Który polski maraton wybrać na wiosnę?

Który polski maraton wybrać na wiosnę?

Nie lubię – nie lubię, jak cholera tekstów poradnikowych. Jest tego tak dużo i na tak wiele biegowych tematów, że niedługo zaczniemy sobie wzajemnie doradzać, jak należy przekładać jedna nogę przed drugą, żeby móc się przemieszczać do przodu. Chociaż, czy już tego nie robimy? Na przykład dzisiaj, kierowca komunikacji miejskiej, który najpierw zlitował się nade mną i poczekał 10 sekund, gdy biegłem spóźniony w stronę autobusu, po moim wejściu do środka dodał: „Ze śródstopia, ze śródstopia trzeba biegać kolego”. Z natury jestem gadułą, ale ów kierowca tak mnie zszokował, że zamiast rozpocząć licytację pod tytułem: „Kto się zna lepiej na bieganiu”, po prostu usiadłem i ze skruchą zastanawiałem się, co jest nie tak z moją techniką, że kierowca wrocławskiego MPK prawi mi morały?

Nie o tym jednak chciałem napisać. Chciałem poruszyć kwestie związane z wiosennym maratonem w naszym kraju.  Zaznaczę jednocześnie, że poniższy ranking jest w pełni osobisty. Opiera się w zdecydowanej większości na doświadczeniu moim  i znajomych biegaczy, którzy mieli okazję uczestniczyć w poniższych imprezach.

Oto zestawienie maratonów od tych, w których udział wziąłbym najmniej chętnie do tych najatrakcyjniejszych:

5. Maraton Dębno

Miłośnicy Korony Maratonów, tradycji i sentymentalnie związani z Dębnem mogą wziąć do ręki koktajle Mołotowa i wycelować w moją stronę. Maraton Dębno jest dla mnie najsłabszym wyborem z wiosennych biegów na królewskim dystansie w naszym kraju. Od razu przyznaję, że sam w Dębnie nie byłem, ale nigdy jeszcze nie odbyłem rozmowy, w której ten bieg był zachwalany. Piszę naturalnie o ostatnich 10 latach, bo historia biegu jest piękną, ale to inna para kaloszy.

Minusy:
– Trasa na czterech pętlach, de facto dwóch dużych, żeby być uczciwym (może komuś to odpowiada, mi nie).
– Biegniemy raptem kilka chwil wśród kibiców, a później pola i lasy. Jest to niestety równoznaczne ze zderzeniem się ze sporym wiatrem, o którym krążą legendy wśród maratończyków ;).
– Maraton nie należy do zbyt dużych. W zeszłym roku zajął 7. miejsce pod względem wielkości, zaledwie 2179 finiszerów. Mniejsza liczba zawodników, to zawsze mniejsze prawdopodobieństwo znalezienia grupy na podobny wynik do naszego.
– Start odbywa się o 11:00 – jest to swego rodzaju wyjątek na polskim podwórku maratonów, bo start głównych biegów przypada zazwyczaj na godzinę 9:00. W 80% edycji nie sądzę, żeby miało to znaczenie, ale co parę lat, trafi się na złość biegaczom piękne kwietniowe słoneczko i podobnie jak w ubiegłym roku żniwa wśród uczestników będą spore.
– System nagród przyciąga cały tabun biegaczy za wschodniej granicy. Wspomnę tylko, że pierwszy Polak w zeszłym roku – Pan Paweł Związek – zajął 10 miejsce. Traktuję to, jako minus, nie dlatego że nie mam szans zarobić (chociaż zarobić też byłoby miło :)), ale dlatego, że walcząc o rekord życiowy, warto mieć dodatkowy motywator wspomagający, np. walka o wysokie miejsce. Jak kogoś motywuje 1000 zł bardziej niż walka o pudło na maratonie, to może śmiało przepisać ten punkt do plusów.

Plusy:
+ Maraton Dębno otwiera wiosenny kalendarz biegów na 42,2 kilometra. Masz wtopę, masz szansę zrobić poprawkę w późniejszych tygodniach (swoją drogą, udaje się to rzadko, ale powiedzmy, że jest jakieś koło ratunkowe).
+ Tradycja i historia polskiego maratonu zobowiązuje, żeby choć raz w Dębnie pobiec. To najstarszy polski maraton, a opowieści o walce o medale Mistrzostw Polski są w świecie biegaczy równie kultowe, jak trampki converse wśród młodzieży. Ja zostawiam sobie tę przyjemność na biegową emeryturę.
+ Podczas biegu rozgrywane są Mistrzostwa Polski kobiet w maratonie. Nie podejmę tematu ich prestiżu (podobnie jak męskich MP), ale najzwyczajniej w świecie, człowiek czuje większą mobilizację, gdy ma świadomość, że bierze udział w wydarzeniu wyłaniającym najlepszych polskich biegaczy.

4. Łódź Maraton

Łódź jest szczególnie bliska mojemu sercu, bo właśnie w tym mieście łamałem z powodzeniem barierę 2:30 w maratonie. Patrząc jednak obiektywnie, nie jest to idealne miejsce na bicie życiówki. Choć różnica między 4, a 3 miejscem w rankingu jest naprawdę minimalna.

Minusy:
– Niska frekwencja. Efekt pokrycia się w ostatnim roku z Orlen Maratonem, a co za tym idzie trudność w znalezieniu grupy na podobny wynik.
– Niski poziom sportowy. W 2016 mieliśmy dodatkowo MP kobiet w maratonie. Niestety te wróciły do Dębna, o czym już wspominałem. Efekt jest taki, że pierwsza piątka (tyle jest nagród pieniężnych) bieganie swój bieg, a później nic się nie dzieje przez blisko 15 minut i wpadają dopiero kolejni zawodnicy. Właśnie ta luka czasowa jest obiektem moich zainteresowań.
– Trasa w pierwszej części poprowadzona jest po centrum. W drugiej połowie wbiegamy na długie proste, które na tym etapie biegu uświadamiają nam, że Łódź do płaskich miast nie należy. Serio, ja byłem bardzo zaskoczony!

Plusy:
+ Trasa prosta, bez zbędnych wywijasów, w większości osłonięta przed wiatrem.
+ Naprawdę solidna organizacja. W tym samym momencie co maraton, startuje bieg na 10 km. Ani przed startem, ani po biegu nie miałem nawet minimalnych problemów logistycznych, a na przykład na Orlenie miałem spore.
+ Lokalizacja – co by nie mówić, Łódź jest najbardziej „sprawiedliwym” miejscem do spotkania się przy okazji maratonu. Niemal każdy mieszka w „rozsądnym zasięgu” od Łodzi.

Łódź Maraton 2016 – zdj. Mieszko Wiktorski

3. Cracovia Maraton

Ostatecznie na podium wylądował Kraków. Przy okazji temu miastu należą się wielkie brawa, bo impreza nabrała sporego rozmachu i ku mojemu zaskoczeniu w ubiegłym roku, pod względem frekwencji, zajęła drugie miejsce w kraju – 5615 finiszerów.

Minusy:
– Kręta trasa ze sporymi fragmentami prowadzącymi po Bulwarach Wiślanych. Może majestatycznie, ale zdecydowanie lepsze na bicie życiówek jest przemykanie głównymi ulicami miasta.
– Dwie pętle. Wspominałem już o tym przy Dębnie – dla mnie duży minus. Swoją drogą, ciekawe czy takie rozwiązanie zostanie zastosowane w tym roku. Najlepsi dobiegają do mety w ok. 2:10, a limit biegu to 6 h. Teoretycznie ok. 3 h na połówce. Przy blisko 6 tys. uczestników może być kłopot (chyba, że ktoś wie więcej i wyprowadzi mnie z błędu).
– Termin 22.04.2017 pokrywa się z Orlenem – a szkoda, bo na Orlenie można pobiec bardzo szybką i mocną dychę, a tak mamy konflikt interesów.

Plusy:
+ Lepszego połączenia turystyki i biegania chyba w naszym kraju nie ma. Zarówno dla biegnących, jak i dla bliskich. Spokojnie można zagospodarować czas przed i po zawodach.
+ Wysoka frekwencja – analogicznie do niskiej frekwencji – zwiększamy swoje szanse na bieg w grupie atakującej podobny czas do naszego.
+ Najpóźniejszy termin z wiosennych maratonów. To istotne dla osób, które biegają na konkretnych tempach. Gdy zaczynasz kręcić się ok. 3 h w maratonie, to musisz mieć wybiegane kilometry na prędkości startowej. Łatwiej jest to zrobić w marcu i kwietniu (2 miesiące przed startem), niż w lutym i marcu, gdy na dworze mamy lodowisko i zaspy.

2. Gdańsk Maraton

Zdradzę od razu, że wiosną 2018 roku wystartuję właśnie nad polskim morzem. Chociaż wiem, że nie jest idealnym wyborem, to suma plusów przekonała mnie do takiej decyzji.

Minusy:
– Bedzie wichura, tzn. oby nie było, ale przeważnie nad polskim morzem w kwietniu jest wietrznie i tyle. A jak wiadomo wiatr nie pomaga biegaczom.
– Dopiero 4. edycja. Co prawda, nie ma jasnej relacji między numerkiem edycji a jakością organizacji i opinie uczestników maratonu w Gdańsku są bardzo zachęcające, ale zawsze tam, gdzie impreza jest na etapie rozrostu, tam mogą pojawić się problemy organizacyjne. Trzymam kciuki, żeby obyło się bez najmniejszych kłopotów.

Plusy:
+ Trasa prosta i płaska jak stół. Poza jednym podbiegiem, nie ma o czym pisać – i świetnie!
+ Organizator nie kusi wielkimi pieniędzmi, a więc rywalizacja ma wymiar typowo amatorski. Dla mnie świetna wiadomość. Nie ścigam się dla kasy – i ile bym się nie zarzekał, to jednak serducho bije mi mocniej, gdy walczę o pudło na zawodach. W Gdańsku z czasem poniżej 2:30 można zająć dobre miejsce.
+ Ilość ścigantów w przedziale do 3 godzin jest bardzo duża. Ostatnia osoba, która łamała 3 godziny została sklasyfikowana na 95 miejscu. Dla porównania 2,5 razy większym frekwencyjnie Krakowie, 3 godziny złamało 140 osób.
+ Frekwencja wzrasta bardzo dynamicznie. Wygląda na to, że w 2018 zostaną złamane 3 tys. finiszerów.

Orlen Maraton 2017

1. Orlen Maraton

Uczciwym trzeba być. Odkładam zatem swoje prywatne animozje z Orlenem na bok i przyznaję, że nie ma drugiego tak dobrego biegu w kraju na życiówkę w maratonie.

Minusy:
– Nie dostrzegam :). Na siłę mogę napisać, że wiało bardzo w ubiegłym roku, ale nie sądzę żeby mocniej niż w Gdańsku, czy Dębnie.

Plusy:
+ W Warszawie jak mało, gdzie można poczuć „biegowego ducha”. Denerwuje mnie, jak ktoś przywłaszcza sobie prawo do „Narodowego Święta Biegania”, ale faktycznie wielkość całej imprezy (biegi towarzyszące, dodatkowe atrakcje, obecność biegowej śmietanki), powoduje, że chce się tam wrócić.
+ Poziom sportowy. Podawałem, które miejsce zajmował w zeszłym roku łamacz trójki w Gdańsku i Krakowie, to podam dla porównania i w Warszawie – 262. Może to jeszcze nie „japońskie statystyki”, ale jest nieźle.
+ Trasa płaska, jak stół.
+ Rozgrywane są jednocześnie Mistrzostwa Polski Mężczyzn – na tym zakończę ten wątek. 🙂
+ Medialnie impreza nakręcona do granic przyzwoitości.
+ Duże expo (duże jak na Polskie standardy), gdzie można kupić cuda na kiju i przebadać stopę urządzeniem za kilkanaście tys.
+ No i jak na stolicę przystało, frekwencja mimo że zaliczyła lekki zjazd, to nadal trzyma się nieźle. W ubiegłym roku na mecie zameldowały się 5522 osoby.

Reasumując, jako najlepsze miejsce do ataku na rekord życiowy uważam Orlen Maraton. Gdańsk stawiam na mocny drugim miejscu. Dalej blisko siebie Kraków i Łódź. Najmniej, rozsądnie do ataku na rekord prezentuje się Dębno. Trzymam jednak kciuki za wszystkich tam startujących na wiosnę 2018, żeby utarli mi nosa i potwierdzili, to co jest prawdą najprawdziwszą: nie ważne gdzie startujesz, tylko jak dobrze się przygotowałeś.

Udanego maratonu wiosną 2018!

 

11 Replies to “Który polski maraton wybrać na wiosnę?”

  1. Nie zgadzam sie co do Dębna w tym roku 2:50. a Poznan 2016r. 3:01 Trasa plaska jak stół 3 petle 1 mala i 2 duże i wcale mocno nie wialo, nie bieglem Orlenu ale tersz pobiegne i bede mial porownanie.

        1. No to szacun za wynik. Jesteś dowodem na wniosek końcowy tekstu, że liczy się ostatecznie przygotowanie, a nie miejsce startu.
          Przy okazji trzymam kciuki za wynik w Warszawie!
          Pozdrawiam.

  2. Hej

    Miałem przyjemność startować w Orlenie w 2014 roku – i aż tak się nie zachwyciłem. Trasa rzeczywiście płaska, choć ten podbieg (chyba na Sanguszki) wchodzi w giry już na początku.

    Anyway, najbardziej zniechęcające jest dla mnie właśnie rozmuchiwanie tego hasła. Na pewno dla Warszawiaków nie jest to święto i w żadnym innym mieście nie odczułem tak mocno, że ten maraton to znowu i że przeszkadza. Może jestem rozpieszczony corocznym maratonem w Poznaniu, który atmosferą bije wszystkie na głowę:)

    A propos wiatru, na orlenie naprawdę wiało, w porównaniu do Gdańska, gdzie warunki panowały idealne.

    1. W Warszawie dochodzi jeszcze problem liczby imprez biegowych w roku. W Gdańsku, Poznaniu, czy we Wrocławiu, mówimy o 2-3 imprezach rocznie, które i tak nie blokują miasta w stopniu, w jakim ma to miejsce w stolicy. Oczywiście jestem po stronie biegaczy, ale „nie biegacze” mogą mieć momentami dość. 🙂

  3. Biegnąc w Krk 3:10 mogłem zobaczyć na trasie czołówkę (na agrafce za stadionem) i to było bardzo fajne mijać się z nimi. Czy im przeszkadzali na trasie biegnący na wynik 6h nie wiem ale tak sobie policzyłem, że przegonili wszystkich z czasem powyżej 4:30 co dało jakieś 1200 biegaczy – sporo

    1. Tak, to bardzo miły element związany z agrafką. W dodatku działa w dwie strony, Ci z przodu też dostają wiatru w plecy widząc pozostałych biegaczy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *