Maraton Malaga Przygotowania – tydzień 6

 

To był dobry tydzień. Treningowo, ale nie tylko. W minioną sobotę miałem okazję zupełnie nieprzypadkowo znaleźć się wśród 50 tysięcy szczęśliwców, którzy na własne uszy doświadczyli koncertu Dawida Podsiadło i Taco Hemingwaya na PGE Stadionie Narodowym. Lubię obu panów i często ich twórczość wpływa również na to, w jakiej formie i nastroju publikuję wpisy na blogu. Taki wpływ nazywa się podobno inspiracją i jest to świetne uczucie. Każdy z nas ma coś takiego, co nakręca go do działania. Sprawia, że po prostu chce się iść do przodu. Sam mam tysiące inspiracji napędzanych fantazją, które dają mi kopa, jak Kopi Luwak. Biegam niekiedy i wyobrażam sobie, samego siebie w miejscach i sytuacjach, które raczej mi nie grożą, np. podczas gali wręczenia Nagród Nobla, gdy wyjaśniam zgromadzonym problemy z listy Hilberta lub gdy odbieram nagrodę Pulitzera za serię artykułów o treningu Kenijskich biegaczy. Bywa, że widzę, siebie w sztabie Elona Muska, gdy podpowiadam mu jak zoptymalizować budowę Hyperloopa. Kiedy indziej, jestem światowej klasy pomocnikiem, dogrywającym piłkę do Roberta Lewandowskiego piętką, tak że ten wychodzi na pozycję sam na sam z niemieckim bramkarzem. Najczęściej jednak myślę o dużo bardziej prestiżowym osiągnięciu — o tym, jak będzie wyglądał mój finisz podczas łamania 2:20. Można pomyśleć, że to dziecinne, ale im dłużej biegam, tym bardziej jestem przekonany, że do obecnego poziomu w maratonie dotarłem dzięki fantazji. Nie mogę o tym zapomnieć.

Ostatnie 7 dni w liczbach:

Treningi biegowe: 8
Akcenty: 2

Łączny kilometraż: 130
Trening siłowy: 2

Kluczowe jednostki:

Środa – 12 km mocnego crossu na Górce Śmieciowej, czyli najwyższym wzniesieniu ‚po tej stronie Widawy’. Po drugiej stronie, w zasadzie też, ponieważ Wrocław jest płaski jak stół.

Tempo biegu wyniosło średnio 4:03-4:05. Wydawać by się mogło, że to nic specjalnego skoro rozbiegania biegam w tempie ok. 4:20, ale trawiaste ścieżki i 3 strome podbiegi, jakie zaliczam na pętli o długości 1,7 km, odciskają swoje piętno nawet bardzo drastycznie.

Ostatecznie kolejne odcinki pokonałem w międzyczasach: 6:57, 6:57, 6:47, 6:44, 6:44, 6:47, 6:45.

Z psychicznego punktu widzenia, bieganie crossów jest naprawdę trudne. Wysiłek ma charakter siłowo-wydolnościowy. Statystyki z takiej jednostki nie są zbyt spektakularne, a dodatkowo w głowie zasiane jest ziarno niepewności, co w zasadzie takie tempo oznacza dla przyszłej formy. Staram się jednak zachowywać spokój. Jeszcze kilka tygodni i zagadka się rozwiąże.

Piątek – 8 x 1 km po 3:11 

Po tym treningu mam kilka zastrzeżeń do samego siebie. Zaczęło się od tego, że musiałem awaryjnie przenosić trening ze Stadionu Olimpijskiego na Witelon Stadium Arena. Postanowiłem nadać temu drugiemu obiektowi angielskobrzmiącą nazwę, ponieważ nie ma na nim nic prestiżowego. Nawierzchnia jest żużlowa, okrążenie wynosi 333 m i 33 cm a krawężnik od wewnętrznej atakuje trawa o nieregularnych kępach.

O bieganiu w okolicy tempa 3:00 nie było mowy — no, chyba że przez moment. Miałem do wyboru kilka opcji, w związku z tym, że tempo 3:00-3:05 było tego dnia dla mnie nieosiągalne na żużlu:

  • Rzeźbić na siłę trening w tempie i paść w chaszczach po 4 powtórzeniach
  • Zmniejszyć tempo i skrócić czas przerwy
  • Zmniejszyć tempo i wydłużyć odcinki
  • Zmniejszyć tempo i zwiększyć liczbę powtórzeń

Wahałem się tak długo, że byłem bliski w pewnym momencie całkowitej rezygnacji z treningu. Ostatecznie postawiłem na dołożenie jednego powtórzenia względem poprzedniego tygodnia. Podsumowując jednak tydzień, uważam, że lepszym wyjściem było wydłużenie odcinków do 1,2 km. Miałbym wówczas więcej efektywnej pracy w końcówce odcinków, niż zyskałem jej dodatkowym powtórzeniem.

Przebieg tętna, tempa i mocy z treningu interwałowego

Można powiedzieć, że to kosmetologia i taki różnice są nieistotne, ale można też powiedzieć, że to kosmologia i nic w treningu nie dzieje się przypadkowo. Pozostawiam tę kwestię do samodzielnej oceny, ja jednak lubię, gdy liczby składają się w logiczną całość.

Ocena tygodnia: 4+

Zabrakło jedynie mistrzowskiego szlifu na interwałach, reszta wykonana zgodnie z planem. Od kolejnego tygodnia w programie lądują 30-tki. Już nie mogę się doczekać (żart).


Od lewej: Mariusz szwagier, Zygmunt, Asia i JA 😉

4 komentarze

  1. Też tak mam. To chyba jakaś kwestia hormonów wydzielanych w czasie biegów. Ja w mojej głowie w czasie biegania goszczę w domu wszystkie sławy tego świata i prowadzę z nimi debaty. Generalnie biegania uczy bycia samym ze sobą. Oby tylko nie pójść zbyt daleko 🙂 Trochę taki aspekt sporty indywidualne versus zespołowe. Dlatego jestem w klubie żeby chociaż piątkę po bieganiu przybić. Życzę wytrwałości mi zostało już tylko 3 tygodnie do startu . To był cholernie długi sezon.
    BTW
    Wolisz Taco z Trójkąta czy Z Pocztówki ?

    1. Hej Finch,

      Dzięki za komentarz. Bieganie z pewnością pozwala poznać samego siebie lepiej 🙂

      Bliżej mi do Trójkąta. Pocztówka to już inny Taco, też dobry, ale jednak inny. Przyznam jednak, że wbrew powszechnej opinii, uważam że jego najlepsza płyta to Marmur, słuchana jesiennym wieczorem.

      Poznań? Powodzenia!!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *