Co oznacza 1:59:40 w maratonie?

Fot.: https://www.dailymail.co.uk/sport/sportsnews/article-7565517/Fans-hail-Eliud-Kipchoge-social-media-shatters-two-hour-marathon-barrier-Vienna.html

Mamy sobotę – 12 października 2019 roku. W tym właśnie dniu miejsce miały dwa ważne wydarzenia. Jedno udane, drugie niestety nie. Zacznę od tego nieudanego, żeby móc zakończyć wpis pozytywnym akcentem.

5 km breaking 15:40

Pobiegłem dzisiaj kontrolnie na 5 km w ramach wrocławskiego Parkruna. Chciałem powalczyć o wynik na poziomie 15:40, skończyło się niestety wynikiem 15:57. Co prawda oddałem jakieś 7 sekund na nawrotce, ponieważ pobiegłem nie do tego słupka, co trzeba, ale nie zmienia to faktu, że rekord trasy pozostał w rękach sąsiada — Jacka Sobasa. Jacek równo 6 lat temu (to przypadek, że akurat miałem chrapkę na nowy rekord w 6. rocznicę jego wyniku), nabiegał czas 15:40. Ja na tej trasie biegałem już kiedyś 15:44. Do maratonu zostały mi 2 miesiące i wynik trochę mnie zaniepokoił. Z jednej strony wiem, że jestem w pełnym treningu, licznik tygodniowego kilometrażu zatrzymam na liczbie 150, z drugiej, nadszedł moment, w którym noga powinna już zakręcić się nieco mocniej. Staram się nie panikować. Kolejny test będzie miał miejsce na City Trailu 2 listopada. Jeżeli wówczas nie pobiegnę koło PB, czyli wyniku 15:30, zacznę zastanawiać się, gdzie może leżeć przyczyna takiego stanu rzeczy. Tymczasem dalej będę realizował nakreślony przed jesienią plan.

INEOS 159

W tym samym czasie, kiedy ja walczyłem dzielnie w biegu po wrocławskich wałach, Eliud Kipchoge, biorący udział w ciut bardziej prestiżowym projekcie, podejmował się w Wiedniu złamania bariery 2 godzin w maratonie. No i na całe szczęście — zrobił to. Jego próba zakończyła się wynikiem 1:59:40.

Co wynik 1:59:40 oznacza dla światowego maratonu?

Napisałem „całe szczęście”, ponieważ wreszcie będziemy mogli zamknąć dyskusję, czy jest to możliwe. Prawdę powiedziawszy, wśród biegowych ekspertów od pewnego czasu krążyło częściej pytanie — czy zrobi to tym razem, czy następnym? Blisko dwa i pół roku temu, próba bicia rekordu zakończyła się czasem 2:00:25. W momencie, kiedy Mistrz Olimpijski z Rio podejmował się pierwszy raz złamania 2 godzin w maratonie, oficjalny rekord świata wynosił 2:02:57 i należał do Denisa Kimetto. Mieliśmy zatem śmiały projekt, w którego celem było „przepchnięcie” ludzkich możliwości o 3 minuty.

Obecnie rekord świata w maratonie wynosi 2:01:39 i należy – a jakże – do Kipchoge. Zawodnik przed poranną próbą był bogatszy o 2 lata biegowego doświadczenia i miał w pamięci ostatnią próbę, gdy do realizacji planu zabrakło niecałe pół minuty. Gdyby tego wszystkiego było mało, firma NIKE postarała się o to, żeby od strony sprzętowej misja była zabezpieczona jak najlepiej. Pomijam poszerzenie grona pacemakerów towarzyszących Eliudowi w próbie bicia rekordu oraz fakt, że całe wydarzenie przeniesione zostało do miasta, tak żeby biegaczowi towarzyszył nieustanny doping kibiców.

Czy próba łamania 2 godzin mogła zakończyć się niepowodzeniem? Oczywiście, jednak szanse na niepowodzenie projektu były znacznie mniejsze, niż na jego zakończenie się sukcesem. Nie jest moim celem odbieranie chwały, która bez wątpienia należy się najwybitniejszemu maratończykowi świata, ale chciałbym zachować racjonalizm. Dzisiejszy wynik jest wielkim osiągnięciem, ale nie jest to wydarzenie, które wywraca świat maratonu do góry nogami.

Był Bannister, jest Kipchoge.

Podobna gorączka na punkcie łamania bariery czasowej miała miejsce w latach 50-tych XX w. Wówczas wynikiem nie do przejścia wydawał się czas poniżej 4 minut na dystansie 1 mili. Wyścig — dosłownie i w przenośni — trwał na świecie w najlepsze. Wielu zawodników rozbijało się na progu 4:00, aż do 1954 roku, gdy Roger Bannister pokonał dystans 1609 m w czasie 3:59.4. Coś, co wydawało się niemożliwe, już rok po tym osiągnięciu stało się osiągnięciem kilkunasty zawodników. Pękła zarówno bariera czasowa, jak i mentalna.

Odnoszę się do tamtych czasów, ponieważ uważam, że największym plusem ze złamania 2 godzin w maratonie jest fakt, że w tym momencie transfer tego wyniku na warunki zgodne ze standardem IAAF (Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej), stanie się dużo łatwiejszy. Świat uwierzy, że ludzie mogą to robić, że da się złamać czas 2 godzin w warunkach naturalnej rywalizacji biegaczy. Świadczy o tym m in. tempo progresji rekordu świata w maratonie. Choć trudno w to uwierzyć, to maraton mimo długiej historii, dopiero od niedawna przeżywa złoty okres wynikowy. Lista TOP 100 wyników w maratonie, co roku jest podkręcana o kilkanaście świeżych rezultatów. Dzisiejszy wynik Eliuda Kipchoge pokazał, że kolejnym krokiem po próbie laboratoryjnej, będzie wpisanie na szczycie tej listy wyniku z „1” z przodu. Pytanie — czy jest to możliwe, staje się zbędne. Pora zacząć spekulacje kto i kiedy tego dokona.

9 komentarzy

  1. Dobrze, że projekt zakończył się sukcesem, nie ma co tego przeciągać, niech wraca do normalnej rywalizacji.
    PS. Szkoda, że go nie puścili samego od 35 km, trochę niepewności zdecydowanie poprawiłoby widowisko, a tak, skoro nie zdecydował się zejść z trasy (a wiadomo jakie szanse na to były 🙂 ), to nie było innej opcji jak połamanie 2 h, skoro cały czas siedzieli na laserze.

    1. Hej Wojt,

      Tak, to prawda. Nie sądzę jednak, żeby dla podbicia emocji byli skłonni puścić go samotnie nawet na 1 km. Cel był tak dobitnie nakreślony, że żadne dodatkowe ryzyko nie było potrzebne.

      Ja pomyślałem dzisiaj o tym, że mogli puścić razem z Kipchogiem 2-4 innych biegaczy „z papierami” na złamanie 2 h i niech się chłopy ścigają na ostatnich 2 km. Wtedy byłyby emocje 🙂

      1. Ciekawy pomysł. Papiery na tak szybkie bieganie ma np. Bekele. Poza tym jest też żywą legendą tego sportu. Taki pojedynek byłby jak super walka bokserska. Pewnie spece od marketingu już o tym myśleli ale jak to zwykle bywa poszło o kasę…

        1. Myślę, że akurat kasy to mieli jak lodu. Trudniej byłoby przekonać samego Kipchoge lub jego potencjalnych konkurentów do tego, żeby w końcówce wystąpiła naturalna rywalizacja. Dla bohatera sobotniej akcji byłoby to niepotrzebne ryzyko. Jest uważany za najlepszego maratończyka świata, to po co ryzykować bezpośredni pojedynek z jakimś Etiopczykiem?
          No i ostatecznie, jeden człowiek łamiący 2 h w maratonie brzmi bardziej imponująco, niż np. trójka biegaczy, którzy tego dokonali. 🙂

          1. Masz rację z uwagi na konkretny czas do osiągnięcia taka rywalizacja nie była konieczna. Nie zmienia to faktu, że Bekele to największy konkurent Kipchoge. Łamiąc 2h na ulicy i zakładając złoto na najbliższych IO cała sława spłynęłaby właśnie na niego.

          2. No i Bekele ma na koncie coś czego nie ma Kipchoge – wspaniałą karierę na bieżni. Jest jednym z ostatnich zawodników „starej gwardii”, która ścigała się głównie na bieżni, a maratonu dotknęła u schyłku kariery. Chociaż, czy słowo „schyłek” jest tu zasadne? 😉

  2. Dzięki za wpis. Pierwotnie chciałem skomentować w stylu, że ten bieg ma duży potencjał motywacyjny/inspiracyjny itp. Dziś zobaczyłem, jak wiele (zwłaszcza w Stanach) pojawiło się spekulacji wokół butów, sugestii, że w grę musi wchodzić jakiś nowy doping itp. Pewnie to efekt ich ostatniej afery z NOP, ale i tak przykro. Być może to naiwność, ale jakoś Eliud mnie ujął swoją postawą (także, a może zwłaszcza poza bieganiem) i póki nie ma żadnych przesłanek do takich spekulacji, to wolałbym, żeby niektóre gwiazdy i gwiazdki pomilczały trochę.

    1. Wiesz jak jest, przełomowe momenty zawsze związane są z szeroką dyskusją. Tak szeroką, że zakrawającą czasem o tematy mało wygodne, a nawet nieetyczne. Ostatecznie sądzę (niestety), że zachowanie ograniczonej odpowiedzialności względem sportu wyczynowego jest dobrym podejściem i żeby nie było – sami (jako kibice) jesteśmy częściowo temu winni.
      Nie zmienia to faktu, że Kipchoge wydaje się mega otwartym i sympatycznym gościem. Trudno go nie lubić, a nie sposób nie szanować za uzyskiwane wyniki. Wierzę, że wynik poniżej 2 h to mieszanka wielu czynników, z wyłączeniem tych chemicznych.

  3. Wyczyn R.Bannisera był niesamowity, na poziomie 2 lat tych zawodników sub-4 było 4, a po 10-latach prawie 40, ciekawe jak będzie z maratonem, ale sądzę że na WR sub-2h poczekamy dobrych kilka lat , biec „w tłumie” to nie to samo co samemu, a nawet godzinę startu dopasowali do panujących warunków, nie mówiąc już nic o butach, których nie można kupić 🙁 Ale show był fajny.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *