Sztuka wyboru –> Osioł Buridana

Wczoraj minęły 4 tygodnie od mojego ostatniego poważnego startu i muszę przyznać, że kompletnie nie chce mi się biegać. Złapałem mega lenia (nie miał szans przede mną uciec ;)) i czuję, że poruszam się po równi pochyłej. Przez ostatnie 21 dni zjadłem więcej pizzy i kebabów, niż przez całą pozostałą część roku, a do tego wypiłem więcej piwa, niż nie jeden, ambitny uczestnik ‚October festu’. Gdy doliczę ilość snu, która jest do zaakceptowania jedynie przez statystycznego studenta w kulminacyjnym momencie sesji, to powstanie obraz biegowego degenerata, który widzi świat w czasie przeszłym.

Z drugiej strony wiem, że 17 czerwca, stając na linii startu Nocnego Półmaratonu Wrocławskiego z emocji będę miał podwyższone tętno o 30 uderzeń. Prawdopodobnie będę żałował, że nie przygotowałem się lepiej do tych zawodów. Takie myśli skłoniły mnie w ostatnim czasie – tym samym, w którym nie najlepiej się prowadziłem – do wykonania 4 treningów interwałowych. Chociaż te treningi przypominają raczej reanimowanie zmarłego.

Można powiedzieć, że biegam ostatnio jak kurczak bez głowy albo piłkarz z rezerwy, nie wiedząc do końca co jest moim celem. Na widok PlayStation budzi się we mnie hedonista, a niestety misja: maraton w 140 minut jest bardziej skierowana dla ascety.

Stąd tytuł dzisiejszego wpisu – Osioł Buridana – stoję jak ten osioł między luzackim życiem pełnym rozrywek a pragnieniem osiągnięcia czegoś co w mojej ocenie jest symbolem ciężkiej pracy i poświęcenia. Może dzisiejszy wpis pomoże obrać właściwy azymut. Na razie zuchwałość porównywalna z tą u dwulatka wchodzącego na mebel, podpowiada mi, że jak tylko będę chciał, to za moment zbuduję genialną formę.

Godny odnotowania fakt – w zeszłą niedzielę wystartowałem w „Biegu dla Maćka” na 10 km. Wygrałem z czasem lekko poniżej 34 minut. Przyjemnie wygrać zawody w bezformiu, choć lepszy byłby soczysty policzek w twarz, który przynajmniej by mnie otrzeźwił.


Na koniec jako ciekawostkę napisze, że wspólne treningi z Grześkiem, Jackiem i Adamem spowodowały, że samoistnie w naszych głowach narodził się pomysł na nadanie tej inicjatywie jakiejś spójnej formy. Jest to ciekawe pod względem menadżerskim, ponieważ zawsze wydawało mi się, że najpierw powstaje pomysł, a później zaczyna się go realizować. Tymczasem ostatnio widzę odwrotny nurt. Coś się dzieje nieformalnie, tak po prostu z natury rzeczy, aż tu nagle przychodzi ktoś ‚z zewnątrz’ i nazywa to projektem. Najciekawsze, że ma rację, ale nikt dotąd nie myślał o tym w ten sposób.

Po napisaniu powyższego, idę ubrać biegówki i porządnie się zmęczyć. Blog to jednak potężna motywacyjna dźwignia.

W kontakcie!

One thought on “Sztuka wyboru –> Osioł Buridana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *