Podsumowanie roku cz. 2/2 – SPRAWY ŻYCIOWE

Druga część rocznego podsumowania będzie baaardzo osobista. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe, że napiszę tym razem mniej o samym treningu, a więcej o tym wszystkim, co wypełnia moje życie między kolejnymi kilometrami. Chociaż trzymając się odpowiednich priorytetów, powinienem napisać o kilometrach, które wypełniają mniej istotne momenty życia, a nie na odwrót, w końcu bieganie jest dla nas, a nie my dla biegania. 🙂

Dodam jeszcze, że zdecydowałem się na tę część podsumowania, ponieważ nie wiem, czy kiedyś będę miał jeszcze tak emocjonujący rok — rok pełen zmian i wspaniałych chwil.

Sorry dziewczyny!

Jedno w moim życiu jest pewne — nie zostanę najszybciej biegającym kawalerem w kraju, ponieważ kawalerem już nie jestem. Dokładnie od 2 sierpnia chodzę z GPS-em na placu serdecznym prawej ręki. Bieganie i życie rodzinne to u mnie dwa nieodłączne elementy, które mocno się przeplatają. Sam fakt, że oświadczyłem się Asi w Warszawie przy okazji wyjazdu w 2015 roku na Półmaraton Warszawski, jest znamienny. Zresztą trudno, żeby było inaczej. Grzebiąc głęboko w pamięci, przez ostatnie 8 lat biegania przypominam sobie tylko jeden wyjazd na zawody, gdy Asi nie było przy mnie. Zawsze mogę liczyć na jej wsparcie. W sumie od kiedy biegam z obrączką, zaczęły na mnie spływać jakieś nadzwyczajne moce. Albo zawody wygrywam, albo biję rekord życiowy w każdej imprezie, w jakiej wezmę udział. 😉

Fot: Marta Daszczyk, Wpadło mi w oko

BLOG znów urósł!

Ten akapit zacznę od słów: DZIĘKUJEMY! Asia i ja, z całego serca, bo te serce właśnie wkładamy w każdą publikację, która ląduje na blogu. Sam nie wiem, czy więcej godzin spędziłem na bieganiu, czy przed monitorem. Asia łaziła za mną z aparatem przy -10 i przy +30, żeby każdy z wpisów był przyjemny dla oka, co z moją aparycją nie było dla niej łatwym zadaniem ;). Wiele, wiele godzin i energii inwestujemy w to, żeby blog żył pełnią życia i choć bywa ciężko, czerpiemy z tego wielką satysfakcję! Za każdą odsłonę, za każdy komentarz – kłaniamy się w pas!

A teraz konkrety! Jestem przeogromnie szczęśliwy, ponieważ blog w tym roku pobił wszystkie, dotychczasowe rekordy. W sumie nie wiem, czy przez ostatnie 12 miesięcy nie blogowaliśmy lepiej, niż biegałem :). Średnia liczba unikalnych użytkowników w miesiącu, w minionym roku przekroczyła 5 tysięcy osób. Jest to wynik, z którego wspólnie z Asią jesteśmy dumni, ponieważ blog 140 minut jest skierowany do bardzo wymagających odbiorców.

Na naszej stronie nie znajdziecie informacji: „Jak schudnąć w 2 tygodnie„, czy „5 sposobów na poprawę wyników w 10 dni!„. Częściej możecie spotkać się z artykułami o treści w stylu: „Superkompensacja w procesie periodyzacji treningu — BPS„. 😉 Oczywiście trochę żartuję, bo piszę też na luźne tematy, a Asia nie zawsze robi zdjęcia, na których stoję dumny na tle biblioteczki z 5 książkami o treningu sportowym, ale większość treści na blogu jest bardzo specjalistyczna. Jednocześnie jest to największa wartość bloga, gdyż jesteśmy w interakcji z najbardziej zainteresowanymi rozwojem sportowym biegaczami.

Z ciekawostek blogowych – w tym roku 5 wpisów z największą liczbą odczytów to:

  1. Wrocław — miasto, które wstydzi się biegaczy
  2. Ranking najlepszych butów do biegania
  3. Ile zarobiłem na bieganiu?
  4. Interwały — jak należy je biegać?
  5. Superkompensacja — kiedy wykonać trening?

Tekst o naszych wrocławskich kłopotach z organizatorami wrocławskiego maratonu zdobył zdecydowanie pierwsze miejsce, głównie za sprawą efektu „kuli śnieżnej”, jaka przeszła przez internety po tym wpisie. Przyznam, że była to pierwsza publikacja w historii bloga, po której odczułem siłę rażenia bloga i treści, jakie umieszczam na portalu. Byliśmy zdumieni z Asią tym, co dzieje się w statystykach. Ktoś podesłał tekst komuś innemu, ten kolejnemu znajomemu itd. Finalnie dostałem fakturę za obsługę serwera strony 140minut.pl na wyższą kwotę, ponieważ przekroczyliśmy pułap, po którym „utrzymanie strony” kosztuje więcej. Był to jeden z tych rachunków, które płaciłem z uśmiechem na ustach. 🙂
Innym wymiarem nagłośnienia zachowania organizatorów wrocławskiego maratonu było to, że miałem okazję publicznie na forum wymienić poglądy z osobami odpowiedzialnymi w mieście za organizacje biegu.
Liczę na to, że w kolejnym roku będę mógł ogłosić, że najbardziej poczytnym artykułem stał się tekst chwalący organizatora za świetną robotę, jaką wykonał na rzecz sportowego rozwoju miasta.

Z kolejnych pozycji warte zaznaczenia jest zwłaszcza to, że publikacja o tym ile zarobiłem na bieganiu, jest tekstem z końcówki 2018 roku. Mimo tego zajęła 3 miejsce w zestawieniu 2019! Odczytywały ją głównie osoby, wchodzące na bloga przez wyszukiwarkę Googla, które szukały informacji o tym: „Ile zarabia się na bieganiu?”. Widać temat pieniędzy, nawet tych niewielkich, rozgrzewa wszystkich :).

Wygrane Mistrzostwa Polski Blogerów na Półmaratonie Warszawskim 🙂

No to ile pieniędzy zarobiłem w 2019 na bieganiu?

Skoro poruszyłem już ten wątek, postaram się napisać więcej. Oczywiście nie mogę zdradzić Wam wszystkiego, ale nie widzę nic złego w tym, żeby podać przybliżone informacje o tym, skąd biorę pieniądze na życie, realizowanie pasji i rozwój osobisty.

Budżet domowy zasilam z dwóch źródeł. Pierwszym z nich jest praca na etacie jako menadżer sklepu sportowego, konkretnie sklepu Runners Club we Wrocławiu, do którego na marginesie zapraszam wszystkich chętnych na profesjonalne doradztwo w doborze sprzętu biegowego ;). Zarobek na ww. stanowisku można w pewnych widełkach oszacować, co pozostawiam bardziej dociekliwym analitykom. Drugim źródłem dochodu jest moja działalność jako trenera.

2019 rok pod względem wypracowanego dochodu był dla mnie udany i przełomowy zarazem. Doprowadziłem do sytuacji, w której dochód z prowadzenia własnej firmy jest większy na koniec roku, niż dochód wygenerowany na pracy etatowca – i to po bożemu, z pełnym opodatkowaniem, czyli jak u wszystkich przedsiębiorców :). Muszę jednak zastrzec, że pracuję na etacie w wymiarze 4/5, co o 20% ułatwiło mi zrealizowanie tego celu.

Naturalnie, każdy kij ma dwa końce. Jestem pracoholikiem. Piszę to bez cienia wątpliwości. Mój harmonogram dnia wygląda w dużym przybliżeniu w taki sposób, że wstaję przed 6:00, idę na swój trening, następnie spotykam się z biegaczami, później pojawiam się w sklepie, gdzie większość czasu rozmawiam z klientami o sprawach biegowych. Czasem też z szefową o targetach ;). Kończę pracę, wracam do domu – często biegiem, żeby „dobić” do licznika kilka kilometrów. Wieczorem siadam do pracy przy komputerze. Przeglądam dzienniczki podopiecznych, główkuję i szukam optymalnych rozwiązań treningowych. Gdy wieczór jest luźniejszy, piszę bloga. O 22:00 oczy zamykają się same.

Co do nagród finansowych z biegów, zarobiłem łącznie 2100 zł. Zgarnąłem również nagrody rzeczowe, które głównie rozdałem, o równowartości pewnie z 2000 zł. Także bezpośredniego zarobku z przebierania nogami wiele nie było.

„Każda róża ma kolce”. Do kolców takiego funkcjonowania należy to, że jestem permanentnie zmęczony. Nie potrafię się zrelaksować, jeżeli na telefonie świeci się ikonka nieprzeczytanego maila. Obejrzenie filmu, wyjście do kina, przeczytanie książki, romantyczna kolacja to dla mnie rozrywki rzadkie i najwyższego sortu. Wspominam o tym, ponieważ trudno słowami oddać nakład pracy, jaki wiąże się osiąganiem pewnych celów. Sam często chciałbym więcej, dając od siebie mniej, jednak nie ma obszaru życia, w którym taka zasada mogłaby się sprawdzić. Chcę mieć lepsze wyniki – trenuję więcej, muszę poświęcić coś w zamian. Mam ochotę na odpoczynek za miastem – proszę bardzo, ale odbędzie się to kosztem rozwoju innych projektów. Chcę umieścić na blogu więcej publikacji – czemu nie, ale muszę wówczas zostawić sobie wolne w miejscu, gdzie spotykam się z klientami.

I jak tu nie twierdzić, że życie to sztuka wyborów? 🙂

Jak rozwijała się firma „140 minut” w minionym roku?

Zdradziłem już we wcześniejszym akapicie, że dobrze. Prawda jest jednak taka, że bardzo dobrze. Od pierwszego do ostatniego dnia w roku, współpracowałem jednocześnie z maksymalną liczbą osób, jaką postawiłem sobie w październiku 2018 roku za górny limit do jednoczesnej konsultacji trenerskiej.

„Górny limit jednoczesnej konsultacji trenerskiej” to liczba osób, z którymi mogę współpracować w jednym czasie bez obniżenia jakości swoich usług. Takie podejście, jak większość rzeczy w życiu, ma swoje plusy i minusy. Do minusów można zaliczyć to, że nie zarobię więcej niż określony pułap wynikający z prostej matematyki: liczba podopiecznych x stawka miesięcznej współpracy. Z kolei niewątpliwym plusem dla mnie, jako przedsiębiorcy jest to, że czas oczekiwania do rozpoczęcia współpracy ze mną jako trenerem, wyniósł w 2019 roku średnio 6 tygodni.
Dzięki temu mogłem planować swoje obowiązki z 1,5-miesięcznym wyprzedzeniem. Daje to niesamowite poczucie komfortu pracy. Zresztą nie wiem, czy na rynku trenerskim trzeba czekać u kogoś na rozpoczęcie współpracy? Wydaje mi się, że większość trenerów przyjmuje klientów „od ręki”. Nie mówię, że to złe podejście, żeby było jasne. Zwracam po prostu uwagę, że mam wielki przywilej jako trener, pracując z fantastycznymi osobami, które angażują się w trening, i które czerpią z biegania potężne dawki dobrej energii. Mogę z tymi osobami ustalać długofalowe cele i obserwować ich rozwój od pierwszych biegowych kroków do walki o wspaniałe czasy i rezultaty. Jest to szalenie miłe, że jako osoba związana z kulturą fizyczną, a w szczególności z bieganiem, mogę łączyć moją pasję do sportu z prowadzeniem działalności gospodarczej.

W 2020 organizujemy pierwszy Obóz biegowy 140minut.pl

Z rozwojem firmy wiąże się kolejny duży temat, który swój początek ma w 2019 roku, a finał w maju 2020 roku. Nie mogłem go pominąć, ponieważ dużo energii wkładamy z Asią w ten obszar i nie zapeszając, czuję że będzie to naprawdę dobre i niezapomniane przedsięwzięcie!
W kilka dni od ogłoszenia, że organizujemy obóz, sprzedaliśmy 20 z 25 MIEJSC (wow!). Na pół roku przed jego startem. Kurde, no jest nam niezmiernie miło po prostu! 🙂
O obozie możecie dowiedzieć się więcej tutaj: Obóz biegowy w Szklarskiej Porębie.

Zostałem ambasadorem marki Saucony!

Jeszcze kilka lat temu w życiu bym nie pomyślał, że będę kiedykolwiek współpracował w poważnej formie z jakąkolwiek marką sportową. Życie jednak pisze ciekawe historie i od marca 2019 roku współpracuję jako zawodnik z jedną z najlepszych marek na rynku biegowym.

Saucony obdarzyło mnie dużym zaufaniem. Moja dotychczasowa aktywność zebrała przychylną opinię  – blog, polityka startowa, poziom sportowy i Wasze zaangażowanie, jako Czytelników. Efektem tego jest wsparcie sprzętowe, które baaardzo sobie cenię. Cały mój sprzęt biegowy wymieniłem na Sauconego, a wymiana szafy „na nową” u kogoś, kto przez 10 lat gromadził hurtowe ilości butów i odzieży to poważna operacja. W zasadzie, w każdej sytuacji, gdy tylko pojawiały się w trakcie sezonu jakiekolwiek dylematy sprzętowe, czy też zapotrzebowanie na konkretny produkt, zawsze otrzymywałem wsparcie.

Na koniec akapitu zostawię sobie to, co uważam za najlepsze – nie miałem przez ostatnie 10 miesięcy ani jednej sytuacji, w której zawahałbym się zarekomendować sprzęt Sauconego, gdyż zarówno ze sprzętu, jak i współpracy jestem bardzo zadowolony! 😉

Jak rozwijał się Andrzej poza bieganiem?

Zdradziłem, a w zasadzie pochwaliłem się wieloma sukcesami z minionego roku. Tymi zawodowymi jak bardzo dobre wyniki firmy i tymi prywatnymi, jak zmiana stanu cywilnego. Pozostaje do oceny jeszcze jeden aspekt – rozwój osobisty poza bieganiem.

No i tutaj już szału nie ma takiego jak przy wynikach z biegów. 🙂 Jest kilka drobnych rzeczy, które baaardzo mnie cieszą, m.in.: nauczyłem się tańczyć! 🙂 Daleko mi do Egurroli, ale zrobiłem naprawdę spory krok do przodu. Przez całe życie moje pojawienie się na parkiecie oznaczało, że największa łamaga na sali mogła odetchnąć z ulgą, bo Andrzej zaczynał pląsanie! Teraz podobno jest lepiej, a ja zacząłem z tej czynności nawet czerpać przyjemność.

Fot: Marta Daszczyk, Wpadło mi w oko

Innym rozwojowym obszarem jest przeczytanie przeze mnie w minionym roku większej liczby książek, niż zrobiłem to w ostatnich 3 latach. Kiedyś czytałem całkiem sporo, ale późniejszy natłok obowiązków zepchnął czytelnictwo na drugi plan. W 2019 roku postanowiłem to zmienić i plan zakończył się dość dobrym rezultatem. Jakimś cudem z pogranicza fizyki kwantowej i fantastyki, wygospodarowałem czas, który pozwolił mi na przeczytanie 10 książek niezwiązanych w żaden sposób z bieganiem. Brak powiązania literatury z bieganiem był dla mnie warunkiem koniecznym, inaczej książka się nie liczyła! 🙂

2019 rok dał mi również spełnienie w obszarze turystyki górskiej. Pierwszy raz w życiu odwiedziłem góry poza polską ziemią*. Wspólnie z Asią eksplorowaliśmy Dolomity przez dwa tygodnie, co okazało się wymagającą i fantastyczną przygodą! Naturalnie, jak każda podróż, tak i wspomniana, pobudziła wyobraźnię oraz zaostrzyła nasze apetyty na kolejne przygody. Może miło byłoby wrzucić od czasu do czasu jakiś wpis na blog z podróży, co o tym sądzicie? 🙂

*Czasem łazimy po czeskich szlakach, nie wiem, czy się liczy. 😉

Ostatnią rzeczą, o jakiej wspomnę, jest hip-hop. 80% muzyki, jakiej słucham to wykonawcy właśnie tego gatunku. Bardzo lubię słuchać rapsów, a czasami zdarza mi się zapisać do zeszytu kilka linijek złotych myśli. Robię to w 100% hobbystycznie i tylko dla siebie, ale jak już pobiegnę te 140 minut w maratonie, to może zostanę raperem? Kto wie! 😉

Podsumowanie

W podsumowaniu chcę podziękować wszystkim Czytelnikom bloga 140 minut – szczególnie tym, którzy odwiedzają bloga zarówno w chwilach chwały, jak i w gorszych momentach. Dzięki Waszej energii mam siłę do codziennego działania. W 2019 roku poczułem jej szczególnie dużo i życzę sobie i Wam, żeby w 2020 było jej równie dużo, jak nie więcej – wówczas wszystkie nasze plany zostaną zrealizowane z nawiązką!

Hucznej zabawy i lekkiej nogi w 2020 roku!
Życzy redakcja 140minut: Asia i Andrzej (już) Witkowie 😉

Fot: Marta Daszczyk, Wpadło mi w oko

 

10 komentarzy

    1. O w mordeczkę! Rzeczywiście! 😀
      Właśnie dlatego warto prowadzić bloga. Jak człowiek zapomni o czymś, to może liczyć na czytelników! 🙂

      Dzięki i Tobie tam również wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

      P.S Ciało regeneruję pisząc bloga, a umysł podczas biegania – Kalokagatia 😉

  1. Andrzej, jesteś równy gość i mimo że w życiu wymieniłem z Tobą raptem trzy słowa podczas zeszłorocznego Wroactiv i kilkanaście komentarzy na blogu, to i tak czuję jakąś pradawną i mistyczną więź z Twoją osobą ;), a śledzenie Twoich postępów, odświeżanie stron z wynikami live podczas zawodów, czytanie bloga i bycie jakąś tam cząsteczką całego projektu „140minut” dostarcza mi wielu pozytywnych bodźców w tym marazmie dnia codziennego 🙂

    Wszystkiego dobrego Witkowie w Nowym Roku! No i jak najszybszego breaking15, breaking31, breaking68 i oczywiście breaking140, bo stać Cię na każdy z tych rezultatów 🙂

    1. Czołem Michał,
      Jest nam przeogromnie miło czytać takie słowa. Będziemy się starać (pisze w imieniu moim i Asi), żeby kolejne starty przynosiły równie dużo dobrej energii. 🙂

  2. To, że wkładacie dużo pracy w bloga jest bardzo widoczne. Każde zdanie jest przemyślane, fotografie nie są przypadkowe. Pewnie z każdym rokiem widzisz zarówno swój rozwój sportowy jak i ewolucję swojego bloga. Fajnie, że to idzie w parze.
    p.s. moim zdaniem jest jeszcze tylko jedna osoba, która tak szybko biega i fajnie pisze o bieganiu (tylko, że nie pisze regularnie)… Kamil Leśniak, którego poczynania również śledzę. No i w 2019 pobiegaliście trochę razem:)

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku:)

    1. Dzięki Rafał,

      Też lubię czytać teksty Kamila, i też uważam, że powinien pisać regularniej :).

      W 2020 też trochę razem pobiegamy. Może nawet trochę więcej, niż trochę, ale to też zależy od Kamila. 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *