Maraton Malaga Przygotowania – tydzień 7

„Jak to jest, że nieoczekiwanie
Centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem
Przekleństwa cedzę przez zęby, jest na co cedzić
Kiedy jesień mnie nachodzi bez zapowiedzi”

Łona „Kaloryfer”

Kaloryfer zapłonął, niestety. Ogłaszam zatem początek jednej z dwóch pór roku, jakie wyróżniam —  „Pory Gorszej”. Na razie jeszcze się nie panoszy, uchyliła lekko paszczę, obnażając wstrętne zębiska, które zamierza zatopić w moim szczupłym tyłku, tak bardzo podatnym na niską temperaturę. Chwilę jeszcze będzie nas zwodzić, by potem przywalić liściem, a chwilę później mrozem, prosto w twarz! Moja szafa z rzeczami treningowymi, jak co roku, zacznie przypominać klasowy lumpeks. Latem trzymam w niej 3-4 koszulki, 2 pary spodenek i zabłąkaną skarpetkę, która szuka bratniej duszy. W zimę — co najmniej 3 pary kaleson, noszących dumną nazwę termo bielizny, 2 kurtki przeciwdeszczowe, 2 wiatrówki, 3 koszulki z długim rękawem, legginsy a’la Robin Hood w liczbie 4 sztuk, 2 bluzy, długie skarpety – 3 szt., w tym jedna zawsze zabłąkana. Do tego dochodzi czapka z nausznikami, czapka bez nauszników, cienka czapka na akcenty, czapka z wełny merino, rękawiczki, kominiarka, chusta, komin, stuptuty i Bóg jeden wie co jeszcze.
Będę zakładał cały ten majdan na siebie, stając się chodzącym przykładem ‚Onion Stajl’, a gdy tylko postawię nogę poza budynkiem, przypomni mi się, że miałem założyć pas hr na trening. Pamiętajmy jednak, że zawsze może być gorzej i nie narzekajmy. Dowiedziałem się, że sznurówki mają podsłuch, który działa tylko w zimę i jak tylko ktoś zdesperowany wykrzyknie: „I co jeszcze?!” – te w mig rozwiązują się umazane w zamarzającej brei śnieżnej. Zima jest super… gdy się kończy!

Ostatnie 7 dni w liczbach:

Treningi biegowe: 8
Akcenty: 2

Łączny kilometraż: 138
Trening siłowy: 2

Kluczowe jednostki:

Środa – Kros 14 km
Podobnie, jak przed tygodniem i dwoma — zaliczyłem bieg na Górce Śmieciowej. Średnie tempo z tego treningu wyszło minimalnie gorsze, niż przed tygodniem i oscylowało koło 4:03. Jestem nieprzeciętnie ciekaw, co wyjdzie z biegania tych krosów. Dla ścisłości — wiem, że cross dobrze bodźcuje organizm na wielu płaszczyznach, ale w obecnych przygotowaniach ma on naprawdę górski charakter.

Piątek – Interwał 7 x 1,2 km P. 2′
Ten trening uważam za baaardzo ciekawy. Robiłem go w Szklarskiej Porębie, warunki atmosferyczne były dobre — bezchmurne niebo, lekki wietrzyk. Rozgrzewałem się do części głównej treningu dość długo, co z kolei jest charakterystyczne przy lekko ujemnym bilansie energetycznym, na którym jestem. W końcu zabrałem się do roboty i zaliczyłem kolejne odcinki w czasach: 3:42, 3:43, 3:44, 3:45, 3:43, 3:44, 3:45.

Jest to tempo ok. 3:07 na km. Łączny dystans przebiegnięty „na mocno” to 8,4 km w teoretycznym tempie wyścigu na 5 km. Z prostej matematyki — pokonałem na treningu ok. 1,7-krotność dystansu startowego określonym tempem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem taki trening jakościowo na liczniku.

Z drugiej strony, nie było opcji, żebym mógł zrobić ten trening choćby o 2 sekundy w szybciej. Mogłem wytrzymać w cierpieniu dłużej niż normalnie, ale nie mogłem cierpieć bardziej. Sądzę, że ma to związek z treningiem siłowym, który prowadzę, ale tego wątku nie będę dalej rozwijał. Muszę po prostu opisać, jak obecnie trenuję siłowo.

Z pozostałych wieści treningowych:
Wykonałem bardzo miły trening w Pradze, w trakcie weekendowego wyjazdu. W Pradze miałem już okazję być wcześniej, ale pierwszy raz więcej po niej pobiegałem. Trzymałem się raczej bocznych dróg i fragmentów zieleni miejskiej i tą zielenią właśnie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Zaliczyłem 28 km, z czego prawie 10 km zrobiłem w tak krosowym terenie, że nie powstydziłby się takiej trasy żaden bieg przełajowy.

Na koniec przyszłego tygodnia planuję zrobić test kontrolny na 5 km. Wybiorę się prawdopodobnie w sobotę na wrocławskiego Parkruna. Mam tam drugi wynik w historii – 15:45 z 2016 roku. Rekordzistą z czasem 15:41 jest sąsiad z klatki obok – Jacek Sobas. Będę próbował atakować ten czas, choć zadanie nie będzie należeć do łatwych. Tempo 3:08 po wrocławskim wale, to mocne bieganie. Trzymajcie kciuki!

4 komentarze

  1. Hej ŁukaszK,

    Rzeczywiście! Ciekawa sprawa :).
    Z drugiej strony, coś musiało być na rzeczy, ponieważ po treningu Strava wybiła mi z 10 segmentów. Czyli ultrasi tam biegają! 🙂

  2. Pacz Pan, a dla mnie zima lepsza zdecydowanie. Przyjemny chłodek, tętno nie wariuje, nie trzeba targać ze sobą cysterny z piciem. Zdaje mi się, że jak Tobie zimno, to masz jeszcze rezerwy w tempie 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *