AfterShokz – w mojej opinii najlepsze na rynku słuchawki bezprzewodowe

Słowem wstępu

Dzisiejszy wpis jest nieco inny od treści zazwyczaj publikowanych u mnie na blogu. Uważam jednak (zupełnie nieobiektywnie 🙂 ), że jest to tekst – po prostu dobry. Jego zaletą jest to, że prezentuje naprawdę ciekawą i świeżą rzecz na biegowym runku. Przynajmniej z mojego punktu widzenia, a trochę na rynku biegowym już siedzę… yyy, a raczej biegam.

Zanim jednak uchylę rąbka tajemnicy, chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną kwestię. Muszę ją dodać w kontekście niespodzianki, jaka czeka na Was w ostatnim akapicie. Mam nadzieję, że dotrwacie – naprawdę warto! 🙂 Dzisiejszy wpis nie jest publikacją o charakterze artykułu sponsorowanego. Oznacza to, że wszystkie moje obserwacje i przemyślenia zawarte w tekście, są tylko moją, niezależną opinią. I co równie ważne, publikowany tekst nie wiąże się dla mnie z żadnymi korzyściami materialnymi. To tyle tytułem wstępu, chciałem to podkreślić, dla spokoju ducha i zaspokojenia wszelkiej ciekawości. 🙂

AfterShokz – bezprzewodowe słuchawki z przewodnictwem kostnym.

Przejdźmy do konkretów. Mam Wam do zaprezentowania bardzo ciekawy produkt, jakim są słuchawki oparte o technologię przewodnictwa kostnego. Producentem tego typu słuchawek jest wspomniana firma – AfterShokz. Zanim rozwinę jednak ten tajemniczy zwrot „przewodnictwa kostnego” i wyjaśnię jak działają owe słuchawki, wspomnę dwie kwestie, które skłoniły mnie do przygotowania dzisiejszego wpisu.

1. Jestem absolutnym wrogiem użytkowania słuchawek dousznych w trakcie zawodów. Gdy widzę kogoś na biegu ulicznym, startującego w zwykłych słuchawkach wciśniętych do ucha albo szczelnie je otaczających – denerwuję się i pukam w czoło w głębi duszy. Na dziesiątkach imprez biegowych, w których brałem udział, widziałem mnóstwo niebezpiecznych sytuacji wynikających z biegania ze standardowymi słuchawkami. Dla przykładu przytoczę tylko dwie – raz, gdy biegacz słuchający muzyki biegł w połowie stawki, zajmując samodzielnie cały lewy pas jezdni i o włos nie został potrącony przez ambulans, który chciał go wyminąć jadąc na sygnale z innym poszkodowanym w biegu. Drugi – gdy biegłem półmaraton w Wałbrzychu składający się z 3 okrążeń i od drugiego dublowałem zawodników z końca stawki. Gdy grupa zrobiła się gęstsza, Ukrainiec biegnący 50 metrów przede mną, widząc, że ludzie nie reagują na jego krzyki z prośbą o ustąpienie miejsca, przepchnął się z całym impetem przez rząd biegaczy, powodując wywrotkę kilku osób i dość poważne uszkodzenie się jednego z nich. Wszystkie osoby będące świadkiem zdarzenia, były przysposobione w słuchawki, które odcinały je od otoczenia – słyszały tylko muzykę, nic więcej. Według nich winny był szybki biegacz, który walczył o czas i pieniądze w swoim zawodzie – a jakże.

2. Jestem absolutnym fanem zwiększania produktywności pożytkowanego przeze mnie czasu, co oznacza, że przez średnio 10 godzin w tygodniu – słucham muzyki, słuchowisk i podcastów różnej maści, w celu połączenia treningu z relaksem i rozwojem osobistym. Czyli smażę dwie pieczenie na jednym ogniu. 🙂 Jak dorzucę do tego zestawu od czasu do czasu podróż do i z pracy, czuję się jak mistrz organizacji! 😀

Jednym zdaniem – uwielbiam korzystać z dobrodziejstwa technologii, jakim jest sprzęt do słuchania nagrań audio, ale tylko wtedy, gdy czuję się bezpieczny. Brzmi jak banał, ale tylko dla tych, którzy nie biegają po mieście, mijając się m.in. z rowerzystami (swoją drogą, lubię rowerzystów, ale powinni bardziej uważać.)

Zajawka, jako przerywnik od tekstu. Pomijając na moment temat słuchawek – uwielbiam takie kampanie!

Moja przygoda z AfterShokz

Słuchawki pierwszy raz miałem okazję założyć na uszy w połowie ubiegłego roku. Był to okres treningu przygotowującego do startów w zawodach ultra. Średnio raz na 6 dni jechałem do Sobótki, żeby pobiegać przez 3 i pół godziny po górkach. Do tamtego momentu korzystałem ze standardowych, dousznych słuchawek, jakich jest w sklepach z elektroniką pełno. Znałem ich minusy, ale jakoś zawsze szedłem w zaparte, że nic więcej na trening nie potrzebuję. Jednak, gdy przy tych długich treningach, musiałem nauczyć się biegać z kamizelką, bukłakiem wody, zapasową kurtkę, mapą, telefonem itp., to obecność kabli od standardowych słuchawek, doprowadzała mnie do szaleństwa. Naprawdę. Miałem nieustający problem z poprawianiem kabla, a 3 godziny ze słuchawką w uchu, powodowały najnormalniejsze obtarcia małżowiny usznej. Jak się nietrudno domyślić – połączenie: obtarcie + pot i sól, to nic przyjemnego. Chyba, że ktoś jest masochistą – ja co prawda przebiegłem 100 km po górach, ale masochistą nie jestem ;p.

Gdy wszedłem w posiadanie AfterShokzów, sądziłem, że będę je ubierał tylko na te długie biegi. Słowo ‚myślałem’ jest tu kluczowe, ponieważ po pierwszym tygodniu użytkowania, schowałem do szuflady wszystkie inne tego typu urządzenia, jakie mam w domu. Monopolistą stał się model AfterShokz Air, którego używam w zasadzie cały czas, nie tylko biegając.

Przewodnictwo kostne – co to jest?

Generalnie, jak każdy producent, tak i AfterShokz wymienia przy swoim produkcie całą litanię zalet. Nie będę o nich pisał, bo wierzę w Wasz potencjał intelektualny Drodzy Czytelnicy. Natomiast, w mojej opinii jedna rzecz, w kontekście słuchawek dostępnych na rynku, jest naprawdę nietuzinkowa i zmienia dobre słuchawki w bardzo dobre. Piszę tu o wspomnianej wcześniej technologii z przewodnictwem kostnym.

Standardowe słuchawki douszne – nie ukrywajmy, najpopularniejsze obecnie na rynku – powodują, że po ich założeniu, dźwięk wpada bezpośrednio przez naszą małżowinę i bębenek do ucha. Tymczasem rozwiązanie zastosowane w Aftershokzach, polega na transmisji drgań przez kości twarzy, wprost do ślimaka – z pominięciem bębenka.

Proste i genialne zarazem. Słuchając muzyki w taki sposób – czyli z cały czas drożnym uchem – słyszymy muzykę i otoczenie jednocześnie. Możemy swobodnie rozmawiać z drugą osobom i wiemy, co dzieje się dookoła. Wszystkim biegaczom, rekomenduję taką formę słuchania muzyki, czy audiobooków z czystym sumieniem.

Jaki model wybrać?

Tego już nie napiszę, bo nie czuję się aż takim specjalistą w dziedzinie. Bez skrupułów mogę zarekomendować dwa modele, które mamy w mieszkaniu (mamy, bo Asia oczywiście nie mogła być gorsza :)). Pierwszy z nich to Aftershokz Trekz Air Slate Grey , za którego osobiście nadstawiam ucho, oraz model Aftershokz Trekz Titanium Slate Grey za którego poręcza Asia. Różnica między modelami, jaką osobiście wyczuliśmy, to lekkość modelu Air – w zasadzie nie czuje się, że mamy założone słuchawki. Model Titanium jest nieco masywniejszy, ale przez to cechuje się większą stabilnością.

Niespodzianka

Na koniec mała niespodzianka. Zarazem dowód na to, że świat jest mały i potrafi często zaskoczyć zbieżnością zdarzeń i sytuacji. Dla mnie bardzo pozytywny przykład i zachęta do otwartości. 🙂

Za uprzejmością firmy FREEWAY OMT SP. Z O.O. – oficjalnego dystrybutora marki Aftershokz w Polsce, możecie kupić słuchawki Aftershokz z 15% rabatem. Wystarczy, że podczas realizacji zamówienia wpiszecie kod:

trenerwitek

Taka opcja pozostaje aktywna do końca marca bieżącego roku. 🙂

Przejść do sklepu Aftershokz możecie tędy: Oficjalna strona Aftershokz

Dla mnie jest to sprawa „wow”, ponieważ nie prosiłem i nie spodziewałem się, że taką opcję czytelnicy bloga mogą dostać, a wszystko to dlatego, że osoby odpowiedzialne za dystrybucję Aftershokza, znają blog 140minut.pl! 🙂 Dla mnie naprawdę BOMBA – bez względu na to, czy ktokolwiek kupi, czy nie kupi słuchawek – jestem pełen satysfakcji. I podkreślę jeszcze raz, żeby było jasne – z potencjalnego zakupy słuchawek, nie czerpię żadnej korzyści… no może poza poczuciem satysfakcji, że zarekomendowałem naprawdę dobry produkt. 😉

Cieszmy się muzyką na treningach i zawodach, ale róbmy to mądrze!

 

13 komentarzy

  1. Cześć. Fajne są te słuchawki ale skoro muszą działać z telefonem z którego jest puszczana np. muzyka to na mrozie pewnie nie posłuchamy jej zbyt długo bo wiadomo że bardzo szybko bateria w telefonie się wyczerpuje. Chyba że zamiast smartfonu na trening będziemy zabierać bardziej odporne na mróz telefony ;). Pozdrawiam

    1. Tak jasne, baterie smartfonów są pewnym limitem, natomiast osobiście biegają codziennie przez całą zimę, aż takich problemów nie miałem. Przyznaję jednak że wymieniłem całkiem niedawno telefon na nowy. 😉

  2. Możesz tez użyć zegarka (część ma takie możliwości). Będzie żarło baterie ale po treningu możesz przecież naładować. 🙂

  3. Biegam z tymi słuchawkami od września. Są rewelacyjne. Bateria długo trzyma. Na trzygodzinne wybiegania zimą po lesie wystarcza. Mój telefon po takim biegu pokazuje 85% naładowania. Tylko, że ja słucham muzyki ze Spotify, która jest pobrana do pamięci telefonu, lub pobranych audiobooków. Jeżeli ktoś będzie odtwarzał muzykę za pomocą transmisji danych, to bateria mocniej to odczuje.

    1. Hej Rem,
      Ja również bazuje głównie na Spotify, z lenistwa nie pobieram audio na telefon tylko lecę na transmisji danych. Z ciekawości sprawdzę ile % baterii zżera się wówczas, ale wydaje mi się, że podobną ilość.
      Dzięki za komentarz. 🙂

      1. Andrzej, transmisja danych zżera baterię – będzie zauważalna różnica… PS na naprawdę dobrej jakości sprzęcie audio słychać „jakość” spotify 😉 Tidal > Spotify

        1. Cześć Marek,
          Mój test „zżerania baterii” odłożony w czasie, siedzę na L4. Prawdopodobnie masz rację, różnica będzie, ale ciągle mam wewnętrzne przekonanie, że nie aż tak duża, jak sugerujecie :).
          W kwestii jakości – możliwe. Nie jestem aż tak wytrawnym słuchaczem żeby wychwycić tę różnicę. Zresztą, jak biegam to komfort słuchania nie jest najwyższy z powodu wysiłku. Pod tym względem zdecydowanie przyjemniej rozłożyć się w fotelu. 🙂

  4. Siema. Ja używam tez słuchawek z wbudowanym mp3, sony walkman, całkiem niedrogo (coś koło 350 zł). Dużo lepsze rozwiązanie bo nie jestem przywiązany do telefonu… (a to bateria, a to zasięg, upadek itp). Ale generalnie nie o tym chciałem napisać… chodzi mi o to, ze dziwi mnie fakt , że nie zamierzasz czerpać korzyści na relatywnie obiektywnych artykułach, ścisłe związanych z bieganiem i sportem. Powinieneś na tym zarabiać i to naprawdę dobrze, bo znasz się na tym co robisz 👍. (Chodzi mi o produkty ogólnie, nie tylko te słuchawki). Pozdrawiam

  5. Chłopaki a powiedzcie jak z tymi słuchawkami na deszczu jest, zeszłoroczny maraton praktycznie przebiegłem w 80% w deszczowej pogodzie i szukam czegoś co sie sprawdzi bez chowania w woreczek

    1. W tych walkmanach można pływać w basenie, ale dobrze jest wyłączyć ten tryb przewodzenia kostnego bo mozna zwariować od dźwięków dochodzących zewsząd oprócz muzyki. Pozdr

    2. Ja kilka górskich wypraw wielogodzinnych w strugach deszczu zaliczyłem w Aftershokzach, pod tym względem nie mam zarzutu, bo nigdy nie dały mi powodu do zastanawiania się nad tym. Czyli trochę jak z dobrymi butami – dobry jest ten model, o którym szybko zapominasz, że masz go na nodze. 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *