to nie pomyłka. Niedzielny bieg długi planowałem na 32-34 km. Miał być długi, robota pod maraton i pod Wingsa musi być zrobiona. Zachowałem się jednak jak nieopierzony chłystek. Leżąc w łóżku w sobotę wieczorem stwierdziłem, że wybiorę się na nową trasę, której nie miałem jeszcze dobrze sprawdzonej. Zamiast przygotować się logistycznie do tego treningu, podszedłem do niego, jak lekkoduch i po prostu pobiegłem na pętlę, która WYDAWAŁO MI SIĘ że ma ok. 33 km.

No cóż, z błędnego założenia wyszedłem dopiero po 25 km, gdy ponownie wbiegłem na znajome rewiry miasta od strony Lasu Osobowickiego. Spotkałem jeszcze w trakcie treningu Radka Langnera, więc mogłem pozagłuszać wewnętrzne wyrzuty sumienia, miłą rozmową na tematy wszelakie. Radek pobiegł we własnym kierunku koło mojego 33 km biegu, a ja przez ostatnie 5 km byłem naprawdę niesłychanie zmęczony i w utrzymaniu tempa biegu pomagała mi jedynie myśl, że w domu czeka obiad i ciepła kąpiel.

Uczciwie muszę napisać, że trening tak długi na tym etapie to po prostu głupota. Cała jednostka zajęła mi 2:44, czyli złamałem jedną z fundamentalnych zasad nieprzekraczania 2 godzin i 30 minut czasu wysiłku. Nie chodzi tu o jakieś magiczne zjawiska, które mają miejsce podczas długiego biegu, po prostu wysiłki dłuższe niż wspomniany czas nie są już budujące dla organizmu, one go po prostu degradują.

W sytuacji, takiej jak wspomniana u mnie, najlepszym wyjściem jest zwiększenie nacisku na regenerację. W skrajnych przypadkach, jak przesadzimy, należy opóźnić kolejny akcent w czasie, aby organizm mógł odbudować zapasy glikogenu i dźwignąć się po zafundowanym obciążeniu. Dokładnie taki mam plan na początek przyszłego tygodnia, po tej nieplanowanej eskapadzie.

Podsumowanie

Cały tydzień oceniam bardzo wysoko. Niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest, że poprzedni tydzień był taką trudną przeprawą, a obecny wyszedł tak dobrze? Czasami sam jestem zaskoczony tym jak nasz organizm reaguje na różne bodźce.

Liczę na to, że miniony tydzień będzie początkiem dobrej passy, ponieważ maraton zaczyna zbliżać się wielkimi krokami, a ja mam w planie naprawdę mocny trening.

Do następnego!

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *