Ranking najlepszych butów do biegania

26…

Tyle par butów naliczyłem w mojej szafie w chwili obecnej, a zastrzegam, że do butów nie czuję się jakoś specjalnie przywiązany emocjonalnie i jak tylko któryś mi podpadnie, to robi desant na osiedlowy śmietnik. Pisząc więc o moich aktualnie używanych butach, mam na myśli, te, które jak najbardziej nadają się do biegania. Oznacza to, że statystycznie mam w szafie o 23 pary butów biegowych więcej niż typowy uczestnik biegów ulicznych. Jeszcze bardziej imponujące jest jednak to, że moje buty rozbestwiły się tak bardzo, że zdominowały nawet półkę Asi, co w efekcie doprowadziło do anomalii przyrodniczej, w której to facet ma więcej butów niż kobieta. Dokąd zmierza ten świat?;p

Które buty są najlepsze?

Przez bardzo dużą część mojego życia zawodowego miałem (i mam nadal) styczność z przeróżnymi producentami obuwia biegowego. W okresie studiów pracowałem w sklepie multisportowym, w którym – co nie będzie zaskoczeniem – najbardziej lubiłem sprzedawać sprzęt biegowy, a przede wszystkim buty do biegania. Jeżeli nie w tysiącach, to na pewno w setkach, słyszałem pytanie: Które buty do biegania są najlepsze? Zresztą po dziś dzień, jednym z najczęściej zadawanych pytań od czytelników bloga jest właśnie to, odnoszące się do wyboru odpowiedniego obuwia.

No dobra, to które są najlepsze? Jak pewnie się domyślacie, nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas jest inny i ma swój unikatowy zestaw cech osobniczych, poziom rozwoju, zdolności motorycznych i historię kontuzji. Nie po to jednak wywołałem wątek, żeby rzucać puste slogany w stylu: „Najlepsze buty, to te, które Ci pasują”. Poniżej prezentuję całkowicie subiektywny ranking najlepszych butów do biegania, z jakimi miałem do tej pory styczność.

Uwaga
Nie chcę w tym miejscu rozstrzygać pewnych podziałów obuwia na różne grupy. Zupełnie szczerze, będąc biegaczem mam w nosie, czy producent dedykuje dany but osobom otyłym, pronatorom, suplinatorom, debiutantom, czy biegającym naturalnie itd. Zawsze wybierałem but, w którym czułem się dobrze – po prostu, a najlepsze z tych butów znajdziesz w rankingu:

Ranking 10. najlepszych butów biegowych:

10. Salomon XT Wings

Na 10. miejscu reprezentant biegania po górkach, chociaż równie często wykorzystywałem model XT Wings od Salomona, do biegów krosowych. Przypadek tego buta jest o tyle ciekawy, że trudno wskazać jedną dominująca zaletę. Jest dość ciężki, nie ma typowych bajerów flagowca, wyglądem nie porywa. A jednak – stary dzienniczek treningowy podpowiada mi, że przerobiłem w nim ponad 1500 km! Wybierałem go zawsze, gdy na dworze była kijowa pogoda i nie wiedziałem co założyć na stopy. Za wytrzymałość i odporność na warunki, ląduje w rankingu.

W tej chwili na rynku dostępna jest wersja 3 modelu Wings. Niestety nie znalazłem zdjęcia mojej pary, a but przebywa na urlopie w Szklarskiej :).

9 – Kalenji Kiprun Long

Możecie być zaskoczeni i macie do tego prawo. Pozycja nr 9 to przedstawiciel niskobudżetowej półki, jaką reprezentują produkty Decathlonu. Niskobudżetowej, nie oznacza nisko-jakościowej. Właśnie w tym tkwi siła tego modelu, nie ma na rynku drugiego produktu w tak dobrej relacji: cena – jakość. But kosztuje 250 zł, a wrażenia z jego użytkowania są lepsze, niż u połowy konkurencji w topowych produktach. W Longach przerobiłem grubo ponad 1000 km i nie miałem z nimi żadnych problemów. Jedynym mankamentem tego buta jest nieduża dynamika. Szybkiego treningu w nim nie zrobisz.

8 – Under Armour Charged Bandit

Gdy pierwszy raz dostałem do testów buty Under Armour, niewiele osób kojarzyło jeszcze wtedy tę markę. Obecnie sytuacja jest zgoła inna, coraz częściej można zobaczyć w biegowym światku biegaczy używających obuwia tego producenta. Model Charged ląduje na 8 pozycji ze względu na unikalne połączenie dwóch cech, których nie odnalazłem w żadnym innym modelu na rynku: elastyczności i dynamiki. Przeważnie but jest dynamiczny i bardzo sztywny albo elastyczny i „kapciowaty”. Nie miałem w swoim arsenale buta, w którym czułbym taką wygodę przy tempie 3:20 jak w Chargedach. Niestety przy dystansach 20 km + but traci swój urok. Dynamika została przedłożona przed wysoką amortyzację.

7 – Asics Nimbus 17

Legenda Asicsa, chociaż stojąca nieco w cieniu bardziej znanego modelu Kayano. Zanim napiszę o samym bucie, muszę ze szczerością przyznać, że nie jestem fanem Japońskich butów. Nie mam nic przeciwko nim ze względów użytkowych – spełniają swoją funkcję, jednak ich wygląd i kolorystyka powodowała, że – o zgrozo – dystansowałem się do nich. Pierwszy poważny sprawdzian wzajemnej tolerancji nastąpił, gdy wygrałem voucher na 800 zł na produkty Asicsa. Wybrałem prawie najdroższy wówczas model – Nimbusa. Do tamtego momentu nigdy w żuciu nie miałem na nodze droższego buta i z pewnością nie kupiłbym go za gotówkę. Muszę jednak przyznać, że wrażenie i użytkowość buta była kapitalna. But zupełnie nie nadawał się do szybkiego biegania, zawsze miałem w nim niską kadencję i uczucie „biegu po chmurkach” (pamiętajcie, że moja waga to średnio w sezonie 66 kg). Przez obszerny kilometraż, który często przekraczał 150 km w tygodniu, Nimbus świetnie amortyzujący bieg i chroniący przed urazem, stał się moim ulubionym butem. W jednej parze przebiegłem – uwaga – 2400 km!! But trafił do kosza z powodu cholewki, która wyglądała ser szwajcarski. Gdyby nie cena, byłaby to kandydatura do top 5.

6 – Hoka One One Speedgoat 2

Dla mnie nowinka w szeregach. But kupiony, a w zasadzie wygrany w minionym sezonie. Trafiłem na niego poszukując odpowiedzi na pytanie: W czym biegać po tych cholernych górach, gdy bieg trwa 8 godzin?. Przekonało mnie zestawienie z Biegu Granią Tatr, w którym w pierwszej 10. było 3 zawodników biegnących w Hokach (poprawcie mnie, jeżeli się mylę, była to edycja 2017). Przed pierwszym założeniem na stopę tego nietypowego buta, ekscytowałem się jak małe dziecko. Okazało się, że miałem ku temu słuszne powody. But przypomina coś co nazwałbym biegowym poduszkowcem. Jego absurdalnie gruba pianka powoduje, że wszystkie drobne nierówności na szlaku pozostają przez nas niezauważone – biegnie się niczym po gładkiej trasie! But posiada również świetną stabilizację, jego wysokość nie powoduje żadnych problemów w trakcie biegu. Oceniam go bardzo wysoko. Minus – po jednym sezonie (ok. 600 km po górach) nie wróżę, żeby wytrzymał dłużej niż 1000 km. A szkoda, stracić buta w lesie w połowie biegu na 70 km to spore ryzyko. 😉

5  – Nike Streak 5

But legenda, szczególnie jego 3 odsłona. Niestety, od jakiegoś czasu niedostępna na rynku. Biegacze tak pokochali model 3., że domagali się przywrócenia go do produkcji. Doskonały przykład tego, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ja kontakt z serią Strike rozpoczęłam od modelu 5. i byłem, a w zasadzie jest z niego bardzo zadowolony. Ciekawą rzeczą jest to, że but jest „unisexem” i konstrukcja wersji damskiej od męskiej niczym się nie różniła, a precyzyjnie – but jest wdany w jednej wersji dla obydwu płci. Z pewnością nie jest to model do nabijania kilometrażu, amortyzacji jest w nim niewiele. Ja 5-tkę cenię szczególnie za możliwość wykorzystania we wszystkich jednostkach od interwałów do biegów w tempie maratońskim. Niejednokrotnie startowałem w tym bucie w maratonie, nigdy się nie rozczarowałem. Co do wersji 3 tego modelu – znam biegaczy, którzy mają schowany w szafie właśnie ten model i chroniąc go przed zużyciem, zakładają go tylko na główny maraton w roku (+ 2 jednostki przed samym biegiem). Wariaci :).

4 – Saucony Type A2

Marka pozostająca w cieniu wielkich graczy na europejskim runku. Gdy rodziła się w Ameryce, biegacze podśmiechiwali się, że to buty dla „gospodyń domowych, chodzących na jogging popołudniami”. Modele były kolorowe, w kształcie dość toporne i kompletnie nie kojarzyły się z szybkim bieganiem. Co ciekawe, sprzedaż Saucony rozkręciła się na tyle, że wkrótce później firma zaczęła stawać w szranki razem z gigantami o zainteresowanie klienta. Ja w rankingu wyróżniam but bardzo nietypowy, ponieważ ważący jedynie 158 g. Gdy kurier przyniósł mi paczkę, myślałem, że to jakaś ściema. Więcej ważyło samo opakowanie. Żaden inny but startowy nie sprawdzał się u mnie tak dobrze. Niesamowita dynamika, wąskie szycie i minimalna waga powodowały, że do dystansu półmaratonu nie wahałem się wybierać właśnie tego buta. Minus tego modelu, to zastosowanie w podeszwie dziur, które mają zmniejszyć ciężar, a które przy biegu w deszczu i po kałużach powodują, że mamy w bucie niezłe jezioro od pierwszego kroku. Obecnie na rynku dostępny jest następca modelu Type A2 – Saucony Type A5, a także jeszcze nowszy Type A8. Następców niestety nie było mi dane testować.

3 – Adidas Supernova Boost

Na pudle ląduje niezwykle uniwersalny model buta od Adidasa – Supernova Boost. But, który ma bardzo ciekawą historię. Moja przygoda z tym modelem zaczęła się jeszcze zanim Adidas zaatakował rynek pianką boost, która sporo namieszała wśród innych producentów. Wówczas model znany był pod nazwą Supernova Glide. Mój pierwszy kontakt z butem był bardzo interesujący, po jego ubraniu i próbie przejścia się, odnosiło się wrażenie, jak gdyby wymuszał na nas bieg poprzez ‚wycięcie amortyzacji’ tuż pod palcami. Trudno to nawet jakoś specjalnie opisać, chyba najtrafniejsze jest określenie, że but powodował, uczucie przechylania się do przodu. Do tego poczucie komfortu i dynamiki biegu było w nim na niesamowicie wysokim poziomie. Wkrótce później rynek opanowała pianka boost, która pojawiła się również w modelu Supernova. W tamtym czasie flagowcem Adidasa był model Energy boost, lecz jego cena była dla większości po prostu przytłaczająca. Świetną alternatywą, a moim zdaniem idealnym butem do zapoznania się z pianką boost stał się model Supernova, który oferował 60% pianki boost i 40% zwykłej pianki EVA. But był nie do zajechania. Zrobiłem w nim 2000 km, zmieniłem dla zasady na nowy (ten sam) i ponownie zrobiłem 2000 km. Był moment, gdy w szafie miałem 3 pary tego samego modelu, w tym samym kolorze. Musiałem markerem zaznaczać na piance, który jest który, żeby kontrolować jego zużycie. Gdyby nie fakt, że blog i moja praca daje mi możliwość biegania w wielu butach, z pewnością byłby to 1 z 2 kandydatów do wykorzystania podczas codziennych treningów.

2 – Adidas Adizero Adios Boost 2

Drugie miejsce również przypada reprezentantowi Adidasa, a konkretnie modelowi Adizero Adios Boost 2. W zasadzie użytkując tego buta nie potrafię wskazać jakichkolwiek mankamentów. But został zaprojektowany jako narzędzie do robienia życiówek w maratonie. Początkowo podchodziłem do niego sceptycznie, uważając, że startówka ważąca ponad 200 g, to nie startówka. W końcu kupiłem go za półdarmo w outletcie. Trzymanie podeszwy – genialne, niezależnie od warunków. Biegałem w tym bucie i po górach, i po szutrze i zrobiłem w nim setki kilometrów po asfalcie. Nigdy nie miałem problemów z tym, że było mokro, czy ślisko. Amortyzacja (przy założeniu, że jest to but służący do szybkiego biegania) – bajka. Pamiętam jak po Maratonie Warszawskim, miałem mięśnie w lepszym stanie, niż po niejednym treningu. Początkowo uznałem, że to dzięki mojemu genialnemu przygotowaniu ;), jednak kolejne starty na długim dystansie pokazały mi, że zależność jest ewidentna. But po prostu nie masakrował mięśni tak jak inne modele startowe. W kulminacyjnym momencie (zresztą zdarza mi się to do tej pory), używałem Adiosa do każdego akcentu – biegów ciągłych, podbiegów, biegów w tempie półmaratonu, maratonu i do 400-metrówek na stadionie. Mimo, że but ma już na liczniku ponad 1,5 tys. kilometrów nadal go wykorzystuję. Obecnie na rynku dostępna jest 3 wersja Adiosa. Gdy mój w końcu wyzionie ducha, z pewnością sięgnę właśnie po jego następcę.

1 – Nike Pegasus 

Absolutny zwycięzca rankingu. But nr 1 w moim arsenale. Z jednej strony – najbardziej kultowy, najstarszy i najbardziej dopracowany but Nike, z drugiej strony model, który z każdą kolejną odsłoną potrafi czymś zaskoczyć. W teorii jest to model przeznaczony do codziennego użytku – wykonywania jednostek bazowych. Tak w istocie jest, but radzi sobie świetnie na spokojnych rozbieganiach, ale jednocześnie można wykonać w nim każdy rodzaj treningu – dosłownie! W Pegasusach biegam zarówno biegi 30 km + i jestem z nich bardzo zadowolony, jaki i biegi ciągłe po 3:30 i świetnie odnajduję w nich równowagę między dynamiką, komfortem i amortyzacją, a jak trzeba, to startując w tym bucie, wcale nie straci się dużo na zawodach w stosunku do typowych startówek. Dla przykładu w tym roku pobiegłem w Pegasusie 5 km w 15:39 (na przełajowej trasie!), co jest moim 3 wynikiem w życiu. Uniwersalność – największa potęga Pegasusa.

Specjalnie nie podałem przy modelu numerka wersji, ponieważ obecnie na rynku dostępna jest wersja 35., która nie ustępuje poprzednikom, ale świetne są wszystkie buty z tej serii. Moimi pierwszymi były Pegasusy 28., i tak kolejno kupowałem 29, 30, 31, 32, 33, a obecnie używam zarówno 34, jak i 35. Mam do tego buta ogromne zaufanie. Ze względu na wszechstronne zastosowanie tego modelu, jest on najczęściej rekomendowanym przeze mnie butem treningowym. Zdecydowanie numer 1!

Podsumowanie

Jeżeli dotarłeś do tego miejsca, to gratuluję, masz papiery do uprawiania sportów wytrzymałościowych :). Wpis zrobił się bardzo długi i czasochłonny, planując przygotowanie rankingu, nie spodziewałem się, że zajmie mi to tyle czasu i będę miał po drodze tyle wątpliwości, który but „zasłużył” na wyróżnienie, a który nie. Pamiętaj, że „najlepszy but, to but, który Tobie pasuje” – no dobra miało być bez tego sloganu ;). W takim razie na koniec jedna praktyczna rada: przymierz but zanim go kupisz, a dokonując wyboru zastanów się do jakich treningów chcesz go wykorzystać!

Jeżeli macie swojego faworyta z powyższego rankingu, albo macie jakiś inny model, który jest dla Was absolutnym „must have” – napiszcie, z chęcią wezmę go na warsztat.

Tymczasem powodzenia w wyborze butów, niech niosą Was po nowe życiówki!

20 komentarzy

  1. Do klepania kilometrów ale też do biegów ciągłych Pegasus. Miałem 31, 33 a teraz 35. Chyba wiadomo który będzie następny 🙂 Wcześniej korzystałem z Supernova, ale te sztywne plastikowe paski zawsze mnie wkurzały.
    Nike Streak 5 mam do tej pory w szafie, przebiegłem w nich kilka maratonów, teraz czasem zakładam na treningi szybkościowe albo City Traile.
    Adiosy w wersji 3 zastąpiły mi Streaki. Wg mnie są lepsze na maraton. Po 2 latach mają dziury na palcach więc kilka dni temu kupiłem w ciemno model 4 (to jest najnowsza wersja, a nie tak jak napisałeś, 3). Wczoraj pierwszy trening na tartanie i jestem trochę rozczarowany. Są jakieś takie toporne, jakby cięższe, większe, sztywniejsze. Podeszwa jest taka sama, ale siatka nie jest już tak elastyczna, dziwnie się zginają. Sam nie wiem. Buty za 650zł a wrażenia jak te z lidla za 59. Za miesiąc maraton więc będa miały dobry test 🙂

    1. Dzięki za komentarz!
      Sytuacja z Adiosami pokazuje, że nie zawsze nowszy model, oznacza lepszą jakość. Z drugiej strony, daj im jeszcze szansę 😉

  2. Adidas Glide Boost 7, mam dwie pary obecnie, trzecia się rozpadła po około 2500 km. But nie do zajechania, wygodny i dynamiczny. Mój numer 1, bo w Pegasusach jeszcze niebiegałem.

    1. Jeżeli masz model, który się sprawdza to nie ma potrzeby kombinować. Jak najdzie Cię ochota na testy innych butów, to wówczas polecam pegasusa. 🙂

  3. Super zestawienie, dobra przekrojówka. Ja polecam Adidas Adizero Boston, model bliski do Adios. Kupiłem w drugiej połowie 2018 we wrocławskim outlecie za uwaga… 129zl. Boost i guma continental robią swoje 🙂 Obecnie sam testuje pegasusy 35, pierwsze w mojej kolekcji. Wybrałem je przez ciekawość, bo dużo osób podziela Twoje zdanie. Wstępnie brakuje mi w nich trochę dynamiki, ale dopiero je docieram. Jeśli mowa o dynamice to uwielbiałem moje New Balance Zante, same pchają nogi przed siebie, jednak pianka Fresh Foam po około 600km skapciała i nie dawała już tej frajdy, a mam zbliżona wagę do Twojej. Pozdro!

  4. Cześć, dzięki za sporą dozę ciekawych informacji o butach do biegania. Biegam też w Adiosach, chętnie bym przetestował Nike Pegasus, jeżeli to możliwe to podaj swój rozmiar Adios vs Pegasus, będzie mi łatwiej dobrać rozmiar 🙂

    1. Biegam w kolcach Kalenji. Akurat co do kolców to nie mam dużego doświadczenia. Natomiast w porównaniu ze zwykłym butem, to w biegu po błocie, niebo a ziemia.

  5. Siema. Nie wiem czy mogę, ale dodałbym jeszcze model Brooks adrenaline gts 17…. pamietam jak rok temu przymierzałem w sklepie biegacza w Gliwicach kilka modeli z twojego top 10…. po czym gościu na koniec poprosił o założenie właśnie brooks-ów… masakra. Najwygodniejszy but jaki miałem na nogach. Jakiś czas później zrobiłem w nim w debiucie 12h po asfalcie 100km i nie miałem w nich właśnie żadnego problemu. Pamietam ze z tych wszystkich Marek najmniej wygodnie wspominam topowe modele adidasa…. niemniej artykuł ciekawy. Pozdrawiam

    1. Hej,
      Kwestia wygody danego modelu to w ogóle osobną kategoria rozstrzygania, czy but jest dobry, czy też nie. Chociażby przytoczony w rankingu Nimbus jest dla mnie mega wygodny, jest naprawdę dobrym butem, ale gdybyś zapytał czy wystartowalbym w nim w maratonie, bez wahania powiedziałbym, że nie – jest dla mnie za miękki na wyścig.
      Akurat z Brooksami miałem małe do czynienia. Dzięki za podpowiedź, co do modelu. Przy najbliższej okazji sprawdzę i jego.
      Pzdr.

  6. Oj, w longach od Kalenji zaliczyłem już ponad 2000 km i są praktycznie jak nowe. Może dlatego, że biegam wyłącznie w lesie, a może dlatego, iż są po prostu solidnie wykonane. Pół roku temu kupiłem Pegasus 32, bo myślałam, że „kalenjaki” długo nie pociągną i tak oto „dekatlonki” ciągle na nogach, a Nike w szafie 😁 Do szybszych treningów używam NB m790, ale tam już cholewka po 600km zaczęła żyć własnym życiem. Mam nadzieję, że Nike mnie nie zawiodą, ale jeszcze swoje muszą odczekać 😉

    1. Czołem Maciej,
      Dobrze mieć taki wybór – między dobrym, a bardzo dobrym butem. 🙂
      Żywotność buta to z kolei temat, który powinien wyjść z odpowiedzi na pytanie: co wyznacza trwałość buta? Dobry wygląd, czy jak najmniejsza utrata właściwości buta?
      Tak czy inaczej, i longi i pegasus są dobre pod oboma względami.

  7. Witaj
    Bardzo fajny opis.
    Świetnie się czyta.
    Moją ulubioną marką jest Asics. Zabiegałem już sporo par Nimbusa i Cumulusa, ale zaliczyłem też kilka zdrad tej marki m.in. z Adidasem właśnie i właśnie Adidasa Solar Boost-a kupiłem tydzień temu choć poszedłem kupić Pegasusa :-).
    Po 2 treningach nadal nie jestem przekonany do tego buta i znów tęsknię za Cumulusem :-). Przeczytanie tego rankingu bardzo mnie zachęciło to potestowania czegoś innych modeli i wyciągnięcia z mojej szafy Nike Streak 3 :-)))

  8. Szukając butów do klepania kilometrów i nie tylko oraz posiadających dobrą amortyzację kupiłem Pegesus 34. Twoja opinia na temat tego buta była bardzo zachęcająca i po zrobieniu ok. 100km widzę coraz więcej plusów 🙂

  9. Wow, czytając ranking spodziewałem się na szczycie jakiejś turbostartówki lub co najmniej czegoś w stylu Kinvary, a tu proszę – mój but podstawowy. Mam już trzecią edycję (32, 33 i 35) i biegałem w nich praktycznie wszystko – od szybkich piątek (PB: 18:06) do długich wolnych wybiegań, a nawet przełaje, w tym CT. Jedynie w góry i na oblodzoną nawierzchnię wybieram Adidas Terrex Agravic. Dopiero niedawno postanowiłem „dojrzeć” do półstartówki i większość akcentów biegam w NB Zante Pursuit. Ale z Pegasusów nie zrezygnuję i czekam na kolejną edycję.

  10. Hej. Ciekawy i dobry artykuł!! jako pierwsze markowe buty nabyłem asics nimbus 17. Gość w sklepie mówi „Panie to Mercedes wśród butów”. Wiec kupiłem. poczatkowo dobrze się mi w nich biegało. Nadal je używam choć zrobiły sie juz dziury na palcach. Kupiłem Pagasus 32. Dla mnie super. Po roku też dziury w palcach (ale szewc naprawił bardzo pieknie). Kolejne które kupiłem to Pegasus 34 i też są świetne. POLECAM!
    Co jednak sądzicie o Nike Epic React Flyknite 2? Czy ktoś ma takie i jak sie sprawdzają w porównaniu do Pegasusa czy Ultraboost , Enegry Boost?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *